Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Czy warto było aż tak pokochać?

Autor: Aniooo?ekkk
Odsłony: 1603
Data: 7-02-2010

Co dzień nurtuje mnie to pytanie, a odpowiedź za każdym razem brzmi inaczej. Człowiek niestety nie jest w stanie zapanować nad niektórymi uczuciami. Przynajmniej ja nie dałam rady.

M. poznałam 1,5 roku temu, nowa szkoła, znajomi i on. Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy (widziałam, jak patrzył ciągle na mnie na sali gimnastycznej), pomyślałam: „Na pewno z nim nie będę”. Dlaczego? Nie wiem, tak po prostu. Tego samego dnia, a był to 5. września, dostałam wiadomość na NK od M. „Uśmiechnęłabyś się czasem w szkole ;P” i od tego się zaczęło. Pisaliśmy, a raczej bardziej „kokietowaliśmy” i po niedługim czasie zaproponował spacer. Do dziś pamiętam nawet, jak był ubrany i nadal czuję, jak ławka drżała, gdy siedzieliśmy, a on o czymś opowiadał.

Spotykaliśmy się codziennie, tematów do rozmów nam nie brakowało. Po tygodniu zaprosił mnie do siebie do domu, chciał, bym poznała jego rodzinę. Cieszyłam się, bo naprawdę zaczął mi się z dnia na dzień coraz bardziej podobać. Po jakimś czasie, gdy znów siedzieliśmy na ławce w parku, pocałował mnie tak delikatnie. Wtedy miałam wrażenie, że oszaleję ze szczęścia. Z dnia na dzień było coraz lepiej, każdego dnia chodziłam do szkoły szczęśliwa, bo wiedziałam, że on tam będzie.

Tak mijały tygodnie, po dwóch miesiącach, gdy siedzieliśmy u niego w pokoju, tak cichutko wyszeptał mi do ucha: „Kocham Cię” i bardzo mocno przytulił. Ucieszyłam się jak małe dziecko, które dostało wymarzony prezent, ale nie byłam pewna swoich uczuć, więc wstrzymałam sie z wyznaniami. Długo czekać nie musiał, bo ja szukałam tylko odpowiedniego momentu. Był to śliczny jesienny dzień, liście przybrały cudownych kolorów, a w powietrzu czuć było ten niesamowity klimat. Siedzieliśmy wtuleni na ławce, gdy zebrałam sie na odwagę, by mu powiedzieć, co czuję. Pamiętam ten błysk w oku, gdy usłyszał te słowa, wtedy nasze usta zatopiły sie w namiętnym pocałunku. Nawet nie przeszkadzał nam deszcz, który w tym momencie zaczął padać. Liczyliśmy się my!

Po trzech miesiącach scedziliśmy wspólną noc. Tak bardzo go kochałam, byłam pewna, że jest tym JEDYNYM. Oddałam mu się. Zniewalał mnie samym wyglądem! Kochałam każdy skrawek jego ciała. Podobało mi się w nim to, że był bardzo poważny, trzeźwo myślący, zawsze powtarzał, że oczekuje ode mnie zaangażowania. Nigdy się nie kłóciliśmy, zawsze wszystko na spokojnie wyjaśnialiśmy. Nawet nie narzekał za bardzo na moją zazdrość.

Długimi godzinami planowaliśmy wspólną przyszłość. Zawsze powtarzał, że nigdy mnie nie zostawi, że jestem dziewczyną, której zawsze szukał!

Tak żyliśmy sobie przez rok czasu...

Nagle wszystko zaczęło się psuć. Coraz więcej godzin przemilczanych, bo nie wiedział, co powiedzieć. Zrobił się tajemniczy, zamknięty w sobie. Gdy próbowałam się dowiedzieć, o co chodzi, powiedział, że zaczyna go nudzić nasz związek, że coś w nim umiera. Na naszą rocznice kompletnie nie miał pomysłu, by cokolwiek zorganizować (a moje propozycje odrzucał), lecz na wieczór chciał się wybrać z „kolegą” do kina. Zabolało mnie to! Coraz częściej zaczęłam przez niego płakać. A on ciągle opowiadał o kolegach, którzy zrywali z dziewczynami, jakby mi coś sugerował. Gdy się spotykaliśmy, to siedzieliśmy u niego, bo nie miał ochoty nigdzie wychodzić, a gdy ja jechałam do domu, wychodził sobie z kolegami.

Któregoś dnia nie wytrzymałam i zapytałam go, czy chce przerwy, by zastanowić się, czego chce itp. Od razu się zgodził z tym, że chciał, byśmy nadal się spotykali, bo nie chce mnie stracić. Spotykaliśmy się co 2 dni, takie spotkania bez żadnych pieszczot, po prostu rozmowa. Widziałam, jak go zżera w środku (mnie zresztą też). Dzień przed Połowinkami poprosił, bym wróciła do niego, bo on już nie wytrzymuje. Cieszyłam sie, chciałam, by było jak dawniej. W dzień połowinek był jakiś dziwny, w ogóle nic się nie zmieniło w jego zachowaniu, nie starał się, by naprawić nasze stosunki. Łudziłam się, że potrzebuje czasu.

Nadeszły połowinki. Poszliśmy osobno, ja z koleżankami, on z kolegami (tak chciał). Mieliśmy się spotkać w środku. Specjalnie nie szłam tańczyć, czekając na niego, żeby wiedział, przy którym stoliku siedzę. A tu, gdy przyszedł, nawet mnie nie pocałował, coś pomruczał pod nosem i powiedział, że idzie się bawić. No dobrze, powiedziałam sobie, że nie będę robiła afer. Lecz gdy widziałam, jak świetnie się bawi z innymi dziewczynami i z nią (dziewczyną z równoległej klasy, z którą mimo mojej zazdrości rozszerzył kontakty, wpajając mi, że to tylko dobra koleżanka), a mnie traktuje jak powietrze, to myślałam, że wyjdę z siebie. Co chwilę podchodzili do mnie znajomi i pytali, czy widzę, co M. wyprawia na parkiecie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciałam stamtąd iść. Przez całą imprezę poświęcił mi 5 minut. Dopiero, gdy źle się poczuł, podszedł do mnie z pytaniem: „Wychodzimy?”, ubrałam się i wyszłam!

Gdy szliśmy drogą, przyznał mi się, że prócz wódki, zjarał trawkę i wziął amfę. W pierwszym momencie miałam ochotę strzelić mu w twarz, lecz nie potrafiłam. Usiedliśmy na ławce, park był tak ślicznie oświetlony, noc była taka piękna, a ja czułam żal i smutek. Nie rozumiałam, jak mógł mnie tak zranić. On! Czym sobie zasłużyłam?

Następnego dnia nie chciał się ze mną spotkać, to trochę w SMS’ach wjechałam mu na ambicję. Powiedziałam, że jeżeli chce być ze mną, to ma zerwać kontakt ze swoimi dobrymi koleżankami. Oczywiście co zrobił? Napisał, że między nami już się nic nie ułoży, że lepiej to zakończyć. I tak się skończyło. Przez długi czas nie mogłam na niego patrzeć.

Gdy w miarę ogarnęłam się z myślami, zaczął pisać, że żałuje tego, co zrobił, że się pogubił, że popełnił dużo błędów i że chciałby to jakoś naprawić. W sumie znowu uwierzyłam, że może sie udać. Dużo pisaliśmy, w końcu poprosił mnie o spotkanie, by porozmawiać poważnie. Zgodziłam się. Zerwałam się z lekcji i pojechaliśmy do niego. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy i nagle zaczął mnie całować. Nie miałam siły i nie chciałam protestować. Czułam taką ogromną tęsknotę w sercu. Zaczął mnie rozbierać. Nie protestowałam, bo uznałam to bardziej za „pieczęć” tego, że chce wrócić... Było cudownie, ale szybko klapki z oczu mi zleciały. Zaraz, gdy skończyliśmy, zachowywał się dosłownie tak, jakby nic się nie wydarzyło! Pogubiłam się w swoich myślach, zaczęłam się ubierać. Resztę czasu gadaliśmy o „duperelach”. Później się ubrałam i wyszłam na autobus (dałam mu tylko jeszcze buzi na dowidzenia). Gdy ruszyłam, dostałam SMS: „Przepraszam, nie powinienem, źle się czuję, że to zrobiliśmy”. To był kolejny cios w serce. Następny SMS, który dostałam to: „Przepraszam, ale moje uczucia chyba nie należą już do Ciebie...” Tym mnie dobił.

Nie odzywałam się do niego, nie chciałam z nim w ogóle rozmawiać, a w szkole go unikałam. Czułam się tak naiwna, chciał mnie tylko wykorzystać, nie miał zamiaru nic naprawiać ;(

Dość niedawno dowiedziałam sie, że jest z Tą Dobrą Koleżanką z naszej szkoły i jest z nią przeszczęśliwy. Najlepsze, że sam się do mnie odezwał, by mi o tym powiedzieć. Teraz muszę znosić widok, jak się przytulają i mizdrzą, bo ona ma klasę koło mnie ;/

Nadal śni mi się po nocach. Nadal trzymam nasze zdjęcia, mimo tego, że już nie będziemy razem. Teraz to wiem na pewno! Dziękuję mu za wszystkie chwile, które były piękne, bo to jedyne, czego nie żałuję. Dzięki niemu dowiedziałam się, że potrafię tak mocno kogoś kochać! Tylko przykro mi, że Mój Kochany M. okazał się takim draniem!


Średnia: 4.7/5 Oceniony 42 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
Nieznany18-02-2010 20:01
Współczucia.. Ale prędzej czy później znajdziesz ta jedyną miłość

mmmadzikkk8-02-2010 23:04
hm. Jak to czytałam to jakby łezka w oku się zakręciła. Bo to takie trochę moje. Pisałam w artach swoją historię.
I jest prawie identyczna. Tylko, że ja miałam więcej ' akcji ' I wiesz co? Dziś mogę Ci w pełni świadoma swoich słów napisać, że się ułoży. Że on przestanie być wszystkim. I mimo, że okazał się draniem to jednak Cię czegoś nauczył. I dał Ci coś czego żadna szkoła nie jest w stanie nauczyć. SIŁĘ, która pokona wszystkie przeciwności :) pozdrawiam ;**

kanonierka8-02-2010 22:01
dzięki niemu nauczyłaś się kochać... wiem, ze łatwo mi mówić, ale chociaż to doceń ;) zdobyłas doświadczenie, które ułatwi Ci kontakty z facetami... tyle z plusów.
Nie łam się!

Paulina1617-02-2010 20:39
hmm, wspolczuje Ci z calego serca.. To okropne co musialas przez niego przejsc.
Ale widac chlopak sie pogubil a na koniec okazal sie totalna swinia co znaczy ze nie zasluguje na Ciebie ;)

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...