"Autoagresja to działanie mające na celu spowodowanie sobie psychicznej albo fizycznej szkody. Wynika z zaburzenia instynktu samozachowawczego, co wyraża się tendencją do samouszkodzeń, mogących zagrażać życiu." (źródło: www.ithink.pl).
Nie mam zamiaru tutaj użalać się nad sobą pisząc, jaka to ja jestem „biedna”... Chcę Wam przybliżyć problem samookaleczania wśród młodzieży.
„Moda na cięcie”
W moim otoczeniu mogę wskazać ponad 10 osób, które się tną. Nie żyję w środowisku metalowców czy ludzi chorych psychicznie. Myśląc, że tylko tacy ludzie się tną, jesteście w bardzo dużym błędzie. Nie znam nikogo, kto robiłby to ot tak sobie, bez powodu. Żaden normalny człowiek nie bierze do ręki żyletki, żeby zobaczyć, jak to jest i ciąć się dla przyjemności. Musi być powód.
„Dlaczego to robisz?”
Nie możesz się dogadać z rodzicami. Masz problemy w szkolę. Ona/on nie kocha. Ludzie pytają: „dlaczego?”, chociaż tak naprawdę nie chcą tego wiedzieć. Posłużę się teraz moim przykładem. Na początku chciałam się zabić. Wylądowałam w szpitalu. Tam lekarze niby ciągle mnie kontrolowali, a ja to robiłam dalej. Wtedy już nie po to, żeby się zabić. Dawało mi to ulgę. W momencie, kiedy samookaleczasz się, Twoje ciało jest jakby odosobnione od duszy. Jesteś pozbawiony świadomości, że to Twoje ręce, że sobie robisz krzywdę! Kiedy się potniesz, mówisz sobie, że to był Twój ostatni raz, nigdy więcej... Nie możesz patrzeć na blizny, jednak dalej ciągnie Cię, żeby to zrobić... Zaczynasz się od tego uzależniać. To tak, jak z alkoholem. Na początku jeden kieliszek, później drugi i coraz więcej... Z żyletką jest tak samo. Tylko czy pijąc alkohol zostawiasz na swoim ciele blizny, które nie znikną do końca życia?
„Etap leczenia”
Samemu nie da się wyjść z żadnego nałogu. Potrzebny jest nam drugi człowiek. Musimy czuć się potrzebni. Zaczynasz wyrzucać żyletki, maszynki do golenia, szkła, cyrkle. Chcesz o tym zapomnieć już na zawsze, bo przez cięcie zmarnowałeś/aś swoje życie. Kiedy wszystko idzie po Twojej myśli, nagle coś zakłóca całą „terapię”. Kłócisz się z rodzicami, idziesz do łazienki i szukasz żyletki... Ale jej tam nie ma. Moim sposobem na rozładowanie energii było pójście na długi spacer, rzucanie kamieniami, czy krzyk. To naprawdę pomaga i nie zostawia ran na rękach i sercu... Po wielu trudach udaje Ci się. Jesteś zdrowy/a!
„Czy jeszcze kiedyś do tego wrócisz?”
Powtarzasz wszystkim, że jest dobrze. Dziękujesz im za pomoc, nie masz już chęci pocięcia się za każdym razem, kiedy widzisz szkło. Jednak czy to aby na pewno koniec? Dla mnie śmierć bliskiej osoby była próbą, której niestety nie przeszłam...
Rozumiem ;[ Ja zawsze miałam niską samoocene, potrafiłam się w towarzystwie określać wieloma niecenzuralnymi określeniami, no i nadal czasem to robię. Po śmierci mojego dziadka zamknęłam się w sobie, a po tym jak rodzice mnie co najmniej zdenerowali+ stres szkolny i kolejny zawód= pociełam się, niestety. Teraz czasem muszę to robić, gdy jest mi źle. Naweet na wfie widać moje blizny, ale i tak nikt nie zwraca na to uwagi, bo ludzie się tego boją.
Rozumiem ;[ Ja zawsze miałam niską samoocene, potrafiłam się w towarzystwie określać wieloma niecenzuralnymi określeniami, no i nadal czasem to robię. Po śmierci mojego dziadka zamknęłam się w sobie, a po tym jak rodzice mnie co najmniej zdenerowali+ stres szkolny i kolejny zawód= pociełam się, niestety. Teraz czasem muszę to robić, gdy jest mi źle. Naweet na wfie widać moje blizny, ale i tak nikt nie zwraca na to uwagi, bo ludzie się tego boją.
Zgadzam się z Tobą w tym,że potrzebny jest nam drugi człowiek i że chcemy czuć się potrzebni.Ja się przestałam ciąć,bo się przestraszyłam,że mama mnie zamknie w szpitalu(...)
(tak mi groziła).Też tak,jak ty znalazłam sobie zastępczy środek. Walę z całej siły pięściami w nogi.To strasznie boli,ale też nie zostawia śladów i nikt Ci nie może nic zarzucić.
Ja sie tne od dwóch miesięcy, a zaczęło się niewinnie przez chłopaka... ale to tak na niby. na początku miało być dla szpany... patrzcie jestem odważna i odporna na ból, ale potem kiedy sprawa ucichła, i przestali mnie wszyscy dookoła pocieszać ( a nie będę wchodzić w szczegóły ) ciełam sie dalej, wszyscy mysleli ze skonczyłąm... weszłam na te strone i przeczytałam kilka artów o autoagresji, samookaleczaniu sie, i zrozumiałam, ze sama se w tego nie wygrzebe, ze to nałóg.. problem w tym ze ja nie chce niczyjej pomocy, tyle razy sie na ludziach zawiodłam, że mam szczerze gdzieś ich pomoc.. nie robie głębokich ran mój rekord.. nie ciełam sie przez tydzień.. uważam ze takie arty są nawet potrzebne takim ludziom jak ja, chociaż ine zawsze muszą pomóc
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak łatwo jest z tego wyjść, ale musicie mieć odpowiednią motywację.
Zaczęłam się ciąć kiedy umarł mój dziadzio, za co się obwiniałam, kiedy miałam 10 lat. Cięłam się przez 4 lata.
-Ale nie rozumiem u Was jednego. Ja nigdy się nie przyznałam do tego co robiłam [kiedy to robiłam, b gdy przestałam przyznałam sie przed przyjaciółmi], bo się wstydziłam, a Wy tak poporstu umiecie się do tego przyznać.-
Nic mi się nie układało. Nie miałam chłopaka, wciąż miałam spory z rodzicami i nauczycielami. W końcu zaczęło się układać. Znalazłam super chłopaka, a i w szkole zaczęło się układać. Zaczęłam rozmawiać z rodzicami. Jednak nie przestałam się samookaleczać. Pewnego dnia kiedy siedziałam z moim chłopakiem miałam odwinięte rękawy. Zobaczył świeże blizny [nie miałam starych i dziś już nie mam żadnych, bo nie cięłam się mocno, można to nazwać delikatnie, tak aby blizny nie pozostawały]. Zaczął mnie wypytywać czy się tne. Rozpłakałam się i powiedziałam, że tak. Wtedy przytulił mnie i powiedział, że chce mi pomóc z tego wyjsć, że nie chce żebym robiła sobie krzywdę. Obiecałam mu, że nigdy więcej nie wezme żyletki do ręki.
No... nie wzięłam po dziś dzień, jednak nie jestem już z nim ponad rok. Czyli nie tne się już od ponad półtora roku. Więc... potrzebna jest motywacja i dobre chęci.
Możecie mnie uważać za pozerke, że samookaleczała się i chłopak ją uratował i takie tam. Banał? Możliwe, ale ja to naprawde przeżyłam. Kto nie chce niech nie wierzy.
Elo!Ja też żyję z tym problemem od blisko roku:(.Pamiętam miałam 3-miesięczną przerwę,ale po głupiej kłótni znów się pocięlam.Moim zdaniem jest to błędne koło z którego trudno się wyzwolić.
Czesc.Ja tne się od prawie roku i jest beznadziejnie...nie moge z tym skonczyc raz sie nie cielam tydzien to bylo cos......... ale codzienie prawie to tego wracam nie moge z tym skonczyc to jest jak narkotyk...to jest gorsze...mam takie blizny ze one mi nigdy nie zejda...nie wiem co robic ale te wszytkie problemy one sa i wracaja...nie wiem jak z tym skanczyc...
Hej. Sama długo chorowałam na autoagresje.Miałam nawroty...i tak jak mówisz-było już dobrze, gdy nagle dostałam gorsza ocenę, pokłuciłam sie z kumpelami-i wtedy wszystko wracało. nie tne sie juz od 4 miesiecy. wiem, ze nigdy do końca nie da mi sie wygrać z autoagresja-ja ją tylko uśpiłam. Pozdrawiam ;*
Dodaj komentarz
Komentarze
(tak mi groziła).Też tak,jak ty znalazłam sobie zastępczy środek. Walę z całej siły pięściami w nogi.To strasznie boli,ale też nie zostawia śladów i nikt Ci nie może nic zarzucić.
Zaczęłam się ciąć kiedy umarł mój dziadzio, za co się obwiniałam, kiedy miałam 10 lat. Cięłam się przez 4 lata.
-Ale nie rozumiem u Was jednego. Ja nigdy się nie przyznałam do tego co robiłam [kiedy to robiłam, b gdy przestałam przyznałam sie przed przyjaciółmi], bo się wstydziłam, a Wy tak poporstu umiecie się do tego przyznać.-
Nic mi się nie układało. Nie miałam chłopaka, wciąż miałam spory z rodzicami i nauczycielami. W końcu zaczęło się układać. Znalazłam super chłopaka, a i w szkole zaczęło się układać. Zaczęłam rozmawiać z rodzicami. Jednak nie przestałam się samookaleczać. Pewnego dnia kiedy siedziałam z moim chłopakiem miałam odwinięte rękawy. Zobaczył świeże blizny [nie miałam starych i dziś już nie mam żadnych, bo nie cięłam się mocno, można to nazwać delikatnie, tak aby blizny nie pozostawały]. Zaczął mnie wypytywać czy się tne. Rozpłakałam się i powiedziałam, że tak. Wtedy przytulił mnie i powiedział, że chce mi pomóc z tego wyjsć, że nie chce żebym robiła sobie krzywdę. Obiecałam mu, że nigdy więcej nie wezme żyletki do ręki.
No... nie wzięłam po dziś dzień, jednak nie jestem już z nim ponad rok. Czyli nie tne się już od ponad półtora roku. Więc... potrzebna jest motywacja i dobre chęci.
Możecie mnie uważać za pozerke, że samookaleczała się i chłopak ją uratował i takie tam. Banał? Możliwe, ale ja to naprawde przeżyłam. Kto nie chce niech nie wierzy.