Wiadomo - okres dojrzewania to burzliwy etap w życiu człowieka. Budzą się w nas różne, nieznane dotąd emocje i pragnienia. Jednym z nich jest - tak często potępiany przez rodziców - seks.
Moją „przygodę” z pornografią zaczęłam na początku roku. W Wigilię Bożego Narodzenia moja ciocia przyniosła jakąś gazetę dla kobiet. Gdy ją czytałam, natrafiłam na artykuł o czatowaniu w sieci. Postanowiłam wejść na www.czat.onet.pl i porozmawiać wirtualnie. Zainspirował mnie ten czat. Na początku pisałam tylko na forach dla nastolatków i tematycznych (np. film, muzyka), lecz coraz częściej moją uwagę przykuwały pokoje erotyczne. Zaczęłam więc na nie wchodzić. Szybko przyzwyczaiłam się do zasad tam panujących. Uprawiałam „cyberseks” (wiecie, o co chodzi) z poznanymi, wirtualnymi facetami. Kłamałam, mówiąc, że na imię mi Julia i mam 24 lata. Kłamałam, zaznaczając, że skończyłam 18 lat przy komunikacie pojawiającym się po otwarciu tej strony. Tworzyłam najbardziej wymyślne, erotyczne i perwersyjne nicki, których nazw nie śmiem napisać.
Przy jednej z tych rozmów facet, z którym gadałam, przesłał mi linka do jakiegoś pornola z YouPorn. Na początku wstydziłam się go otworzyć. Jednak po kilku dniach odważyłam się odwiedzić tę stronę. Pamiętam ten swój pierwszy raz - obniżałam ekran myszką, bo wstydziłam się patrzeć na te rzeczy, jakie tam miały miejsce. Czułam, że to jest złe, ale tłumaczyłam to sobie tak, że jeden pornos mi nie zaszkodzi, a poza tym muszę skądś zaczerpnąć informacje, jak uprawiać seks. Oglądałam coraz śmielej, coraz więcej coraz ostrzejszych scen. Lecz chcę tutaj zaznaczyć, że nie masturbowałam się (bałam się, że uszkodzę sobie błonę dziewiczą - a nie chciałam stracić niewinności w taki głupi sposób).
Podczas rekolekcji była spowiedź. Wciąż pamiętam tę stresującą rozmowę z księdzem, gdy powiedziałam mu prosto w oczy o tym, co robię. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Ksiądz porównał ten grzech do cukierka, którego ja odwijam z papierka. Do dzisiaj wzdryga mnie, gdy to sobie przypominam. W każdym razie zrobiłam przerwę przez te wolne dni (Wielkanoc). Jednak wciąż powracały mi do głowy te sceny pornograficzne. Nie mogłam o tym zapomnieć.
Dzień przed powrotem do szkoły zapragnęłam obejrzeć jednego pornolka, mówiąc sobie, że to „na przywitanie szkoły” i że nic się nie stanie, gdy obejrzę jeden taki mały pornosek... Wrócił mi ciąg. Oglądałam za każdym razem, gdy rodziców nie było w domu. Strasznie się tym podniecałam, pisałam opowiadania erotyczne... W szkole wybrałam nawet takiego jednego chłopaka, o którym codziennie fantazjowałam (czego to ja o nim nie wymyślałam!). Ciągle miałam w głowie seks - nagrywałam, jak udaję orgazmy i inne świńskie rzeczy... Gorzej było, gdy do mojego pamiętnika dotarli rodzice i przeczytali, że oglądam pornografię. Byli w szoku, wściekli, przeprowadzali ze mną rozmowy (strasznie upokarzające), matka wyzywała mnie od dzi*ek... To było straszne. Wstydziłam się jak cholera. Założyli jakiś program, który odczytuje, kiedy wchodzę na kompa. Skończyłam na parę tygodni.
Jednak znowu wróciłam, bo się zbuntowałam. Nikt nie będzie mi mówił, co jest dobre, a co złe! (Tak myślałam.) No i znowu oglądałam. W końcu wyciszyłam się na jakiś czas, bo po prostu już nie mogłam tego wytrzymać. Lecz wciąż mnie do pornosów ciągnie.
Teraz wiem, że z pornografią nie można skończyć - można się za to odseparować. To jest jak narkotyk. Jednak najgorsze skutki tego mojego zachowania są takie, że nawet w banalnych rzeczach doszukuję się podtekstów erotycznych, boję się facetów (za każdym razem przypominają mi się ci z pornosów, co wkładają tym biednym kobietom zupełnie bez wyczucia) i brzydzę się seksu (obrzydliwe były niektóre filmy, np. gdy sperma spływała po twarzy dziewczyny z porno). Chcę was przestrzec przed tym losem. Czasami myślimy: „może spróbuję? Przecież jeden raz nie zaszkodzi”. Właśnie, że zaszkodzi! Bo po pierwszym razie dążymy do następnego i tak w kółko.
można skończyć, ze wszystkim można skończyć. jednak po każdym uzależnieniu pozostają liczne ślady w naszej psychice, które z czasem się zacierają. WALCZ!!
Dodaj komentarz
Komentarze
współczuć.