Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Puste szkiełko

Autor: Idsele
Odsłony: 419
Data: 9-12-2004
Widok idącej z naprzeciwka blondynki ze smukłymi nogami i włosami jaśniejszymi niż żyto u babci Róży sprawił, że Dominik pomyślał mimowolnie o Joli.

Odrzucił tą myśl szybciej niż się spodziewał, bez udziału świadomości, po prostu w jego przepalonym mózgu zatlił się neon mówiący „zatrzymać myśli o Joli”. Zanim jednak doszedł do swojej klatki, od której dzieliły go cztery kroki, myśl ta odbiła się od drzwi i trafiła go w głowę, robiąc w niej o wiele większy pożar niż to, co trzymał w prawej skarpetce.

Wbiegł szybko po schodach, słysząc w wyobraźni szyderczy śmiech poręczy. Coraz bardziej drżącymi rękami wsadził klucz do zamka, co również jakimś diabelskim, narkotycznym sposobem skojarzyło mu się z Jolą, a dokładniej z tym, co mu się nigdy nie udało.

Zmasakrowany tymi wnioskami wszedł do środka, udał się do swojego pokoju, usiadł na łóżku, po czym sięgnął do prawej skarpetki i wyciągnął z namaszczeniem pół grama marihuany. Obejrzał ją na wszystkie strony i wybuchnął śmiechem. Był to wyraz ogromnego zadowolenia, przelanie na ludzki język tej chwili zapomnienia, chwili przejścia do innego świata. Tego dobrego.

Teraz, gdy nadszedł drugi punkt programu, czyli wyciągnięcie fifki i nabicie jej, Dominik chodził już niespokojnie po całym pokoju. Moment zbliżania się najpiękniejszej chwili dnia dodawał mu sił. Rozgorączkowany nabił ją i usiadł na łóżku. Wszystkie jego myśli uspokoiły się na chwilę. W pokoju dało się słyszeć lekki trzask, połączony od wieków z powstawaniem iskry, a parę sekund później od wszystkich ścian zaczął odbijać się charakterystyczny zapach, który dla Dominika był milszy nawet niż zapach kobiety, niż to subtelna mieszanka perfum i delikatnego ciała.

Była to jedyna chwila, kiedy na niego działała. Podobno im częściej marihuana palona, tym mocniej działa. Bzdura, zupełna bzdura. To znaczy, na początku, kiedy palił raz na jakiś czas, kiedy robił to tylko na nielicznych imprezach, faktycznie zauważał taką tendencję.

Ale nie teraz. Dziś, kiedy najgłupsi narkomani na osiedlu byli pod wrażeniem ilości, jakie spalał, kiedy każdy początkujący dealer od niego zaczynał podawanie swojego numeru, mógł śmiało powiedzieć, że nigdy nie jest na haju. Poza tą jedną chwilą rano.

Dym wpadający mu do gardła przeszedł przez cały jego organizm. Czuł jak dotyka każdej jego komórki, jak każda żyła zostaje orzeźwiona tą boską mocą. W jego głowie przestawiła się tabliczka odpowiedzialna za zapisywanie myśli. Przez chwilę trzymał powietrze w płucach tak kurczowo, jak gdyby ktoś próbował wyciągnąć mu z ręki utracone złoto Inków.

W końcu uznał, że musi je oddać. Napełnił dymem pół pokoju, a sam padł na łóżko i czuł, jak magiczne prądy płyną mu do nóg, a następnie wraz z krwią przedostają się z powrotem do płuc. Nie zatrzymują się tam jednak, ale robiąc zakręt przechodzą do głowy i z całej siły uderzają w jego zwinięte w kłębek myśli, rozbijając je na setki części, niczym lustro w „Królowej Śniegu”. Odłamki tego lustra poszybowały nie w tą stronę, co trzeba i z potworną mocą wbiły mu się w serce.

Przypomniał sobie, że na łóżku, które obecnie służyło mu do siedzenia, niegdyś siedziała Jola i śpiewała śliczną, hebrajską piosenkę. Tak, Jola uczyła się hebrajskiego i Dominik poczuł, że nie uda mu się przed tym obronić i że będzie o niej myślał. Nie ma co walczyć z tym, czego nie da się pokonać, zaczął więc masochistycznie rozdzierać sobie psychikę o kant nóg Joli, jak to robił codziennie.

Jej nogi...

Nic nie było w stanie przekazać tego, co dla niego znaczyły jej nogi. Nikt takich nie widział, a już na pewno nikt takich nie dotykał. Bo Jola później nie miała już nikogo. Widać to było w jej smutnym siadaniu w ławce i w tym, jak poprawiała sobie włosy. Przede wszystkim jednak było widać to w sposobie, w jaki na niego patrzyła.

Był w tym wzroku jakiś wyrzut, gdyby ją zapytać na pewno by zaprzeczyła, ale on to wiedział. Wyrzut, że jest sama i że on to spowodował. Choć to nieprawda, to była jej wina, ale wyglądała, jakby on to spowodował. Nieraz czuł, że ona by wróciła, gdyby tylko zadzwonił i powiedział, że przestanie palić, gdyby się w ogóle do niej odezwał i powiedział, że mu zależy.

Ale on nie mógł, nawet nie potrafił jej spojrzeć dłużej w oczy, bo ten niemy wyrzut budził w nim straszne myśli. To był jedyny sposób w jaki dawała mu do zrozumienia, że ją zawiódł, ponieważ ona też bała się do niego odzywać. Wyczuwał w niej pewną nieśmiałość względem niego, rozumiała, że jest w dużym stopniu odpowiedzialna za jego upadek.

Tak, upadek, to nie ulegało wątpliwość, bo choć wszyscy z osiedla uznawali go za niedościgłego geniusza, choć nie będąc na połowie lekcji zdał bez problemu maturę, choć bywał w baśniowych światach, jakie innym są niedostępne, to czuł, że spada w jakąś otchłań, a jej dno coraz bardziej się obniża.

Czerpanie przyjemności z życia było dla niego abstrakcją, to raczej nieczerpanie nieprzyjemności. Całymi dniami leżał na łóżku, chłonąc dźwięki włączonego telewizora, bo ruszenie się po pilota było niemożliwe, a właściwie to było możliwe, ale po rozważeniu wszystkich plusów i minusów zawsze uznawał, że lepiej jest tak, jak jest.

Zresztą nie tylko fizycznie, ale również psychicznie nie znosił się wysilać. Prowadzenie inteligentnej rozmowy go męczyło, dlatego starannie omijał wszelkie miejsca, gdzie mógł na taką natrafić. Ze wszystkich ludzi, których potrzeby intelektualne przekraczały potrzeby ich organizmów, odzywał się tylko do Tommy`ego. Ale nawet z nim nie rozmawiał jak dawniej, nie poruszali tematu książek, filmów, nie rozmawiali o muzyce, co najwyżej jej słuchali. Poza typowymi rozmowami o niczym, potrafili tylko wspominać stare czasy i godzinami rozprawiać o marihuanie.

To była jedyna rzecz, która ich teraz łączyła. I choć Tommy opowiadał mu także masę innych rzeczy, to Dominik nawet nie starał się go słuchać. Otwierał na oścież wszystkie okna w swojej głowie, przez co informacje wpadały tam i wypadały, a po godzinie takiego monologu nie umiał powtórzyć ani słowa.

Wkrótce potem Tommy to zrozumiał, zawsze chwytał wszystko tak szybko, po czym przestał go zadręczać tymi trudnymi tematami. Zachował swoje opowieści dla innych i nie mówili już zrozumiałym tylko dla siebie językiem o panienkach w utworze z charakterystycznym instrumentem, który im obu skojarzył się z zawodzeniem perskiej niewolnicy.

Przychodził rzadziej, ale nadal jego wizyty były drugim ważnym momentem dnia. Możliwe nawet, że najważniejszym, ale nikomu by się do tego nie przyznał. Kumple na osiedlu by go wyśmiali, zresztą oni nigdy nie lubili Tommy`ego, za to, że był inny i za to, że wyśmiewał to, że oni są jednakowi.
Dominik uwielbiał te wizyty z dwóch powodów. Po pierwsze, miło było popatrzeć na kogoś, kto nie jest mu obcy, kto nie patrzy na niego jak na narkomana, a jednocześnie jest szczęśliwy. Tak, szczęście promieniało z jego oczu, jak tylko wchodził do niego do domu, a potem z każdego zdania jakie wypowiadał. To był zawsze ogromny szok, bo na osiedlu nikt tak nie mówił. Oni tylko ciągle gadali jak im źle, jak ich wszyscy wkurwiają i że długo tak nie mogą. Zwłaszcza Audi. Tak, Audi był chodzącym niezadowoleniem i gdyby nie to, że pił kilkanaście butelek piwa dziennie i szukał zaczepki z nażelowanymi blondynami przypominającymi mu chłopaka rudej Ani, można by go posądzać o pokrewieństwo ze starymi przekupkami.

Każda przemowa Audiego zawierała w sobie narzekanie na brak libacji w okolicy, aresztowanie kolejnego dealera, na brak pieniędzy i dziewczyny gotowej do oralnego seksu, a wszystko to przeplatane było bez przerwy przymiotnikiem „chujowy”.

Dominik nie wiedział, za co go lubił. Może za to, że pił i palił, a może dlatego, że Audi go podziwiał? Oba powody go nie zadowalały, wmawiał sobie, że lubi go za co innego, że ma on w sobie coś nieprawdopodobnie romantycznego, ten jego cały bunt wobec przytłaczającego go świata. Ale to bzdura, Audi nie wiedział nawet, co to romantyzm, a nazywanie odreagowaniem nieszczęśliwej miłości zwykłego napadania na przypadkowych ludzi jest zdecydowaną przesadą.

Drugim powodem, dla którego Dominik nadal lubił Tommy`ego (nie wiedział, dlaczego nagle w środek myśli wszedł mu Audi) był łączący ich niebywały zachwyt dla marihuany. Nie mieli w zwyczaju robić Tego, a potem udawać, że nic się nie stało, jak stare małżeństwo w łóżku, ale rozprawiali o tym godzinami jak dwóch koneserów. Każdy niuansik, każda ciekawostka miała nazwę w ich własnym języku. Przez parę minut potrafili rozmawiać o szczególnie dziwnym ułożeniu pozostałości na ścianach fifki, spierać się o ułożenie materiału podczas kręcenia jointa, a zwłaszcza konwersować o smaku tej rośliny. O tak, to był temat, na który mówili, aż robiło się ciemno, po każdym buchu zachwalali bądź krytykowali dym przepływający kolejno przez usta, gardło, tchawicę i dochodzący do płuc.

Gdyby ta rozmowa zamiast narkotyku dotyczyła religii, to jej poziom byłby wyższy od dyskusji Buddy z Chrystusem. A tak, dziewczyny wychodziły z pokoju na imprezach, przerażone towarzystwem, w jakim się znalazły. Dominik pamiętał, jak jakaś dziewczyna, która siedziała z nimi przy klubowym stoliku, nazwała ich narkomanami, a Tommy wygłosił wtedy kilkuminutową przemowę, która obnażyła wszystkie niedostatki intelektualne tej dziewczyny. Potem przez całą noc patrzyła na niego ze wzrokiem, w którym mieszała się odrobina niesmaku, sporo podziwu i olbrzymia fascynacja. Skończyli całując się na podłodze pod tym stolikiem, a potem ona zapisała mu swój numer na kawałku pudełka od papierosów, po czym Tommy bezczelnie zrobił z niego filtr do kolejnego jointa.

Tak, Tommy zupełnie się nimi nie przejmował. Nie był żadnym szowinistą ani chamem, przeciwnie, zawsze szanował kobiety, a dla przyjaciółek był tak miły, że miał ich więcej niż przyjaciół. Ale nigdy nie uganiał się za nimi, nie wydzwaniał i nie ślinił się do każdej nowo poznanej, ani też nie próbował wiązać się na siłę. Był też prawdziwym przyjacielem. Dominik nie był ślepy. Widział, że Jola ruszałyby za Tommy`m na każde jego skinienie, ale on nigdy tego nie wykorzystał. Czekał, aż Dominik sam mu powie, że pozwala. Nie wystarczyło mu, że się nie sprzeciwiał (nie śmiał się sprzeciwić, bo wstydził się przyznać, że tak mu zależy), czekał, aż go sam zachęci, a ponieważ go nie zachęcił, spisał Jolę na straty. Tak, Tommy był prawdziwym przyjacielem.
Dominik pomyślał, że już parę minut wspomina Tommy’ego i udało mu się wyrwać z wiru myśli o Joli. I zaraz tej myśli pożałował, bo podobnie jak myśl o tym, że długo już się medytuje, nieodwracalnie tą medytację psuje, tak oto na łóżko Dominika wskoczyła Jola ze swoimi smukłymi nogami.

Ale to była cudowna impreza... Jola leżała wtedy na tym łóżku i całowali się tak długo, że aż go kark zabolał i musiał zmienić ułożenie. I ona tak bardzo się wstydziła, co chwila się czerwieniła i nie wiedziała co mówić. Bo Jola była strasznie nieśmiała, chyba po mamie, wszystkiego się wstydziła. Kiedy wędrował rękami po jej ciele, zsuwał się w dół i w dół, lecz kiedy przekroczył linię pępka ona złapała go za ręce i cofnęła je z powrotem na górę.
Nie mógł nigdy zrozumieć czemu, zapytana wprost przyznała, że to przyjemne, ale tego nie chce. Nie rozumiał tego, ale czuł intuicyjnie, że Jola jest czystym dobrem, jakby boginią – dziewicą, która zeszła z nieba aby zbawić jego duszę. Była czysta jak łza, nigdy nawet nie słyszał żadnego przekleństwa wypływającego z jej ust.

Raz, kiedy byli razem w kościele, Jola poszła do Komunii Świętej. Dominik został, resztką sumienia uznał, że to niestosowne, podczas gdy był ujarany tak mocno, że twarz księdza zbierającego na tacę skojarzyła mu się z bezwstydnym chochlikiem psującym wiejskie wesele (to były czasy, kiedy marihuana jeszcze mocno działała).

Wtedy, przy tej Komunii, Jola klęknęła i gdy otworzyła usta, wyglądała tak cudownie, tak niesamowicie nieziemsko, że był pewien, że jest święta. Począł modlić się, by nie brano jej jeszcze do nieba, by mogła jeszcze pomóc mu się poprawić. Oczywiście po paru minutach Jola wróciła do ławki i wtedy Dominik zrozumiał, że naprawdę chce się zmienić.

Zaraz potem odprowadził ją do domu i tam, pod klatką, pocałowali się po raz pierwszy. Akurat przechodził tędy okoliczny pijak i, jak to bywa w zwyczajach pijaków, roześmiał się gardłowym rechotem, po czym zapytał „co, smakuje?” Dominik ujrzał wtedy nieprawdopodobny wstyd na twarzy Joli jakby była małą dziewczynką, której na balu spadła spódnica. Obrócił się i posłał pijakowi ordynarną wiązankę złożoną z najbardziej obelżywych przekleństw, jakie w tej chwili przyszły mu do głowy. Wiązanka była tak wykwintna, że Jola spojrzała na niego z mimowolnym podziwem. I choć nie rozmawiali o tym zdarzeniu, to czuł, że jest z niego dumna, z jego odwagi i honoru, z tego, że nie zostawił zniewagi płazem.

Był to wspaniały wieczór, chyba najwspanialszy na świecie, i wtedy zdecydował, że przestaje palić. Nie dlatego, że palił za dużo. Wtedy kontrolował się całkowicie, nie miał najmniejszego problemu, żeby nie robić tego kilka tygodni. Chciał przestać, bo Jola go prosiła, a nie potrafił ani jej odmówić, ani jej okłamać.

Był to cudowny wieczór, może tylko jeden był wspanialszy. Ta impreza, na której całował ją z bolącym karkiem. Wtedy Tommy jeden jedyny raz, powiedział, że mu zazdrości, a przecież on nigdy nie zazdrości nikomu.
Wtedy jeszcze wszystko było możliwe. Ale niedługo potem spotkał Audiego (ile razy potem myślał, co by było, gdyby go nie spotkał, gdyby szedł ulicą minutę później). Audi właśnie zrobił jointa i zaczynał go palić, a widząc Dominika podał mu go do ręki. Dominik chciał powiedzieć, że się zakochał i przeżył ponowne nawrócenie, ale nagle poczuł, że wobec Audiego zabrzmi to potwornie głupio, jakby zaczął pierdzieć podczas pocałunku. Pomyślał, że nie zaszkodzi, że zawsze palił od czasu do czasu, zresztą Tommy też tak robił, toteż wspomógł Audiego w podwórkowym misterium.

Zaraz potem przypomniał sobie to wspaniałe uczucie. Te myśli latające po głowie jak piłeczka tenisowa w kulistym pomieszczeniu. Pobiegł do domu żeby zadzwonić do Joli. Pożartować z nią o jej rodzinie, co zdarzało im się często.
Jola nie znała się na narkotykach, nie odróżniłaby haszyszu od heroiny, ale znała się na ludziach. Od razu poczuła, że Dominik mówi w nieco inny sposób, takie subtelne niuanse, których żadni rodzice, żadna policja nie wyczuje, ale które dostrzeże zakochana dziewczyna. Gdy zapytała, czy jej podejrzenie jest słuszne i usłyszała prawdę, nic nie powiedziała. Odłożyła słuchawkę i całą noc nie odbierała telefonu.

Od tego czasu nie odzywali się do siebie wcale, nie licząc przypadkowych, zupełnie bezosobowych zdań dotyczących szkoły. Od tego czasu życie Dominika stało się olbrzymim ciągiem narkotycznym, takim wielkim ciastem posypanym kokainą i wyłożonym czerwonymi oraz zielonymi pigułkami, ciastem z paroma ozdobami, ale w olbrzymiej większości ulepionym z marihuany. Po jakimś roku przestała na niego działać w sposób odurzający (co dla większości osób od czasu do czasu raczących się trawką, a potem, w zależności od inteligencji przeżywających wizję raju bądź śmiejących się przez kilka godzin, było niepojęte), a zaczęła go pobudzać, stawiać na nogi i polepszać koncentrację. Została mu jedynie ta pierwsza poranna fajka, kiedy organizm po paru godzinach snu odzwyczajał się odrobinę i był lekko odsłonięty na działanie rośliny.

Kiedy jeszcze trwała szkoła, miał zwyczaj wstrzymywać się nadludzkim wysiłkiem przez godzinę po obudzeniu, żeby tą magiczną chwilę przeżyć tuż przed lekcją. Zamykał się na pół minuty w łazience, po czym wychodził w kłębach dymu. Uśmiechnięty siadał w ławce i patrzył całą lekcję na Jolę.
Ona była taka słodka, tak przejęta lekcją, że Dominik patrząc na nią nie mógł po prostu wytrzymać. Wyobrażał sobie codziennie jak ją rozbiera, najczęściej na siłę, wśród jej krzyków i płaczów, a potem wymyślnie gwałci, upokarzając jej kobiecość, ciesząc się jej wstydem i słuchając jej jęków.

Nie potrafił zliczyć, ile razy biegał w tym czasie do łazienki na przerwach, żeby się zaspokoić. Na początku chciał to zrobić raz, cały czas bał się wtedy, że ktoś go przyłapie, potem mył ręce kilka minut, a całą lekcję zastanawiał się, czy nikt tego po nim nie widział.

Ale nie, wszyscy raczej omijali wzrokiem jego twarz, udawali, że nie widzą tej lekko nieprzytomnej miny, tych charakterystycznie zaczerwienionych oczu. Udawali, że nie widzą, jak na jednej lekcji siedzi bez ruchu, niemal w półśnie, a na następnej skacze po ławkach, rzucając zeszytami po klasie i śmiejąc się jak cętkowana hiena. Ale i tak Dominik wiedział, że oni wiedzą.

I tak jechał dalej tym marihuanowym pociągiem, a czuł, że droga prowadzi a miejsce, w które już nie wierzył. Nie pamiętał przy tym, co robił kilka sekund temu, nie poznawał twarzy nowych osób i zapominał o najprostszych obowiązkach. Nie rozmawiał z ludźmi prawie w ogóle, nie licząc koniecznych dla życia wymian informacji, oraz wieczornego wyjścia na osiedle, gdzie wśród kilku piw i gęstego dymu próbował sobie wmawiać, że jest szczęśliwy i niczego mu nie potrzeba.

Próbował bezskutecznie, bo nawet te wieczorne libacje w niczym nie przypominały tych pierwszych, spontanicznych wypadów, kiedy z Tommy`m wypijali po dwa, trzy piwa, a potem cały miesiąc wspominali przygody, które przy tym przeżyli.

Bezskutecznie, bo od czasu Joli nie mógł zdobyć żadnej dziewczyny. Na dyskotece krępował się podchodzić do nich na parkiecie, a jego brak pewności siebie działał w dwie strony. Nawet jego znajomi, nawet Audi stracił dziewictwo, lądując na jakiejś imprezie w krzakach z kompletnie nawąchaną blondynką z krzywymi zębami.

Dominik nie mógł. Nie potrafił dosypać dziewczynie amfetaminy do drinka, nie potrafił tego zrobić na siłę, a resztki dumy powstrzymywały go od zamówienia prostytutki. Wstydził się tego potwornie, kiedy rozmowa schodziła na te tematy, serce mu przyspieszało.

Wśród tego wiru, wśród dni nie różniących się za bardzo od snów z dawnych lat (teraz Dominik nie pamiętał już swych snów), nagle, zupełnie nie wiadomo skąd, zdarzyło mu się kilka dni przerwy.

Dziś nie rozumiał, jakim cudem mu się to udało, ale był taki dzień, kiedy w ciągu jednej sekundy uznał, że musi przestać. To był chyba ostatni krzyk obronny jego psychiki, ostatnia myśl, żeby odzyskać Jolę.

Zamknął się w swoim pokoju na trzy dni ze słuchawkami na uszach, nie odbierał telefonów i modlił się do wszystkich bogów świata, żeby dali mu siłę. Akurat wychodził do łazienki, kiedy usłyszał dzwonek telefonu. Był on tak proszący, a jednocześnie tak stanowczy, że Dominik musiał podnieść słuchawkę. Usłyszał w niej głos Tommy`ego.

Dominik chciał powiedzieć, że nie pali, że musi przestać, ale nie wiedział, czy tak wypada. Marihuanę można przecież palić raz na jakiś czas, Dominik to wiedział, znał takich ludzi, zresztą przecież Tommy tak robił (pierdolone wolne kojarzenie), więc bał się, że zostanie wyśmiany. Ale nie, Tommy był prawdziwym przyjacielem i kiedy usłyszał wszystko, przybiegł od razu do niego, a potem przez cztery godziny rozmawiali o muzyce. Była to kolejna z najwspanialszych nocy w życiu Dominika. Wtedy wierzył święcie, wtedy był całkowicie przekonany, że odzyskanie Joli to tylko kwestia czasu.

Ale minęło parę dni i telefon zadzwonił po raz kolejny. Tym razem jednak nie był to wesoły głos Tommy`ego, ale posępny bas Juliana.

Juliana poznał Dominik podczas sylwestrowej imprezy, gdy tamten, pod dużym wpływem kokainy, rozwalił kopniakiem drzwi do łazienki, a później oparł się o zlew, który był chyba słabo przykręcony, albo po prostu niskiej jakości, dość, że spadł na posadzkę, rozpryskując się z hukiem na kilkadziesiąt kawałków. Gospodyni, drobniutka brunetka z oczami aniołka, zaczęła płakać, ale wśród ogólnej wrzawy nikt nie zwracał na nią uwagi, poza Audim, który próbował złapać ją za piersi.

Od tego czasu Julian pojawiał się w życiu Dominika raz częściej, raz rzadziej, by zadzwonić w najmniej oczekiwanym momencie i zaprosić go na swoje urodziny. Dominik początkowo chciał odmówić, ale znów uznał, że to głupie. Nie ma przecież nic złego w pójściu na urodziny znajomego. Nie można izolować się od ludzi tylko ze strachu przed sobą. Byłby to zresztą doskonały sprawdzian jego silnej woli. Pójść i nie zapalić.

Zabawne (miał zawsze dziwne poczucie humoru), że o ile siedząc w domu przekonywał się, że pójście tam nie oznacza palenia, o tyle będąc w środku wiedział doskonale, że przyszedł tu, żeby zapalić. A kiedy nadszedł ten moment i miał już fifkę w ręce, wiedział, że znów będzie palić codziennie. Na niektóre rzeczy nie mamy po prostu wpływu, choć niektórzy tak bardzo chcą wierzyć, że jest inaczej.

Tak więc, po krótkim pobycie na stacji, marihuanowy pociąg ruszył z łoskotem w drogę z jeszcze większą prędkością niż kiedyś. Do wszystkich dawnych problemów drążących jego duszę i ciało, doszedł jeden. Najgorszy. Wakacje.
Wakacje szczególne, bo pomaturalne, przez co Dominik był świadomy, że prawdopodobnie nigdy już nie zobaczy Joli. Wiedział, że nie ma już po co podejmować prób poprawy, nie ma już po co żyć, do końca życia będzie zaczynał dzień od palenia i potem wspominania, rozdzierającego mu duszę na strzępy. Nie dlatego, że nie da się wrócić, tylko dlatego, że nie ma po co tego robić. A koniec jest daleki, przecież to nie prochy rujnujące całe ciało, może tak żyć jeszcze kilkadziesiąt lat. Jeszcze tysiące dni będzie jechał przez tą diabelską spiralę, w której na każdej ścianie są smukłe nogi Joli i jej spojrzenie, które robi wyrzuty.


Dominik podniósł się z łóżka i z lekkim zdziwieniem i niemałą dumą (bo zdarza się to naprawdę rzadko) spostrzegł, że za jednym razem spalił całą zawartość fifki.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...
Login:
Hasło:
Nie masz jeszcze konta? Przypomnij hasło

Komentarze

Usercygne21: 25-12-2004 19:09
spox spox spoox i jeszcze raz spox bardzo mi sie podobalo:):):)
Usermamuska123456: 11-12-2004 12:53
mi sie bardzo podoba, moze dlatego, ze to poprostu zycie bardzo ladnie ubrane w slowa??
Useroskarowa: 9-12-2004 21:35
po 1 długie, po 2 kilka błędów rzeczowych ale mało widocznych :] a po 3 art nawet spoko ale troszke nudny. pozdro
UserKometA: 9-12-2004 20:50
fajnie fajnie calutkie przeczytalem, mi naszczescie niegrozi taki stan, palic to zapale raz na jakis czas i jest dobrze, POzdrowka
Usermastema: 9-12-2004 20:33
heh ... troszke dlugasne, ale i dobrze wkoncu cos dluzszego do poczytania :D
Podobalo mi sie , bardzo fajnie napisane i ... ogolnie OKi :)
Pozdrovki