Dzisiaj weszłam na ten serwis po raz pierwszy. I muszę przyznać, że siedzę tu już od paru dobrych godzin. Przeczytałam wiele artów, większość w zakładce "Zdrowie" i... załamałam się.
Samookaleczanie, sznyty czy jakkolwiek to nazywacie - przerażające. Sposób na odreagowanie? Okej, ale jak to jest, że inni jakoś potrafią to robić w inny sposób? Nie rozumiem tego, jednak nie znaczy to, że gardzę ludźmi, którzy tak robią. Pomyślałam sobie - dział "Zdrowie"', a ze zdrowiem w tych artach nic wspólnego nie znalazłam. Dlatego to piszę.
Mam 17 lat, mnóstwo problemów, mało snu - i żyję. Nie mam pociętych rąk, nie popadam w alkoholizm, z narkotykami nie mam nic wspólnego... Jakoś można. A uwierzcie, życia usłanego różami nie mam. Mam za to swój sposób na życie i specyficzną osobowość. Jeśli muszę odreagować to krzyczę - owszem gardło może trochę boleć, ale nie ma blizn i wyrzutów sumienia. Myślę, że każdy z was powinien to w sobie odnaleźć, bo to nietrudne. Mało w życiu pozytywnych aspektów, ale będzie ich więcej, jeśli zaczniecie je doceniać i się o nie starać.
Spróbuj wyrzucić swoje 'narzędzie samookaleczania' i się uśmiechnąć. Wymuszony ten uśmiech? Nie szkodzi, minie trochę czasu, a nie będziesz mógł się go pozbyć z ust. Czytelniku - nie traktuj tego tekstu jako słów jakiejś różowej panny, której każdy lata koło "czterech liter". Taka nie jestem i nigdy nie będę.
Chciałabym, żeby każdy z was zastanowił się jeszcze raz nad sensem tego wszystkiego. A czy nie lepiej byłoby nie myśleć o tym, czy ktoś zauważy blizny? Założyć strój kąpielowy bez obawy, że zostaniesz zasypana pytaniami? Zaakceptujmy się takimi jakimi jesteśmy, a życie otworzy przed nami wiele nowych i ciekawych perspektyw, okaleczanie siebie nie jest jedną z nich. Gdy w chwili załamania, znowu pomyślisz o żyletce, zamiast tego zadzwoń do przyjaciela albo zapukaj do jego drzwi.
Czy nie lepiej zanurzyć się w jego ciepłych ramionach niż czuć zimne ostrze na swoim ciele?
cześć wszystkim, mam pytanie.
pocięłam się, ale tylko raz.. mam ponad 20 tych cięć na ręce, zrobiłam to żyletką ale bardzo żałuję ! :/
nie chce blizn! są jakieś preparaty na blizny?
kocham się opalać, a jak się opale to to wszystko będzie widać.
rany nie były głębokie, z kilku skaleczeń poleciała krew porobiły się strupki, ale większość i tak juz odpada.
teraz mija 3 dzien, smaruje tribioticiem, goi się chyba.
muszę je usunąć, bo jak się moj kotek dowie to będzie po prostu piekło.
co polecacie na blizny?
Niestety jest to przerażające, ale niektóre osoby nie potrafią sobie inaczej poradzić z problemami. W moim przypadku samo okaleczanie jest uzależnieniem. Robię to już bardzo długo i nie mogę przestać choć bardzo dużo osób stara mi się pomóc.
Jestem tego samego zdania co ty. Kiedyś to robiłam, ale postanowiłam przestać. I to dobrze na mnie wpłynęło, żałuję że to robiłam.. Czy komuś to potrzebne? Poboli przez chwile i znowu zaczniesz to robić. Bezsens..
powiem tak... nie każdy ma silną psychikę... niestety... cięłam się, ale tego nie żałuję, bo jestem w stanie zrozumieć innych... każdy ma problemy,ale nie każdy ma prawdziwych, godnych zaufania przyjaciół...
Ty niczego nie rozumiesz.Chyba nie masz takich ciężkich problemów,bo normalnie to kady próbuje inaczej odreagować to wszystko.Alkohol,papierosy,a przede wszystkim cięciem się.
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
Zgadzam się...ale nie z tobą tylko z komentującymi. Nie wiem jakie masz problemy na pewno dla ciebie są źródłem dużego bólu, ale pamiętaj że nie każdy ból jest równy innemu, dla jednego tragedią jest brak chłopaka, ale czy to może się równać z brakiem rodziców czy prawdziwego przyjaciela...nie sądzę. Ja nie mam chłopaka ale jest to dla mnie najmniejszy problem. Wiesz dlaczego się tne? Powiem Ci. Bo boję się powiedzieć komuś naprawde bliskiemu jak mi ciężko, co czuje, właśnie zimne ostrze zastępuje mi tą rozmowe...czytając ten artykół poczułam się jak głupia histeryczka która nie potrafi sobie radzić z problemami inaczej niż przez cięcie się...tak nie jest uwierz mi...wspomniałaś o kostiumie kąpielowym, szczerze to nie obchodzi mnie to akurat teraz to najmnejsza cena za to że przez chwile poczuje się lepiej...zapomne jak moje życie jest bolesne, najchętniej użyłabym dosadniejszych słów ale nigdy nie wiesz jak ludzie na to zareagują, moja kumpela przeżywała dziś że ma 2 z angola, zazdrościłam jej że to jest jej największy problem...też bym tak chciała...Ja mam ciepłe ramiona w których mogłabym się zanurzyć, kiedyś miałam co i tak nie zmieniło faktu że nic mu nie powiedziałam...wstyd i strach są silniejsze ode mnie...nie wiem czy powiedziałabym o tym learzwi który miałby mi pomóc...to w jaki sposób miałabym powiedzieć to P. nie chce też dlatego że sam ma podobne problemy a wiedząc jeszcze o moich...nie chce wiedzieć co mogłoby się stać...tak możesz powiedzieć żebyśmy się razem wspierali czy inną taką głupią rade...to nic nie da...tak naprawde każde z nas potrzebuje kogoś z "drugiego świata" tego bez bólu i krwi...
"Czy nie lepiej zanurzyć się w jego ciepłych ramionach niż czuć zimne ostrze na swoim ciele?" - nie, nie lepiej. Wiesz, że ten art nie ma najmniejszego sensu. Dosłownie. Gdybym miała jeszcze TEGO JEGO - spoko. Ale ja go nie mam.! I właśnie dlatego odreagowuje na żyletce i rekach.!
Do Yostysca: To nie prawda,ze wyolbrzymiamy swoje problemy i szukamy modnego sposobu na odreagowanie!:/ Tak naprawde to nie znasz nas i nie mozesz okreslic dlaczego to robimy tak naprawde i jakie mamy problemy!:/ To jest naszym ukojeniem i jak to powiedziala dark goddess "niech nikt nie probuje zyc za mnie,bo nikt za mnie nie umrze"
nie zrozumiesz tego trzeba jeszcze miec ta zaufana osobe mam 15 lat wiele sznyt problmow jak kazdy raz sprubowlam pomoglo,zadawanie sobie bolu to jest moj najwiekszy przyjaciel
Rzeczywiście to straszne, że tyle osób odreagowuje stres przez samookaleczanie. Ja sama to kiedyś robiłam, minęło około pół roku od kiedy przestałam, może trochę więcej. Nikt mi nie pomógł, nikt nawet o tym nie wiedział. Ale mnie wcale nie zależało na tym żeby ktokolwiek mi pomagał. Napisałaś czy nie lepiej zadzwonić do przyjaciela, ale niekażdy ma taką osobę, którą mógłby nazwać przyjacielem. I to nie zawsze jest jego winw, ja np. już na kilku osobach się zawiodłam i to bardzo. Ty się nie tniesz i bardzo dobrze. Może masz mocniejszą psychikę i łatwiej radzisz sobie z problemami, ale niektórzy nie radzą sobie z problemami i sami już nie wiedzą co mają robić. Ale zamiast mówić, że są głupi, że będą tego żałować, lepiej byłoby im pomóc.
Ty nie wiesz jak to jest, nie rozumiesz tych co maja problemy i nie moga sie zwrocic do nikogo, bo wszyscy ich olewają! I myślą.."jaka ona jest glupia, po co ona to robi.."
Ja wiem to po sobie!
Do Zakochana111: Świetnie wiem co czujesz... tez nie mam "przyjaciółki" bo juz nie wierze w te słowa... świat jest okropny. Najwyrazniej nie ma w nim miejsca na takich ludzi jak my... ktrozy maja słaba psychike. Ja jestem strasznie słaba chociaz po mnie nie widac bo za wszelka cene staram sie to ukryc. A osoby ktore mowi ze jesesmy głupi bo nie wiemy co ze soba robimy... prawda jest taka ze taki człowiek jeszcze nie dostrzegł problemow tych ludzi.. a te blizny to jest wolanie o pomoc i zrozumienie... :(
Moze tak samo powiedzialabys samobojca ze lepiej pogadac z przyjacielem czy co a nie sie zabijac? Lyrical ma racje. Sa osoby ktore maja naprawde powazne problemy i nie potrafia sobie z nimi poradzic. Zgadzam sie z toba ze sa inne bezpieczniejsze sposoby na odreagowywanie. Ale niektorzy po prostu nie maja siły, maja slaba psychike i wydaje im sie to najlepszym wyjsciem. Ja po zyletke siegnelam niedawno i nie moge pogadac o swoich problemach z kolezankami (nie pisze przyjaciolmi bo ich nie mam) bo to tez z ich powodu mam te problemy i zaczelam sie ciac. Mysle ze powinnas zrozumiec te wszystkie osoby i mniej indywidualnie podchodzic do tego wszystkiego.
Wiesz co ja się w zupełności z tobą nie zgadzam uważam, że ta notka świadczy o twoim egoizmie. Sądzisz że jeśli ty nie masz z tym problemow to innie tez nie mogą mieć, a twojej notki w ogole powinno nie być bo taka osoba poczuje sie tylko gorsza... ja nie mam z tym wiekszego problemu ale nie powiem żeby mnie nie ciagneło 2 czy 3 razy probowałam... i wierz mi, że jesli osoba nie ma się do kogo zwrócic ze swoimi problemami to musi jakos odreagować, a nie kazdy ma przyjacół ja np.nie mam niestey i nawet nie wierze w takie słowo.. mam koleżanki i znaojmych ale ja nigdy nie moge im powiedziec co mnie dreczy bo by o mnie zdanie zmienili i by sie skonczyło...mieli by mnie za głupią... juz za duzo osob mnie zraniło i to jest chyba moim najwiekszym problemem ze za czesto mnie ludzie rania i nie potrafie juz nikomu ufac nawet w domu mam same nieprzyjemnosci... A poracajac do twojej notki napisałas zeby sie usmiechac,myslisz ze ci ludzie sie nie smieja.wierz mi smieją sie ale ten sztuczny usmiech jest dobojajacy przynajmnoej dla mnie bo mam swiadomosc ze robie to na siłe i tak naprawde nie jestem szczesliwa.Mam już dosyc udawania przed wszystkimi a to jest najtrudniejsza rola w zyciu "udawac" ze wszystko gra... choc tak naprade tak nie jest. Po twojej notce moge powiedziec ze twoje problemy sa napewno niczym w porownaniu do osob ktore sie tna bo one wierz mi maja duzo gorsze problemy i im nie wystarczy krzyk... anie płacz.
ok zgodze sie z Toba emcia23 ale ja bylam w takiej sytuacji ze sie cielam i nadszedl moment kiedy przecielam zbyt gleboko to jest silniejsze .... tak jak papieros mowisz ze tlko raz zapalisz a pozniej palisz i nie mozesz tego rzucic, trudno jest sie oderwac i znalesc dobry sposob na odreagowanie. kazdy ma inna psychike jesli ktos jest slaby podda sie i nie bedzie wogole umial wlaczyc. ja nie tne sie od niecalego roku bo ostatnie ieci ebylo najgorszym i teraz jest tylko jedna blizna. i druga blizna w sercu. czasem czlowek nie zna innego wyjscia niz ciecie sie. ja teraz tez czasem mam ochote to zrobic bo wtedy zawsze przerzucalam bol psychiki na fizycznosc bylo mi lzej teraz co robie?? wlanczam na cala pare ostry metal i slucham na maksa (kiedys spalily mi sie sluchawki nawet;/) al eto szkodzi uszom choc moje wiele przezyly, nie moge krzyczec w kazdej chwili nie rzuce sie na nauczyciela i nie zaczne krzyczec a tym bardziej w bezradnosci kiedy ogarnia mnie smutek. rozumiem doskonale ludzi ktorzy to robia, kiedy s tez to robilam terazz tego wyszlam sama udalo mi sie choc nadal czasem uwazam ze nie powinno mnie tu byc ale mam Emila on mi dodaje sil nadaje sens i zycze kazdemu aby spotkal takiego czlowiek ana swojej drodze zycia aby mial do kogo zwrocic sie o pomoc. ja nie mialam i umarlam na chwile ale wrocilam do zycia dzieki Bogu bo on zawsze z nami jest i to moze wnim szukajmy pomocy ...
Zgadzam sie z "AgaC!a" mam dokladnie tak samo...aha i zapominasz czasem ze ludzie czasami sie tnal bo nie maja sie do kogo zwrocic...chodzi mi o przyjaciol...i najczesciej tak jest!
.. bo wy nic nie rozumiecie ! To nawet nie jest tak, ze my chcemy. Nas do tego ciągnie. Ja np. zbieram wszystko w sobie, dusze to - pretensje, krzyki, oskarzenia, żale i pozwalam, zeby wyleciało razem z krwią. Nie jestem odważna. Nie potrawię pójść do lasu i sie wykrzyczeć - boję się. Lepiej siąść w kacie i zrobić kilka kresek. Niszcze siebie i zdaje sobie z tego sprawe. Wiem, ze to jest złe, ale ja sama inaczej nie potrafie sobie pomóc. Chciałabym, aby ktoś mi w tym pomógł, aby podał rękę, powiedział co mam robić, ale nie widzę nikogo takeigo. Mam przyjaciół, tylko, ze oni nie byli w takiej sytuacji i nigdy nie będę wiedzieli co czuję.. To po prostu choroba i psychiczna i fizyczna.
Heh ja miewałem chwile słabości ale nigdy nie śmiałem sięgnąć po żyletkę... chociarz niekiedy byłem tak zdołowany że kiedy trzymałem w ręku nóż krojąc chleb myślałem czy nie lepiej sam siebie ciachne... tyle że nie po ręce tylko po szyi... jeden ruch... ból... powoli wszystko ciemniej a potem nie czuje się już nic... myślę często czy nie lepiej po prostu skrócić swoje udręki... ale mam pytanie do tych dla których żyletka jest codziennością. Czy możecie tak skrótem opisać jak to jest?? czy po prostu bierzecie żyletkę przystawiacie do ręki... krótki ruch żyletki... i widok płynącej krwi?
A tak to odebrałam, poza tym jest różnica między masochizmem a autoagrsja, masochiści lubią zadawać sobie ból, a ja już po prostu nie umiem bez niego żyć. Zeszłam już tak nisko, że "nic naprawdę nic nie pomoże..."
Ja sie już tne od ponad trzech lat i jest to dla mnie jedyny sposób odreagowania złości itp... nie wiem ile blizn mam na ciele bo aż strach to policzyć, ale wiem, że jest tego naprawdę dużo.
Jak napisałaś każdy ma inny sposób na odreagowanie... i właśnie MY,osoby które sie tną, mamy taki sposób...
ja za każdym razem kiedy się potne mówię sobie "Dość, już więcej tego nie zrobię...to głupota", ale szczerze mówiąc nigdy mi się to jeszcze nie udało.
Niestety musze się zgodzić z dark goddess ... nikt nam nie pomoże wejśc na właściwą drogę.
Samookaleczanie to jest choroba...wiem o tym bo właśnie z tego powodu idę do psychologa. Nie mam nadzieji na to, że pomoże mnie wyleczyć z tej choroby...bo to i tak nic nie da, jak będę chciała się pociąć to i tak się potnę.
Wielu ludzi nie potrafi zrozumieć takich osób jak my i wszyscy potrafią tylko mówić "jaka Ty jesteś głupia, że się tniesz", ale nikt nie wpadł na tak inteligentny pomysł jak rozmowa...czasami dużo daje, ale pod warunkiem, że nie umoralnia i nikt na siłę nie próbuje nam mówić co jest dobre a co złe.
Ja tnesieod dwoch lat na ciele mam 88 duzych sznyt w portwelu mam zyletki(to obowiazek) i jeszcze dosc ostry noz. Za kazdym razem gdy robie sobie krzywde to mysle(nigdy wiecej) i nie pomaga mi to. Teraz nie zrobilam sobie sznyty od 3tygodni dla mnie to duzo bo ostatnimi czasy bylo duzo chwil, ktore sprawialy, ze wczesniej bym siepociela. Czemu tego nie zrobilam?? Nie zrozumialam swoich bledow, rodzice tez sie tym nie przejeli(chociarz doskonale wiedza co mam na ciele) wiec czemu przestalam sie ciac?? Bo przyjkaciółka powiedziala, ze jesli potne sie jeszcze raz to ona zrobi to samo. I tej reakcjii tak naprawde szukalamod dwoch lat... ponad dwoch lat
dark godness: w żadnym wypadku. nie usiłuje wejść w niczyje życie z buciorami i pociągnąć go za ręke krzycząc że to co robi jest złe. Staram się pokazać że są tez inne sposoby zeby żyć a nie tylko ostrze. Wiem, że ten art uzaleznionym gowno da, za przeproszeniem, ale moze jak przeczytaja ich wiecej to zaczna sie nad tym zastanawiac. i podkreslam jeszcze raz:
TYM ARTEM NIE MIAŁAM ZAMIARU MÓWIĆ WAM JAK MACIE ŻYĆ.
Jeśli ktoś to tak odbiera - wasza sprawa.
a dla mnie to po prostu jeden z "umoralniających: artykułów, mających na celu nawrócenie "tych złych" na lepszą drogą. Zaliczam się do nich i nie dziękuję... Niech nikt nie próbuje żyć za mnie, bo nikt za mnie nie umrze.
fajny art ... ;) ... przyznam racje WSZYSTKIM osobom przedemną ... prawda są inne sposoby na odreagowanie ale niestety nie wszyscy są w stanie zmienic "przyzwyczajenia" nie mają tak silnej woli albo jakieś inne powody ... to prawda że to jest ich ciało ... większośc zdaje sobie z tego sprawe że to jest choroba ... oni robia to z własnej woli nikt im nie każe ... więc wytykanie czy tez szykanowanie takich osob jest wręcz nie na miejscu !
osoby ktore wyszły z tego nałogu ... gratuluje bo to jest dużo a osoby które jeszcze nie mają tego za sobą ... podtrzymuje na duchu bo napewno Wam sie uda ;) tylko musicie mocno tego pragnąć
PzD :*
przeczytałam ten tekst i szczerze mówiąc wiele z niego nie wyniosłam. Nie jestem osoba która uzależniła się w jakikolwiek sposób od cięcia. Pociełam się dwa dwa czy trzy razy w życiu i tylko raz dlatego że chciałam odreagować. Moja (była niestety) przyjaciółka cieła sie non stop. Nie uważam żeby cięcie się było takie STRASZNIE ZŁE. Ludzie którzy to robią są egoistami... NIE PRAWDA! Chyba lepiej że okaleczają siebie niz innych wolą wyładować się na sobie niż na innych. To ich ciało i możę to jedyny sposób dla nich by społeczeństwo usłyszało ich wołanie o pomoc! Albo po prostu zwykła chęć poznania czegos nowego jak to już ktos napisął. To MOJE ciało i nie jestem chora chociaż czasem sie potnę, no chociażby z apatii czy nudów. Chyba lepiej pomóc tym ludziom rozwiązywać ich prawdziwe problemy niz skupiać się na tym czy się tną czy nie. Bo jeżeli robią to tylko z powodu kłopotów to chyba logiczne że lepiej te kłopoty rozwiązać niz martwić się nożyczkami czy żeyjetklami!!!
hmm... przeczytałam twojego arta.
mądry jest, ale mogę to przyznać chyba tylko dlatego, że ja już mam etap 'cięcia się' za sobą. mi nikt nie był w stanie wytłumaczyć, jak bradzo złe było to co robiłam. skończyłam z tym, dopiero wtedy gdy sama się uporałam z problemami. teraz wiem, ze nikt nie mógł mi pomóc. przezwyciężyłam to sama i jestem z siebie dumna...
przeżyłam chyba najtrudniejszy okres mojego życia. teraz cieszę się, ze mam go już za sobą. mam zupełnie inne podejście do życia. a co do blizn, to ja się ich absolutnie nie wstydzę. to jestem po prostu cała ja. one i ja...
Dobry art, popieram przedmóców.
Autoagresja to takie skupianie się na sobie, na własnych problemach. Sama przez to przechodziłam. :) Ale przeszło mi na szczęście.
Zamiast samemu się załamywac i użalać nad sobą, rozejrzyjcie się wokół może to Wy kogoś podniesiecie. Nie bądźmy takimi skrajnymi egoistami. Nie tylko my mamy problemy.
dobre:)
często ludzie sami nie myślą co robią, albo w młodym wieku wyolbrzymiają swoje problemy, patrzą sie non stop w głąb siebie a nie na otaczających ludzi...
i później odnajdują modny sposob na odreagowanie;/
ehh szkoda gadać..napewno pożałują za kilka lat
Dodaj komentarz
Komentarze
pocięłam się, ale tylko raz.. mam ponad 20 tych cięć na ręce, zrobiłam to żyletką ale bardzo żałuję ! :/
nie chce blizn! są jakieś preparaty na blizny?
kocham się opalać, a jak się opale to to wszystko będzie widać.
rany nie były głębokie, z kilku skaleczeń poleciała krew porobiły się strupki, ale większość i tak juz odpada.
teraz mija 3 dzien, smaruje tribioticiem, goi się chyba.
muszę je usunąć, bo jak się moj kotek dowie to będzie po prostu piekło.
co polecacie na blizny?
P.S nie każdy ma przyjaciół do których można by było pójść i sie wyżalić
Dlaczego Ty potrafisz ?
Dlaczego ja nie potrafię ?
:(
Ja wiem to po sobie!
Jak napisałaś każdy ma inny sposób na odreagowanie... i właśnie MY,osoby które sie tną, mamy taki sposób...
ja za każdym razem kiedy się potne mówię sobie "Dość, już więcej tego nie zrobię...to głupota", ale szczerze mówiąc nigdy mi się to jeszcze nie udało.
Niestety musze się zgodzić z dark goddess ... nikt nam nie pomoże wejśc na właściwą drogę.
Samookaleczanie to jest choroba...wiem o tym bo właśnie z tego powodu idę do psychologa. Nie mam nadzieji na to, że pomoże mnie wyleczyć z tej choroby...bo to i tak nic nie da, jak będę chciała się pociąć to i tak się potnę.
Wielu ludzi nie potrafi zrozumieć takich osób jak my i wszyscy potrafią tylko mówić "jaka Ty jesteś głupia, że się tniesz", ale nikt nie wpadł na tak inteligentny pomysł jak rozmowa...czasami dużo daje, ale pod warunkiem, że nie umoralnia i nikt na siłę nie próbuje nam mówić co jest dobre a co złe.
dark godness: w żadnym wypadku. nie usiłuje wejść w niczyje życie z buciorami i pociągnąć go za ręke krzycząc że to co robi jest złe. Staram się pokazać że są tez inne sposoby zeby żyć a nie tylko ostrze. Wiem, że ten art uzaleznionym gowno da, za przeproszeniem, ale moze jak przeczytaja ich wiecej to zaczna sie nad tym zastanawiac. i podkreslam jeszcze raz:
TYM ARTEM NIE MIAŁAM ZAMIARU MÓWIĆ WAM JAK MACIE ŻYĆ.
Jeśli ktoś to tak odbiera - wasza sprawa.
osoby ktore wyszły z tego nałogu ... gratuluje bo to jest dużo a osoby które jeszcze nie mają tego za sobą ... podtrzymuje na duchu bo napewno Wam sie uda ;) tylko musicie mocno tego pragnąć
PzD :*
mądry jest, ale mogę to przyznać chyba tylko dlatego, że ja już mam etap 'cięcia się' za sobą. mi nikt nie był w stanie wytłumaczyć, jak bradzo złe było to co robiłam. skończyłam z tym, dopiero wtedy gdy sama się uporałam z problemami. teraz wiem, ze nikt nie mógł mi pomóc. przezwyciężyłam to sama i jestem z siebie dumna...
przeżyłam chyba najtrudniejszy okres mojego życia. teraz cieszę się, ze mam go już za sobą. mam zupełnie inne podejście do życia. a co do blizn, to ja się ich absolutnie nie wstydzę. to jestem po prostu cała ja. one i ja...
Autoagresja to takie skupianie się na sobie, na własnych problemach. Sama przez to przechodziłam. :) Ale przeszło mi na szczęście.
Zamiast samemu się załamywac i użalać nad sobą, rozejrzyjcie się wokół może to Wy kogoś podniesiecie. Nie bądźmy takimi skrajnymi egoistami. Nie tylko my mamy problemy.
Autoagresja to poważna choroba, ale odpowiedzcie sobie szczerze, czy pierwszy raz nie był ze szczeniackiej chęci poczucia nowego smaku?...
Pozdrawiam ;)
często ludzie sami nie myślą co robią, albo w młodym wieku wyolbrzymiają swoje problemy, patrzą sie non stop w głąb siebie a nie na otaczających ludzi...
i później odnajdują modny sposob na odreagowanie;/
ehh szkoda gadać..napewno pożałują za kilka lat