Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Moje Obce Miasto

Autor: 1Karo1
Odsłony: 667
Data: 7-04-2010
Brzydko, brudno. Bezużyteczne miasto. Ciemne, ubłocone zakamarki. Jak cię nie porwą lub nie okradną, to masz duże szczęście. Nikt o to nie dba.

Obskurne podwórko. Bury, wysoki budynek. Mój nowy dom. Sypiący się tynk. Schody pokryte grubą warstwą kurzu. Pajęczyny na całym suficie. Mój nowy dom. Przedwojenna kamienica. Niedziałające ogrzewanie. Bieżąca woda? Sporadycznie. Nieszczelne okna. Połamane okiennice. Mój nowy dom.

Strach przed wyjściem na zewnątrz. Tuż przed domem zataczający się pijak wyłudza pieniądze na alkohol. Pod bramą bezdomny śpi na ziemi. Moja nowa rzeczywistość. Wsiadam na rower i jadę. Przed siebie. Byle jak najdalej stąd. Chcę odepchnąć myśli. Park Śledzia. To mój cel. Długo nie wytrzymuję. W końcu, ile można bezczynnie wpatrywać się w drzewa?
Wracam po godzinie. Zapach stęchlizny. Niewidzialne wrota do mojego koszmaru.

Na schodach spotykam kobietę. Starsza pani około osiemdziesiątki. Siwa, przyodziana w czarne palto. Zadbana. Ułożona fryzura. Schludna i elegancka. Przyjemny wyraz zmęczonej twarzy. Wokół niej unosi się lawendowa chmura. Widzę, że niosąc zakupy, słabnie z każdym krokiem. Pomagam jej wnieść torby po schodach, za co dziękuje mi uśmiechem. Zaprasza jutro na podwieczorek. Czemu nie?

Nazajutrz ubrana w dżinsy i sweterek udaję się do sąsiadki. Mieszka na samej górze. To pierwsza rzecz, za którą ją podziwiam. Siła. Moja babcia była inna. Od sześćdziesiątki nie ruszała się z domu. Nie miała chęci do życia. Wiem, że nie była słaba. To tylko poza, by być w centrum zainteresowania. Wciąż narzekała. Moja mama nie mogła sobie z nią poradzić, ale mnie się do tego nie przyznawała. W końcu seniorom trzeba wybaczać uprzykrzanie życia. Pół roku temu odeszła i mama postanowiła przenieść się tu, by łączyć się z babcią poprzez mieszkanie w miejscu podobnym do jej domu z dzieciństwa. Zobaczymy, ile wytrzyma.

Przytulne mieszkanie. Pani Róża stawia na domową atmosferę. Miłe dywany, haftowane zasłony. Proponuje mi herbatę i jabłecznik. Nie odmawiam. Podziwiam ręcznie robione serwetki i piękną zastawę. Kto by się spodziewał takiego wystroju w Tak Uroczej Kamienicy? Staruszka pokazuje mi stare zdjęcia. Misternie przechowywane w zabytkowych kufrach z ręcznie wyrytymi kwiatowymi emblematami. Zamyka oczy. Wysila się, sięgając pamięcią do lat młodości. Przedstawia mi rodzinę i przyjaciół. Zbyt wielu już odeszło, zostawiając piętno w jej kruchej osobie. Kilkoro z nich poległo na wojnie. Pozostały wspomnienia. Nieodkryte historie utkwione w zagubionych i częściowo zapomnianych myślach Pani Róży. Mnóstwo fotografii przedstawia ją i jej mamę, prawie zawsze w roboczym stroju. Kobieta pracująca. Praca, sprzątanie, gotowanie, zakupy, dzieci. Głowa rodziny, po szybkiej śmierci męża. To zbyt wiele dla jednej osoby. Okazuje się, że pracowała w fabryce tekstyliów.
Dwudziestolecie międzywojenne. Łódź jako drugie, zaraz po Warszawie, najdynamiczniej rozwijające się miasto. Ośrodek wielu kultur. Polacy, Niemcy, Żydzi, Rosjanie, Anglicy i Francuzi, a nawet mieszkańcy Grecji, Portugalii czy Urugwaju. Łódź tętni życiem. Tata Pani Róży jako pracownik przy lux torpedzie. W osiemdziesiąt osiem minut pociągiem ekspresowym napędzanym silnikiem spalinowym do Warszawy. Lublinek umożliwia szybki transport po Polsce i niektórych europejskich miastach. Teatry, kina, elektrownie, banki czy kluby sportowe powstają w tych czasach. Właśnie w Łodzi. Stolica kultury i transportu? Kto by się spodziewał?

Ze wstydem przedstawiam nowej znajomej moje dotychczasowe spojrzenie na nasze miasto. Nie złości się. Ona też tak kiedyś myślała. Z wiekiem pokochała Łódź, poznała jej historię. Druga Wojna Światowa. Tymczasowe opuszczenie miasta. Ucieczka poza granicę Polski. Tygodnie w podziemiach bez pożywienia. Codziennie widok umierających ludzi. Traumatyczne przeżycia zmieniają. Poczuła tęsknotę. Poczuła więź z ojczyzną. Ujęła to jednym zdaniem. Doceniamy to, co mamy dopiero, gdy jest nam to odebrane.

Myślę, że ma rację. Kiedy byłam małą dziewczynką, posiadałam mnóstwo lalek. Co chwilę chciałam nową, bo tamte mi się nudziły. Rodzice mi je kupowali. Spełniali zachcianki kochanej córeczki. Do czasu. Nadeszła pora przeprowadzki w inne miejsce, bliżej nowej pracy taty. Prawie wszystkie moje zabawki trafiły na śmietnik, jako „zbędne rupiecie, które tylko przeszkadzają”. Została mi tylko jedna lalka. Na jej widok byłam szczęśliwsza niż kiedy posiadałam ich całą masę. Wiedziałam, że jest ostatnia i muszę się nią opiekować oraz strzec jak oka w głowie.

Seria spotkań z Panią Różą zmieniła mój punkt widzenia o sto osiemdziesiąt stopni. Po wysłuchaniu każdej z historii byłam zażenowana swoją głupotą i dziecinnością. Kiedy moim największym problemem był brak pasujących kolczyków, ona w moim wieku zastanawiała się, czy przeżyje następny dzień.

Polubiłam ją. Silna kobieta. Ale chyba nie wystarczająco silna. Pani Róża niedawno zmarła. Przyczyna nie jest mi znana. Podobno nie cierpiała. Znałam ją krótko, ale czuję, że poznałam. Wiele mnie nauczyła. Otoczyła zrozumieniem. Jej opowieści pomogły mi. Słowa zostały mi w pamięci. „Doceniamy to, co mamy dopiero, gdy zostaje nam odebrane”... Myślę, że mnie nikt nie musi już odbierać Ojczyzny. Jeśli kiedykolwiek dożyję jej sędziwego wieku, chciałabym mieć w sobie tyle chęci do życia co Pani Róża.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...
Login:
Hasło:
Nie masz jeszcze konta? Przypomnij hasło

Komentarze

Userczerwone.jab?uszko: 12-06-2010 13:33
Ciekawe.
Userpurpura: 26-04-2010 20:56
cudowne, pełne siły, z nutą patriotyzmu do tej małej i wielkiej ojczyzny
któtkie zdania tworzą klimat pasujący do tematu tekstu, który jest napisany niebywale lekko
pozdrawiam