Temat subkultury hip-hopu poruszany był wiele razy. Wiem, bo przeczytałam wszystko. Jednak chcę przedstawić tą kulturę z perspektywy człowieka, który pozornie do niej nie pasuje. Pozornie, zaznaczam. Dlatego walczę ze stereotypami...
Jestem prawie siedemnastoletnią dziewczyną, pochodzę z wykształconej, dobrej, średnio zamożnej rodziny, a moje plany życiowe są ambitne: porządne wykształcenie, dobra praca... Jakby przyłożyć stereotyp, to powinnam słuchać muzyki klasycznej i grać na skrzypcach. A jednak nie.
Kiedy byłam w szkole podstawowej była moda na hip-hop. Ludzie słuchali rapu, nieudolnie rapowali, cóż, to było cool, jazzy, nie mogli się wyłamać ze schematu, no nie? Człowiek w tym wieku zaczyna odkrywać różne drogi i wybiera te najlepsze dla siebie... Byłam cicha, całe moje życie kręciło się wokół nauki i słuchałam rocka, nu-metalu a poza tym ewentualnie Eminema... Po jakimś czasie przeszła moda na rap. Kiedy to było? 2003/04 jeśli się nie mylę? Z gruntami amerykańskiego rapu w wykonaniu Eminema i MC z LP – Shinody, zaczęłam poszukiwać siebie... siebie w muzyce. Zeszłam na słaby rap, który obecnie nazywamy „hip-hopolo”, choć wtedy to było coś... I to trwało lata. Rapem na poważnie zainteresowałam się ponad rok temu. Ściągałam muzykę, której nawet nie słuchałam. I nadszedł Ten Dzień...
Byłam zdołowana, bałam się następnego dnia, swych myśli... Usiadłam przed komputerem, wsunęłam płytę CD i siedziałam kilka godzin układając pasjanse i słuchając słów... To było WWO. Wszystkie płyty. Pokochałam to, choć pojedyncze ich utwory lubiłam od dawna... A wiecie, jak to jest, masz coś, co jest, żeby wyrazić się cenzuralnie, wspaniałe, to chcesz tego więcej i więcej...
Tak było. Więcej i więcej. Każdą wolną (i zajętą też...) chwilę poświęcałam muzyce. Czy to na MP3, w telefonie, komputerze, DVD, gdziekolwiek, jakkolwiek...
Wakacje. Czemuż by nie spróbować? Zaczęłam robić bity. Mam ich dwadzieścia, przyznam, że są dobre, ale nie pasują do rapu trochę... Z pisaniem tekstów nie miałam żadnego problemu, gdyż od siedmiu lat interesuję się poezją. Wystarczyło tylko trochę zmienić styl...
Ile razy, w złych chwilach... nigdy nic ani nikt mi nie pomogło tak, jak rap. W najważniejszych momentach mojego życia był ze mną, dawał wskazówki, inspiracje... Podpisuję się pod słowami Pei, który nawija, że muzyka jest jego pancerzem, czyni go twardym... To rap pomógł mi wyrosnąć z egzaltowanego dzieciaka w kobietę, która wie, czego chce i do tego dąży w granicach honoru i sumienia...
W listopadzie zrobiłam moje pierwsze graffiti. Nie jest dobre, ale bez wątpienia jedno z najlepszych w tym mieście, pełnym ludzi pop-kultury i metali. Jest duże, jego treść to umieszczone w widocznym miejscu: „HIP HOP”... „Graffiti” na papierze robię od ośmiu, dziewięciu lat...
Break dance. Tańczyłam, będąc w podstawówce. Taa, słuchając Eminema...
Rap żyje w mojej duszy. To jest coś, czym zainteresowałam się z przeczucia, że to coś bliskiego memu sercu, nie z czyjejś sugestii, jak moje koleżanki... W tym miejscu można by walnąć cytat Sokoła: „...zaproś swoje męskie koleżanki i urządźcie ranking polskich MC...”... Cóż, ja tego nie robię...
Mam dwóch ulubionych raperów. Pierwszy z nich to Sokół, znany z ZIP, WWO oraz TPWC. Z całej jego, że tak powiem, kariery, począwszy od 1996 r. brakuje mi tylko czterech kawałków z jego udziałem... Ten styl, to życie, to wszystko, co prezentował, nagrywając z Jędkerem w WWO było/ jest czymś tak... wspaniałym, żeby wyrazić się cenzuralnie... Jak zaczęłam go słuchać? Jego głos przykuł moją uwagę. Zasłuchana w ten głos odkryłam wartościowość jego przekazu...
Innym raperem, którego cenię, jest Eldo. Stawiam go jako mój autorytet. Nie tylko w dziedzinie muzyki, ale zgadzam się z jego ideami, poglądami, koncepcjami... Imponuje mi jego duchowość, moralność, inteligencja... Cóż, nie okłamujmy się, stereotypy mówią: raperzy to idioci. Styl Eldoki tak różni się od klasycznego rapu z podwórka... a jednak mazał on po pociągach, grywał w piłkę. Mimo jego stylu intelektualisty, nadal jest chłopakiem z podwórka, co sam mówi w jednym z wywiadów. Cholernie imponuje mi to połączenie. Sama tak robię, z wyjątkiem graffiti na pociągach.
Słucham tylko polskiego rapu. Znam pochodzenie tej muzyki i kultury, ale, sorry ludzie, będę szczera: mimo mojej znajomości języka angielskiego nie rozumiem szybkiej nawijki amerykańskich raperów. A dla mnie najbardziej liczą się słowa... Więc czego konkretnie słucham, co polecam?
Zip Skład i jego odłamy (WWO, Zipera, Fundacja, obecnie TPWC...) – ukazanie życia typowego danej kulturze, stawianie najwyżej wartości przyjaźni, wskazówki...; Grammatik – przekaz nieco intelektualny, szczególnie w wykonaniu Eldo; Molesta Evenement – tutaj każdy znajdzie coś dla siebie; Kaliber 44 – tzw. psychorap, śp. Magik, członek owego zespołu jednym z najwybitniejszych polskich MC; Peja – życie uliczne, narzekanie, seks...; Zeus – ciekawe ukazanie życia; Tetris – mistrz niekomercyjnego Rapu, świetne teksty i bity: polecam „Magnum”; Fugol – mądrze i dobrze; O.S.T.R. – mistrz freestylu, narzeka na polską rzeczywistość, politykę...; WNB – stare, dobre wartości...; Projektanci – nieco ostrzejsza nuta, genialna jakość bitów, teksty tez niczego sobie; Pih – ciekawe spojrzenie, czasami brutalne, polecam „Czarny kruk”; a EWENTUALNIE: Hemp Gru (tylko nie kawałki o policji, bo są beznadziejne...!); Killaz Group – trzeba polubić; Paktofonika – udział genialnego samobójcy Magika; albo z amerykańskiego Rapu: 2Pac (interesująca biografia)...
Ta muzyka nie zepsuła mnie. Nie uległam wpływom i nie walczyłam z policją, nie jarałam... Ale stałam się prawdziwym człowiekiem bloków... Moich bloków...
Bo ostatnie słowo należy do mnie.
|