Każdy człowiek ma przyczepioną tzw. Łatkę, która idzie za nami przez bardzo długi czas jak nie przez całe życie. Jej brzmiała - ładna, poradzi sobie w życiu, zawsze miała wszystko to, co chciała i kogo chciała. Nawet najbliżsi znajomi wciąż powtarzali „nie dołuj się wiesz, że jesteś ładna i wszystko Ci się ułoży, zawsze wszystko Ci się układa”. Ile było w tym obojętności i zazdrości? Na pewno wiele. Bardzo często niby tylko w żartach mówili, że każdy ma pod górkę, jakieś problemy tylko nie Ona. Ktoś ubolewał nad samotnością i tęsknotą jednak, kiedy Ona o tym wspomniała, ucinali rozmowę. Przecież Ona ta ładna, ta która zawsze ma to, co chce, nie może tęsknić za czymś, nie może potrzebować czegoś.
Zawsze wokół niej byli bardziej lub mniej prawdziwi przyjaciele, chłopcy, którzy jedni chcieli czegoś poważnego inni po prostu tak na raz. Była trudną do zdobycia, stawiała warunki, których ich związek nie mógł przeskoczyć… On nie mógł sprostać, Ona nie godziła się na jego pomysły. Każdy z jej związków nie przetrwał długo. Wciąż szukała czegoś… Nie wymagała wiele. Chciała tylko czuć się pewnie i bezpiecznie przy tym kimś. Przy nim nie chciała być tą ładną, którą się można pochwalić przed kumplami. Chciała być dla Niego całym światem tak jak kiedyś, kiedy był On. Być może resztę chłopców porównywała, być może wciąż szukała Jego w innych ludziach, jednak po przeszło roku przełamała się, zrobiła krok w przód. Postanowiła zakończyć tamten rozdział, być z kimś, kto odmieni jej życie. Nie szukała. Uzbrojona w multum cierpliwości postanowiła czekać na Wielką Miłość. Nie sądziła jednak, że w tym czasie cała jej wewnętrzna siła odejdzie, a problemy przytłoczą. Rozglądając się wokół, widziała miejsca, które dobrze zna, ale tak naprawdę wydawały się inne. Ludzie, którzy zawsze byli obok, stali się inni. A może to Ona się zmieniła.
Kiedyś odporna na ataki z różnych stron. Dziś najmniejszy wyrzut ze strony znajomych bolał. Trwało to jakiś czas, z dnia na dzień ludzie i otoczenie naskakiwało na nią tak, że odchodziła ze łzami w oczach. Była wśród swoich, a tak naprawdę czuła, jakby ktoś postawił ją w innym świecie. Zaczęły się wyrzuty: „Bo Ty zawsze miałaś to i tamto, bo On dawał Ci to i to, a my nigdy nic”. Ci „najbliżsi” dawali plamę na całej linii. Obrzucali błotem, najpierw użalali się nad sobą, kiedy Ona chciała się wyżalić, odwracali twarz. Odchodzili czymś zajęci. Kiedy zaś wracali prosząc o pomoc, widząc jej brak czasu wyrzucali wszystko od nowa po raz kolejny. „Pępek świata” - obiło jej się o uszy. To był moment, w którym przełamała się, w głębi siebie powiedziała dość i zabiła ostatnią więź, która łączyła ją z tymi ludźmi. Nie chciała wokół siebie żadnego z nich.
Dni mijały a Ona zaczęła wracać kilkanaście miesięcy wstecz. Do Niego. Nie cofała się myślami do tej miłości, pocałunków… Próbowała sobie przypomnieć, jak bardzo była szczęśliwa. To te chwile pokazywała jej, że jedyne, czego pragnęła to przyśpieszone bicie serca, szczęście, które daje druga osoba, która nie patrzy na Nią jak na zabawkę lub na kogoś, kto nie czuje. Pragnęła bliskości osoby, która nie wygarnie jej urody, kasy czy innych przyziemnych spraw. Czuła, że jest na dnie. Ktoś by zapytał, jak tam jest?
Wokół pustka, budzisz się rano i nie masz o czym myśleć. Z kim wiązać marzeń. Zamykasz oczy, widzisz ciemność. Próbujesz sobie kogoś wyobrazić i nagle zdajesz sobie sprawę, że nie masz nikogo w głowie. A to, co miało kiedyś sens, odeszło. Zabiłaś w sobie wszystko. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek bez marzeń umiera… Cóż, chyba już umarłam. Kiedyś miałam w sobie siłę, która się wypaliła. Umarła pewna część mnie, ta o nazwie Wiara w ludzi i siebie. Nie wierzę, że są ludzie, którzy mogą zrozumieć tą, która nigdy nie miała problemów, a może po prostu nikt nigdy ich nie widział. Straciła wiarę w szczęście… Może nawet już Go nie chce. Na dnie zaczęło jej być wygodnie..
|