
Miała 17 lat- przed sobą cały świat. Pełna miłości, zrozumienia i nie odkrytych tajemnic odeszła do świata zmarłych.
Chcę napisać o tym, ile znaczyła dla mnie moja najbliższa z najbliższych, najwierniejsza z najwierniejszych, najbardziej oddana z oddanych. Moja przyjaciółka - dziewczyna...
Był maj. Ciepłe słońce, krzyki zabaw w podchody na osiedlu. Siedziałam bezczynnie po lekcjach z koleżankami. Pamiętam, wprowadziła się nowa, „ona”. Nie zwracałam uwagi na nowych, więc i ją zostawiłam. Zawsze się uśmiechała i krzyczała głośno "cześć". W czerwcu pierwszy raz rozmawiałyśmy. I drugi. Był i trzeci. W końcu gadałyśmy dzień w dzień. Doszła do mojej klasy. To było wspaniałe. Wiecznie razem. Wiecznie najlepsze przyjaciółki. Wiedziałam o niej wszystko. Prawie wszystko:). Chodziłyśmy podrywać facetów, umawiałyśmy się na lody. Na podwórku wiecznie we dwie. Nawet uczyłyśmy się wspólnie. W weekend nocowałam u niej, później ona u mnie. Mogłyśmy wieczzzzzznie plotkować i żartować. Razem piłyśmy, razem szlajałyśmy się po dyskotekach, razem pływałyśmy, razem to i to... W wakacje było zajebiście. Pierwsze wspólne wakacje. Nasza przyjaźń się nasiliła. Wraz z moją mamą i starszym pojechaliśmy pod namioty. Co się wtedy działo... Bóg raczy wiedzieć:). I wtedy zdarzyło się to. Ten pierwszy raz, gdy... Zawsze się tuliłyśmy, pocieszałyśmy, nawet dawałyśmy sobie buziaka w policzek. I teraz było podobnie. Jakoś załapałam dołka i pocałowała mnie w policzek. Gdy jej gorące pełne radości usta wędrowały po moim policzku w czasie jednej sekundy, moje serce wypełniła pełnia, której nigdy nie znałam. Zrobiłam się czerwona, oczy mi błysnęły. Płonęłam ze szczęścia? Zauważyła, bo i z nią stało się coś "nie takiego”. Odeszła, czym prędzej na dwór, po śniadanie. Gdy wróciłyśmy do naszego miasta, wszystko znów wróciło do normy. Wiecie, szkoła, luz i tak dalej. Była szkolna dyskoteka. Niby takie gó**o, ale poszłam. Oczywiście z Renatą. Leciały szybkie rytmy, jak i te wolniejsze. Zobaczyłam jak pierwszy raz tańczy z innym. Z chłopakiem. Moje serce jakby dopadło piekło. Oczy nabrały wstrętu, gniew rozsadzał mi ciało. Po chwili znów ujrzałam spokojnie tulącą się do niego. Jej włosy jakby tańczyły w rytm muzyki. Pośladki delikatnie falowały przy jego ciele. Bujała się na boki. Widziałam, że jest szczęśliwa. Czasem łapała moje spojrzenia, za chwile znów wpajała się w zapach jego szyi. Jego szerokich ramion, które dawały jej pewność siebie. Widziałam to. Tańczyła. Minęły 3 piosenki. Powiedziałam "dość”. Wyszłam ze szkoły mimo zakazu i pognałam w stronę chaty. Był piątek, miała u mnie spać. Myślałam o Renacie. Nie wiedziałam, co się ze mną do jasnej cholery dzieje? Dogoniła mnie przy klatce. Odwróciła i przytuliła z taką siłą. Z napięciem. Spojrzała na mnie i wyjęła mi to z ust: ” Agniecha, misiaczku, kocham Cię, ale nie jak przyjaciela”. Odpowiedziałam tym samym... I znów byłyśmy szczęśliwe. Całą noc się całowałyśmy. Kolejną zaczęłyśmy się przytulać. Intymnie. Dotykałam ją, a ona mnie. To sprawiało nam taką przyjemność. Nie była to już miłość przyjacielska. To było coś nieznanego. Nie przypuszczałam, że ja i dziewczyna, że to w ogóle mogłoby... Aaa:(.
Cóż czas leciał. Były kolejne wakacje- cudowne, wyśmienite. Nasze uczucie znów przyjęło weselsze barwy. Rok szkolny... Kiedyś ktoś nas zaczepił i wyzywał od lesbijek. Jednak wszyscy wzięli to koło uszu. Każdy wiedział, że my to przyjaciółki nie z tej Ziemi. Coś pięknego. Nawet nauczyciele nas dopingowali. Następne wakacje przepełnione goryczą. Czasem ojciec dał mi buzi w czoło, nienawidziła go. Czasem musiałam pocałować kolegę, by złożyć mu życzenia urodzinowe, chciała rzucać się pod autobus... Czasami któryś z facetów powiedział mi komplement... Brała mnie wtedy nieumyślnie za rękę i darła się, że jestem tylko jej. To było dzikie, niezrównoważone darcie... Czasem zastanawiałam się, po co z nią jestem. Ale nawet, jeśli byłyby wątpliwości, bałabym się jej zostawić. Ja bez niej, ona beze mnie... Wychodził NIKT... Był zimny dzień. Obudziłam się cała skostniała. Niewyspana w czwartkowy dzień tygodnia. Na dworze ktoś ciągle krzyczał w niebogłosy. Ostrzegał, nic nie rozumiałam. Miałam to głęboko gdzieś. Było po 7-mej. Ubrałam się w byle co i pobiegłam do sklepu na Osiedle. Wyszłam z klatki. Przeszłam parę kroków. W równoległym bloku na ostatnim piętrze ujrzałam postać. Stała w otwartym oknie. Na dole pełno, dziesiątki ludzi, gówniarzy i starców, skąd się wzięli? Sąsiedzi. Matka Renaty. Krzyknęłam " dzien. dob...” Spojrzałam w górę. Serce uderzyło mi trzy razy pod rząd. Słabość, która wzięła nade mną górę, była nie do zniesienia. Stałam jak posąg, nic nie robiąc... Odebrało mi mowę, śpiew, krzyk, ruchy. Wszystko. Coś chciało mi odebrać miłość, która... która stała w oknie i patrząc na nas runęła w dół.... Jej włosy rozwiewał wiatr. Lekki deszcz kapał na nią, gdy leciała jak ptak... Spadła. Zamknęłam oczy. W kałuży krwi. Podbiegłam. Bezsilnie darłam mordę. Bezsilnie płakałam. Łzy wtapiały się w czerwone plamy... Jej buzia już nie przypominała pięknego obrazu. Roztrzaskana czaszka:(. Za chwile była karetka, nie wiadomo, po co. Odeszła bez wyjaśnień. Z otwartymi oczami, jakby chciała jeszcze mnie widzicie, jakby próbowała patrzyć...
Minęło trochę czasu. I ja chciałam zrobić to samo... Niestety nie umiem, nie umiałam. Chodziłam do psychiatry, psychologa... Brałam leki... I jestem. Jestem bez serca. I bez mojej Renaty. A może ogóle mnie nie ma...
Dodaj komentarz
Komentarze
szkoda ze zakonczenie smutne
Ale ona na pewno patrzy na Ciebie z nieba i opiekuje sie Toba
Zyj dalej , dla Niej
zycze ci szczesci z calego serca i mam nadziejej ze przezyjesz jeszcze pare trudnych chwil w twoim zyciu zwiazanych z tymi wspanialymi ajednoczesnie bolesnymi wspomnieniami .....
3 maj sie pozdrawaim
Art faktycznie przepełniony emocjami i właśnie dlatego interesujący, jednak historia nie do pozazdroszczenia.
nie wierze w tą historie, ale to chyba najciekawszy art z tych wszystkich tanich opowiadanek pisanych przez te, pożal się Boże "różowe" nastolatki (jak to tu juz ktoś określił)
Tu nie chodzi o prawdziwość, ciesze się że są jeszcze ludzie, którzy potrafią szczerze mówić o swoim życiu.
Podziwiam i .... cóż, pozdrawiam.
2 sprawa: wyobraźmy sobie, że 2 osoby się KOCHAJĄ, jeżeli tak chcą dla siebie jak najlepiej, chcą DAWAĆ całego siebie drugiej osobie - chce dawać swoje życie właśnie jej... i nagle jedna odbiera sobie życie - UCIEKA od "kochanej" osoby... Czy ona KOCHAŁA?? wg mnie NIE
Jeżeli to prawdziwa historia to jest STRASZLIWIE smutna, i bardzo współczuję tym osobą
TeReFeRe - jeśli wiesz więcej niż pozostali i za wszelką cenę chcesz to pokazać - udowodnij swoje sądy i oskarżenia. Jeśli tylko udajesz, że wiesz i próbujesz wzbudzić zainteresowanie swoją osobą - zachowaj to dla siebie bo nie tędy droga...
Poza tym nie uważam, żeby było to robienie fikcji z serwisu - nawet jeśli historia nie jest prawdziwa to pozazdrościć tylko wyobraźni autorowi. I nie rozumiem co masz na myśli mówiąc ARTYKUŁY NA POTRZEBY SERWISU? Gdyby myśleć i robić tak jak mówisz - to możnaby każdy publikowany artykuł nazywać "napisanym na potrzeby serwisu". Ba! Zresztą one są na potrzeby serwisu - bo bez tych artów - nie istniałaby witryna...
Znałam ludzi, którzy zginęli tak jak Jack w Titanicu - ale... chyba nie napisałabym o tym artykułu... bo wspomnienia bardzo bolą...
Zreszta nigdy zapewne sie nie dowiemy jak jest naprawde....