| Mamo, jestem w ciąży... |
|
Autor: Ju?
Odsłony: 7106
Data: 26-10-2009
|
|
|
|
| Dziecko Ani przyjdzie na świat już w styczniu. Z pozoru nic nadzwyczajnego, dzieci rodzą się w Polsce każdego dnia i każdej nocy. Niezwykłe jest jednak to, że Ania i jej chłopak mają po 16 lat. Już niedługo ich życie odmieni się o 180 stopni, oni sami będą musieli porzucić rolę dzieci i odnaleźć się w roli rodziców. Jak Ania radzi sobie z tą sytuacją? Jak na to reaguje jej otoczenie? Dlaczego postanowiła odrzucić pomysł aborcji? Czego się boi i na co ma nadzieje?
Być może z jej słów wyniesiecie odrobinę mądrości dla siebie i odrobinę zrozumienia dla młodych mam.
Moment, w którym Twoje dziecko przyjdzie na świat, nieuchronnie się zbliża. Czekasz na niego z niecierpliwością czy modlisz się, żeby czas mijał jak najwolniej?
Nie zastanawiałam się nad tym. Z jednej strony chciałabym przytulić maleństwo, a z drugiej wiem, że nie jest jeszcze gotowe na to, aby pojawić się na świecie. Chcę przede wszystkim, aby było zdrowe i wiem, że pośpiech jest najgorszym doradcą. Poza tym muszę się oswoić z tą sytuacją i przygotować psychicznie do nowej roli. Póki co dopytuję się każdego o jakieś rady i wskazówki. Mam nadzieję, że kiedy dzieciątko już się urodzi, będę trochę bardziej pewna siebie i na tyle zaufam swoim możliwościom i umiejętnościom, że nie będę musiała drżeć na myśl o wzięciu go w ramiona.
Jak wspominasz swój pierwszy seks?
Zaszłam w ciążę przy pierwszym stosunku. Zanim jednak do niego doszło, strasznie się go bałam. Wszystkie dziewczyny pisały, jak strasznie je bolało i w ogóle. Poza tym doszła zwykła trema. Ale w rezultacie było to jedno z piękniejszych doświadczeń w moim życiu. Nic nie bolało; w gruncie rzeczy było nawet całkiem przyjemnie.
Bałaś się seksu – czy to nie był najlepszy znak, że nie jesteś na niego gotowa? Dlaczego nie uznałaś, że może warto poczekać, warto bardziej do niego dojrzeć?
Hmm… To nie tak, że bałam się sama z siebie. Wiele słyszałam o ogromnym bólu, jaki towarzyszy pierwszemu razowi, a ból to jedyna rzecz, która napawa mnie ogromnym strachem. Skoro bolało moje koleżanki, to uznałam to za niepisaną regułę, która zawsze ma swoje zastosowanie. Na szczęście ja okazałam się od niej wyjątkiem. A propos dojrzałości do tego - czułam się gotowa i psychicznie, i fizycznie. Nie chciałam czekać jedynie z obawy przed bólem.
A zabezpieczenie?
Teraz, gdy o tym pomyślę, czuję, że byłam idiotką, ale wtedy nie chciałam. Uznałam, że to nie jest konieczne, że nic się nie stanie. Damian nalegał, więc użyliśmy prezerwatywy… Niestety pękła, ale wg moich obliczeń nie powinnam zajść w ciążę, więc to zbagatelizowałam. Matematyka i biologia nigdy nie były moją mocną stroną… Wiedziałam, że kiedyś się na tym przejadę. Szkoda tylko, że zrobiłam to już teraz…
Czy teraz żałujesz?
Jeżeli powiem, że żałuję, to będzie to perfidne kłamstwo. Tak naprawdę to pierwszy raz był i nadal jest jedną z niewielu rzeczy, które naprawdę mnie uszczęśliwiły. Mój tata nie był zbyt wylewny w uczuciach, więc nie zaznałam w dzieciństwie czułości od niego. Kiedy więc zobaczyłam, jaką troską i jakimi uczuciami obdarza mnie Damian, poczułam się, jakby ktoś cofnął mnie do czasów dzieciństwa i pozwolił nadrobić stracone chwile z ojcem. Czułam się jak osoba, która dostała drugą szansę. Czy mogłabym żałować tego, że chciałam zobaczyć jak to jest być blisko z mężczyzną? W dodatku z takim, którego kocham?
Kiedy okazało się, że jesteś w ciąży?
Ja sama ciążę podejrzewałam już wtedy, kiedy po raz pierwszy spóźnił mi się okres. Ale to było po testach gimnazjalnych i tuż przed końcem roku, więc zrzuciłam winę na stres. Niestety, wszystko potwierdziło się 25. maja, kiedy zemdlałam w szkole. W szpitalu zrobili mi USG i pani doktor zobaczyła pęcherzyk ciążowy. Wysłała mamę po test ciążowy i stało się – dwie kreseczki.
Co wtedy czułaś?
Ja jestem tym dziwnym typem człowieka, który najpierw się ekscytuje nową sytuacją, a dopiero później zaczyna bać. Tak było i tym razem. Na początku nie dowierzałam. Wracałam z mamą do domu w milczeniu, nie chcąc denerwować jej bardziej. Kiedy wróciłam, pobiegam do łazienki i dobrą godzinę szukałam w lustrzanym odbiciu jakiejś wypukłości na brzuchu mającej potwierdzić słowa lekarza i wynik testu. Niestety, nadal nic nie było widać. Dopiero później zaczęłam się bać o to, co zrobię, jak to będzie i czy dam radę. Najgorzej było zanim powiedziałam Damianowi. Później poszło już z górki.
Jak zareagowała Twoja rodzina?
To trochę skomplikowane. Na początku wiedzieli tylko moi rodzice i dwie ciocie, z których każda miała inne zdanie na ten temat. Wszystko było utrzymywane w tajemnicy przed babcią, która z dnia na dzień czuła się gorzej. Nikt nie miał sumienia martwić jej bardziej. Kiedy jednak się dowiedziała, okazało się, że przyjęła to bardzo spokojnie. Po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że teraz będzie mi naprawdę ciężko, ale ona we mnie wierzy i jest pewna, że sobie poradzę. Kamień spadł mi z serca.
Najważniejszy jest chyba udział mamy w tym wszystkim – mama to mama, to ona musi być ostoją, w dużym stopniu to ona przejmuje odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Jak zareagowała na wieść Twojej ciąży?
Moja mama jest taką osobą, która za żadne skarby świata nie chce pokazać innym ludziom, że nasza rodzina jakoś odstaje od normalności albo dzieje się w niej coś złego. Zawsze wszystko jest ,,w porządku” i nagle jej szesnastoletnia córka jest w ciąży. To z pewnością musiał być dla niej spory szok. Jej model na pozór idealnej rodziny został zaburzony, ale starała się trzymać fason. W drodze powrotnej wszystko było w porządku, dopiero w domu zaczęły się wyzwiska i zwykłe oczernianie. Mama nie przebierała w słowach i sposobie ich przekazu, więc ja sama w końcu poczułam się jak ostatnie zero, które jest warte mniej od pyłku kurzu. To bolało, ale w pewnym sensie sama przyznawałam jej rację…
Miałaś jej to za złe? Zawiodłaś się na niej?
Ja podejrzewałam, że tak będzie. Nawet czułam się lepiej, słysząc jej ciągłe wrzaski niż zbywające milczenie. W tym jesteśmy z mamą podobne – obie wolimy słuchać wrzasków, niż być świadkiem ciszy. Poza tym w jej słowach zawarte było wszystko to, co ja sama o sobie myślałam. Ale teraz jest już dobrze. Mama nawet się cieszy faktem, że zostanie babcią. Chociaż nie cieszy… Jest raczej pogodzona z tym wszystkim. Dopiero teraz naprawdę czuję się jak jej córka.
Dlaczego myślałaś o sobie, że jesteś zerem?
Nie czułam się dumna z tego, co zrobiłam. Nie czułam nic poza ogromnym poczuciem winy. Poza tym ciągle słuchając tego, jak bardzo zawiodłam wszystkich wokół, a zwłaszcza rodziców, nic innego nie pozostawało. Z czasem, kiedy mama się ze wszystkim oswoiła, moje poczucie własnej wartości zaczęło wracać do normy.
Jak powiedziałaś o ciąży Damianowi?
Najbardziej po reakcji mamy obawiałam się jego. Powiedziałam po prostu: ,,Jestem w ciąży. Noszę twoje dziecko”, a on mnie przytulił. Nie krzyczał, nie zapierał się… Po prostu był, a ja tego potrzebowałam.
Wielu młodych chłopców przerasta tak poważna sytuacja...
Damian przez długi czas nie wiedział, co o tym myśleć i wcale mu się nie dziwiłam. Mając te ,,naście” lat ludzie myślą o imprezach, a nie o zajmowaniu się dzieckiem. Ale teraz jest naprawdę cudownie. Pomaga mi, troszczy się i choć czasem doskwiera mu moja chwilowa niedyspozycja, to nigdy nie narzeka. Jest cudownym facetem – o lepszym marzyć nie mogłam.
Czy coś zmieniło się miedzy wami od chwili, gdy okazało się, że będziecie mieli dziecko?
Właściwie nic się nie zmieniło. Jedyna nowość to nieco mniej spotkań, bo nie zawsze czuję się dobrze. Przedtem planowaliśmy wszystko na najbliższy tydzień – teraz planujemy kolejny rok, dwa lata… To, co jest między nami, jakby dojrzało. Stało się bezinteresowne i naturalne.
Okazuje się, że dorosłaś w bardzo krótkim czasie...
Żeby wychowywać dziecko samemu, nie można być dzieckiem. Teraz, gdy o tym pomyślę, wydaje mi się, że nigdy nie byłam zwyczajną dziewczyną, dla której imprezy i zabawa ze znajomymi to wszystko. Lubię siedzieć w domu, upiec ciasto lub po prostu zaszyć się w kącie i poczytać książkę. Moja babcia śmieje się, że urodziłam się jako osoba dorosła i muszę poczekać, żeby zacząć tak wyglądać. A dorosłość kiedyś musiała nadejść… Może lepiej, że teraz. Nie będę musiała wybierać za parę lat, co chcę robić w życiu. Już mam cel…
Jako nastoletnia mama na pewno wielokrotnie będziesz oceniana przez obcych ludzi. Czy boisz się tego? Obawiasz się reakcji otoczenia?
Ludzie od zawsze mówili… Tego nie zmienię. Ale nie ja jedna zaszłam w ciążę w wieku 16 lat, więc nie powinno być tak źle. Jak na razie ludzie, którzy się dowiadują, traktują mnie jak każdą nastolatkę. Możliwe, że za plecami mówią o mnie coś innego, ale to już mnie nie obchodzi. Zawsze byłam indywidualistką i zawsze o mnie mówili. Przyzwyczaiłam się.
Dlaczego zdecydowałaś się odrzucić pomysł aborcji?
Rodzice wychowywali mnie w poszanowaniu dla ludzkiego życia. Zawsze oburzali się, słysząc o dziewczynach czy kobietach usuwających ciąże. Dla mnie aborcja była czymś niedopuszczalnym. Czymś czego nie brałam pod uwagę. Mama tłumaczyła, że to, co jest we mnie, to jeszcze nie człowiek, ale ja miałam świadomość tego, że maleństwo w moim brzuchu z każdą sekundą jest coraz bardziej ludzkie i ma takie samo prawo do życia jak każdy z nas.
Widzę tu pewną niezgodność – mama uczyła Cię szacunku dla życia, a mimo to próbowała Cię nakłonić do usunięcia ciąży. Dlaczego? Uważasz, że ta sytuacja ją przerosła? Że łatwiej o czymś mówić niż stawić temu czoła?
Z całą pewnością sytuacja nie była dla niej łatwa. Kiedy minęła jej pierwsza i ta najgorsza złość, zaczęła się zastanawiać nad rozwiązaniem. Jedna z ciotek podsunęła pomysł ,,usunięcia problemu”. Mama, nie mając nic innego, chyba uznała to za jedyne rozwiązanie. Każdy z nas z łatwością wygłasza górnolotne opinie i przedstawia swoje poglądy, kiedy sprawa dotyczy osób, których nie znamy i, bądźmy szczerzy, zapewne nigdy nie poznamy. Kiedy jednak ten sam problem dotyka nas, szukamy sposobu ucieczki. W tym przypadku jedynym dla mamy możliwym rozwiązaniem była aborcja. To było najprostsze… No i nikt nic by nie wiedział, bo maleństwo nie zdążyłoby urosnąć na tyle, by ktokolwiek zauważył. Nie mogę się jej jednak dziwić – chciała dobrze. Widziałam w jej oczach, że walczy z sobą, proponując mi to…
Jak przygotowujesz się do przyjścia tej małej istotki na świat?
Czytam wszystkie możliwe książki, czasopisma i strony internetowe. Teoretycznie czuję się przygotowana. Zobaczymy, jak będzie w praktyce. Ostatnio moim ulubionym zajęciem stało się wybieranie ubranek i oglądanie wózków. To trochę jak nałóg…
Jak wyobrażasz sobie przyszłość?
Jeszcze rok temu przyszłość to było zwyczajne jutro. Teraz na pierwszym miejscu stawiam dziecko. A moje wyobrażenie przyszłości nie odbiega zbytnio od normalności. Kiedy urodzi się moja Kruszynka, skończę liceum wieczorowo, a później trzeba będzie pogodzić pracę, studia i opiekę nad nią. Ale nie przejmuję się… Wiem, że będzie ciężko, ale wielu ludzi tak zaczynało. Poza tym wujek obiecał, że jak stanę się pełnoletnia, to załatwi mi mieszkanie. Wtedy, mam nadzieję, zamieszkam z Damianem. Jak rodzina…
***
Ania opisała swoją historię na naszym vortalu kilkanaście tygodni temu, dzięki czemu udało mi się nawiązać z nią kontakt. Jej artykuł możecie przeczytać, klikając TUTAJ.
|
|