Spotkała go na Dworcu PKP. Dzień jak każdy inny, kiedy wracała ze szkoły. Koleżanki u boku, Ania wiecznie nieśmiała, Aneta miała każdego, którego chciała i Ta trzecia, która zagubiła się w swojej bajce.
Tego szarego styczniowego dnia spotkały Go. Chciał wejść z kolegami do ich przedziału, jednak ostatnia z dziewczyn zamknęła mu drzwi przed nosem. Z tamtego dnia pamięta tylko Jego spojrzenie. Nie lubiła brązowego koloru oczu, bo sama taki miała. Wydawał jej się taki matowy, bez blasku a jednak jego oczy były inne. Wpatrywała się przez chwilę szukając czegoś głębiej. On uparty nie dał za wygraną i kolejne 10 minut siedzieli wszyscy w jednym przedziale nie rozmawiając w ogóle. Stacja dziewczyn, ostatnie spojrzenie w te oczy i myśl – już nigdy ich nie zobaczę. Mijały dni, a dziewczyny zapomniały. Każdego kolejnego dnia spotykały się na PKP by razem wrócić do domu i wtedy... był to wtorek - wspomina. Przy drzwiach zauważyła Go. Tak, to były te same oczy, które oczarowały ją. Aneta postanowiła działać. Po kilku próbach podejścia w końcu odważyła się i zaczęli rozmawiać. Już nie patrzył w ich stronę, tylko wpatrywał się w Anetę... Uśmiechał się, a dziewczyny, które zostały same, niecierpliwie czekały na relacje koleżanki. Kiedy przyszła, była taka rozmarzona, niewiele mówiła, było jednak wiadomo – oczarował ją. Te oczy oczarowały je wszystkie.
Kolejne dni mijały, a Aneta i Marcin spotkali się po raz kolejny. Ania cieszyła się szczęściem koleżanki, ostatnia z trójcy w głowie miała myśli, których sama nie rozumiała, był dla niej od samego początku kimś innym niż dla koleżanek. Był to moment zwrotny w tym wszystkim. Aneta zrobiła sobie powtórkę z rozrywki i zostawiła chłopaka. Kolejny jak zabawka, która się znudziła, poszedł w odstawkę. Przypadkiem w jego ręce trafił numer tej trzeciej. Nie, nie chciała uwieść biednego wykorzystanego chłopaka. Udając, że nigdy się nie widzieli próbowała podnieść go na duchu, tłumaczyła, by nie przejmował się… Jeszcze wtedy nie wiedziała, że ta chwila zbliży ich do siebie… Oboje zagubieni, oboje szukali szczęścia w życiu, kogoś i czegoś, co pozwoli im odskoczyć od rzeczywistości. Co sprawi, że każdy kolejny dzień będzie miał sens i nabierze kolorów, które dziś z pewnych względów są wyblakłe.
Pisali bardzo długo. Znał każdą jej myśl, nie znał jednak przez ten czas jej imienia. Mógł przypuszczać wiele. Niezliczone razy pytał, czy jest którąś z dziewczyn z PKP... Ciągle zaprzeczała. Dlaczego? Przecież pragnęła spotkania, tak bardzo chciała móc spojrzeć w jego oczy. Tak chciała być na miejscu Anety... Strach nie pozwolił jej. Kiedyś napisał jej: „Jesteś moim Aniołem, bezimiennym, bo nie chcesz go zdradzić, ale i tak nie ma nikogo ważniejszego niż Ty. To śmieszne, bo nie znamy się, ale czuję coś, czego wytłumaczyć nie potrafię. Rozmowa z Tobą choćby poprzez SMSy jest dla mnie wszystkim.”.
Po pewnym czasie zdecydowali się spotkać i od pierwszej chwili stali się nierozłączni. W jej głowie działy się rzeczy, których sama nie rozumiała. W końcu po pół roku prowadzenia dziwnej gry przez innego chłopaka, miała siłę powiedzieć – dość. Stało się jeszcze coś… Pierwszy raz od prawie dwóch lat poczuła jak jej serce mocno bije. Nigdy wcześniej kogoś spojrzenie nie doprowadzało jej do takiego stanu. Przy nim czuła się inaczej. Kochała kiedyś, jednak to było nic w porównaniu z tym, co było dziś. Serce, które nie przestawało szybciej bić, oczy, które szukały ciągle jego spojrzenia, usta, które pragnęły pocałunku… Pokochała Go.. Nawet nie wiedziała, kiedy rozwinął jej skrzydła. Sprawił, że poczuła, iż ma wszystko. Tak długo go szukała, czekała aż coś wypełni pustkę i ugasi potrzebę życia dla kogoś. W końcu miała to, co chciała. Był przy Niej, cały czas udowadniał jak kocha, ani przez chwilę przy nim nie zwątpiła w Jego szczerość.
Jednak nadeszła chwila udowodnienia jej ufności. Nigdy nie okłamał, zawsze szczery do bólu tak i tym razem. Wiedział, że podoba się dziewczynom. Ona ponoć mu ufała, jednak kiedy przyszedł czas złych chwil, zepsuła wszystko. Powiedział jej prawdę, a Ona tak po prostu nie uwierzyła. Zawsze był fair wobec niej, a Ona porównała Go do tego, który tyle razy zawiódł... Widziała jego łzy, widziała jak ten blask w oczach, który tak kochała zbladł… Kochał ją tak bardzo, jednak nie przekonywał o swej niewinności. Nie czuł się niczemu winny. Odszedł zostawiając ją samą z myślami, które chciały roznieść jej głowę. Chciała mu wierzyć, to wtedy zdała sobie sprawę ile słów rzuciła na wiatr. Tyle razy przekonywała, że kocha i ufa jak nikomu innemu. Co do miłości nie miał wątpliwości… Niestety i tak zawiodła. Jego słowa: „Nie chcę być z kimś, kogo kocham całym sobą, a kto nie ufa mi w ogóle. Chyba nam się nie uda...” były dla niej momentem kulminacyjnym. Każda z ich wspólnych chwil stanęła jej przed oczami, jej szczęście, które dawało siłę do życia wymykało się z rąk… A wszystko przez to, że uogólniała całe życie. Zawsze trafiała na ludzi złych, zawsze to ona była tą zranioną, która dawała wszystko nic nie dostając. W chwili, kiedy pokochała Go, narodził się też strach. Gdzieś podświadomie bała się Jego miłości, obietnic, które spełniał, jednak ten strach, że nadejdzie ich kres był silniejszy. Nie wierzyła, że i Ona może być kochana, że ktoś pokocha ją bardziej niż ona sama potrafi sobie to wyobrazić, a jednak tak było, jest i będzie.
„(…)W każdą noc będziesz zawsze tylko mój Tylko Ty stopisz we mnie serca lód Jak każda noc i Ty odejdziesz Zostań nim skradnie mi Cię dzień Rankiem powiesz: „To był sen…” Może to i żart Lecz zwątpić nie mogę, gdy Jesteś cały czas W każdą noc..”
Kocham Cię Marcinku:*
|