Zbliża się koniec roku szkolnego. W ramach pożegnania ze szkolnymi murami postanowiłam zrobić małą propagandę. Przeprowadziłam krótką rozmowę z Łukaszem, absolwentem jednego z olsztyńskich liceów i wielokrotnym laureatem wielu konkursów i olimpiad. W ciekawy sposób opowiedział mi o korzyściach płynących z nauki oraz o swoich szkolnych doświadczeniach. Być może uda mu się Was zachęcić do tego, by od września poświęcić nauce trochę więcej czasu niż dotąd. Zapraszam!
Na początku opowiedz coś o swoim podejściu do nauki, jak się odnosisz do tego, dla większości przykrego, szkolnego obowiązku.
Nauka nie sprawiała mi nigdy większej trudności i potrafiłem się do niej skutecznie zmotywować, dzięki czemu odnosiłem pewne sukcesy. Do nauki na pewno popychała mnie ambicja - ambicja do tego, żeby wypadać jak najlepiej we wszystkim, co robiłem. No i na pewno fakt, że stawiałem sobie jak najwyższe cele na najbliższe etapy, czyli na przykład w gimnazjum na to, żeby dostać się do jak najlepszego liceum, a w liceum na to, żeby dostać się na prawo na Uniwersytet Jagielloński.
Większości nastolatków nauka kojarzy się z nudą i przede wszystkim stratą czasu. Czy jednak może ona przynosić jakieś korzyści, dzięki którym okazuje się, że wcale tak nie jest?
Korzyści mogą być zarówno materialne, jak i niematerialne. Z tych niematerialnych - myślę, że najważniejsze to zapewnienie sobie jakiejś lepszej przyszłości, ponieważ lepsze wykształcenie kojarzy się z lepszą pracą, wyższymi zarobkami. Możemy w przyszłości realizować nasze marzenia. Ponadto, dzięki nauce możemy poszerzać swoje horyzonty i w związku z tym stać się bardziej interesującymi ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia na każdy temat. To może dawać też niemałą satysfakcję.
A poza tym, no cóż, nauka w bardzo wielu przypadkach potrafi być ciekawa, pod warunkiem, że jest przekazywana przez interesujących ludzi. Spotkałem się z bardzo wieloma osobami, dla których odpowiednie podejście nauczających sprawiało, że nauka stawała się jednak przyjemnością, co jest korzyścią samą w sobie.
A co z korzyściami materialnymi?
Udział w różnego rodzaju olimpiadach i konkursach, a także dobre wyniki w szkole, pozwalają na ubieganie się o stypendia. Stypendia nie są może olbrzymie, ale do tego dochodzą jakieś pomniejsze nagrody, na przykład Prezydenta Miasta w postaci bonów na książki. Zawsze jest to jakiś wkład, bo zawsze można to przeznaczyć na jakieś swoje potrzeby, hobby albo na dokształcanie się, jeśli jest taka konieczność (śmiech).
Dużo większe wrażenie robią nagrody za wygrane i wyróżnienia w konkursach. Na niższych etapach zwykle nagrodami są książki, ewentualnie jakieś upominki jak torby, pendrive’y. Natomiast na eliminacjach centralnych pojawiają się już znacznie większe nagrody, o które zdecydowanie warto się ubiegać. Może to być nawet kilka tysięcy złotych i różne wartościowe nagrody rzeczowe, jak telewizory, laptopy. Sam dostałem laptopa w gimnazjum za zdobycie tytułu laureata w trzech konkursach, i to była naprawdę znaczna nagroda, z której korzystam do dzisiaj.
To znaczy, że warto brać w takich konkursach udział?
Na pewno warto, tym bardziej, że poza nagrodami można zdobyć też wiele przydatnych w życiu doświadczeń. Dużo łatwiej zdaje się matury ustne, jeśli wcześniej miało się już do czynienia z egzaminami ustnymi podczas różnych konkursów. Etapy ustne natomiast występują, z tego co pamiętam, już w konkursach w gimnazjum, umożliwiając zdobycie pierwszych doświadczeń.
Poza tym, jest szansa na uzyskanie zwolnienia z egzaminów gimnazjalnych albo matury z wynikiem 100%, myślę, że to też w jakiś sposób zachęca do spróbowania swoich sił.
Jak myślisz, co poza tym wszystkim mogłoby zmotywować innych do tego, by poświęcali swój czas na zdobywanie wiedzy?
Myślę, że ucząc się, powinniśmy zdawać sobie sprawę, że może to wpłynąć jakoś na naszą przyszłość, czyli może wizja jakiegoś lepszego, wymarzonego zawodu w przyszłości może tutaj być jakąś motywacją...
Ale wróćmy do teraźniejszości. Załóżmy, że muszę nauczyć się na sprawdzian z biologii, której nie cierpię. Myślenie o fajnej pracy w przyszłości nie nakłoni mnie jednak do zajrzenia do książki, bo to zbyt odległa przyszłość, na dzień dzisiejszy zupełny kosmos, prawda? Jak się w takim razie zmotywować?
Jeśli mamy problemy z jakimś przedmiotem, partią materiału do jakiejś klasówki, to możemy to potraktować jako swego rodzaju wyzwanie, możemy chcieć udowodnić sobie na przykład, że stać nas na pokonanie tego problemu, na nauczenie się tego materiału, na dostanie dobrej oceny z klasówki. Możemy też pokazać nauczycielowi, że stać nas na więcej, niż uważa.
Z doświadczenia wiem, że czasem motywują też porażki. Czasem byłem strasznie zirytowany swoimi głupimi błędami i chciałem się poprawić. Przez jakiś czas to działa deprymująco, szczególnie jeśli w przygotowanie do czegoś włożyło się dużo pracy, ale po pewnym czasie wynosi się z tego doświadczenie. Chce się wtedy udowodnić następnym razem, że stać mnie na więcej. Jeśli to komuś pomaga, to można starać się myśleć w ten sposób.
Czy rywalizacja jest dobrą motywacją? Na przykład nie lubisz jakiegoś kolegi i musisz być za wszelką cenę lepszy od niego - to coś daje?
Każda motywacja jest dobra… chyba. Zaczekaj, muszę to przemyśleć, żeby potem nie wyszło, że plotę jakieś bzdury... (śmiech)
Rywalizacja na pewno jest jakimś rodzajem motywacji, to chociażby działa w trakcie tych olimpiad, tam rywalizuje ze sobą mnóstwo ludzi, wtedy walczymy już o jakieś nagrody, więc każdy chce wypaść lepiej niż inni.
Czy taka rywalizacja w klasie, dajmy na to, może być skuteczna… Pewnie może, tylko nie wiem, czy to nie wpłynie negatywnie na przykład na atmosferę.
Czy poświęcanie dużej ilości czasu na naukę wyklucza rozrywkę, znajomych? Czy może da się to jakoś połączyć?
W moim przypadku najwięcej czasu zabierała nauka do olimpiad, bo właściwie w tym, nazwijmy to, sezonie olimpiad, jeśli dostawałem od szkoły np. tydzień zwolnienia z zajęć, to ten tydzień był wypełniony praktycznie w całości nauką, bez żadnego wychodzenia z domu, wtedy rzeczywiście nie było czasu na kontakty towarzyskie.
Ale ogólnie nie mam większego problemu z tym, żeby połączyć wysokie wyniki w szkole z imprezami, zabawą, znajomymi. Mam też czas na zajęcia pozalekcyjne, na sport i zajęcia z języków. To da się zrobić, trzeba tylko umieć organizować sobie czas.
Jak się układają i układały twoje relacje z rówieśnikami? Spotykałeś się z jakąś wrogością, zawiścią, czy może cię podziwiano, pozytywnie odbierano?
W podstawówce może były jakieś drobne problemy z tym, w gimnazjum też znalazło się parę osób, które miały jakieś problemy z moją nauką, ale to były pojedyncze incydenty, nigdy nie miałem większych kłopotów wynikających z tego, jak się uczyłem. Przy okazji nauki poznałem natomiast sporo naprawdę fajnych i wartościowych ludzi i to nie tylko w szkole, ale też na tych wszystkich olimpiadach, gdzie spotykali się ludzie z całej Polski. A jeśli chodzi o klasy, w których byłem, to potrafiłem znaleźć osoby, z którymi świetnie się dogadywałem. Właściwie z roku na rok było z tym lepiej i w liceum naprawdę nie miałem już na co narzekać.
Czy przez te incydenty poddawałeś się albo traciłeś chęć do dalszej pracy?
Na pewno to sprawiało mi pewną przykrość, ale nigdy nie było tak, że z powodu tego, co ktoś tam mówi na mój temat, miałbym ochotę rzucić to wszystko w cholerę.
Co doradziłbyś innym, którzy czują się takimi sytuacjami zniechęceni?
Po prostu nie zwracać na to uwagi i robić swoje, bo po pewnym czasie to przyniesie rezultaty. A uznanie znajdą w oczach ludzi może bardziej na ich poziomie, bardziej wartościowych, którzy będą dzielili ich pasje lub przynajmniej szanowali je. Na pewno odnajdą środowisko, w którym nie zostaną odtrąceni.
Na zakończenie - czy przydarzyły ci się jakieś zabawne sytuacje związane ze szkołą?
Oj tak, ale akurat żartowanie z komisją egzaminacyjną podczas matury ustnej z polskiego to nie był zbyt dobry pomysł (śmiech).
To już było mniej więcej pod koniec wypowiedzi, chyba przedostatnie pytanie. Wyluzowany byłem już wtedy za mocno, skoro pozwoliłem sobie na jakieś żarty o Mickiewiczu (śmiech). W odpowiedzi na jedno z pytań komisji powiedziałem coś w stylu "no cóż, będę musiał improwizować, Mickiewiczowi się udało", co zostało uznane za bardzo zabawne. Na szczęście, bo egzaminatorki mogły to odebrać tak, jakbym nie znał odpowiedzi, a z tym raczej nie miałem problemu, po prostu mnie zaskoczyły.
Bardzo ci dziękuję za miłą rozmowę i za poświęcony czas.
Cała przyjemność po mojej stronie.
***
Czytelnikom życzę odprężających i niezapomnianych wakacji, masy świetnej zabawy i niezliczonej liczby szalonych imprez, a przede wszystkim odpoczynku i nabrania sił do zmierzenia się z kolejnym rokiem szkolnym. Być może uda Wam się wykorzystać podczas niego rady Łukasza...
Ale... to dopiero za dwa miesiące! :-)
|