- Nie patrz tak - Dlaczego? - Bo jeszcze się coś wyda.. - Co takiego? - Nic - I tak, choćby nie wiem co, pozostaną to tylko moje domysły... - Nie musi tak być. Chcesz - pytaj. - Nie chcę, wolę nie wiedzieć. - Jak chcesz... - Czasem lepiej nic nie wiedzieć. Rozmowa o wszystkim i o niczym. Pierwsza nasza rozmowa po 10 miesiącach. Te ostatnie słowa "Czasem lepiej nic nie wiedzieć" są przekleństwem. To przez nie niszczy sobie chłopak życie.
Żyjemy po to by błądzić - jednak naprawiać błędy, żyjemy by pytać i poznawać świat. Żyjemy by kochać i być kochanym... Czyżby On umarł za życia? On woli nie pytać, jeśli zbłądzi, brnie w to dalej, nie ma nikogo bo sam odwraca się od ludzi. Jest sam ze wszystkim, tak wybrał. Postawił krzyżyk na sobie. Ale czy na pewno? Przecież widać, że jest mu źle. Mówi, że nie ufa już nikomu... Dlaczego więc mi się zwierzył po raz kolejny? Dlaczego ufa mi? Tej która przyjechała z daleka, jest blisko tylko na chwilę, potem znów odchodzi. Dlaczego ufa mi, skoro widzi mnie raz na kilka miesięcy? Czy właśnie to jest tego powodem? A może kieruje się domysłami... Może doszło do Niego, że ja wciąż...i tylko dlatego nie skrzywdzę Go.
Życie jest trudne. Ja zbłądziłam nie raz, teraz próbuje wrócić i wszystko naprawić. Powiedziałam "Kocham" niewłaściwej osobie, oszukiwałam sama siebie, że zapomniałam... Obiecałam sobie "już nigdy więcej On"... Jak widać "obiecanki cacanki, a głupiemu radość". Byłam naiwna myśląc, że uciekając przed rzeczywistością do chwil przyjemności w końcu zapomnę... Ajj jaka byłam głupia. Znów pobawiłam się, znów wykorzystałam by zapomnieć. Dziś przestaję się oszukiwać. Dziś mówię "przepraszam" i próbuję naprawić wszystko. Boli, że krzywdzę innych, chcę przestać... Nie wiedziałam, że to tak trudne. Próbuję naprawiać świat, chcę pomóc Jemu...a nawet nie mam na to wpływu. Co może zrobić głupia 18-tka jeśli chodzi o świat mafii czy narkotyków? Tak jak On powiedział: "Zapomnij dla własnego dobra...". Nie potrafię zostawić Go samego, nie chcę by stoczył się na dno. On twierdzi, że już nie ma ratunku. Nieprawda... kolejna rozmowa... - Zawsze można zawrócić, znaleźć sobie jakiś inny cel...zacząć wszystko od nowa, tak jak kiedyś - Nie mam po co zawracać... - Ani dla kogo? Odwraca wzrok mówiąc: - Nie mogę narażać najbliższych. - A jeśli Oni chcą Ci pomóc mimo wszystko? - Czasem trzeba zrezygnować, zapomnieć, odpuścić i kłamać. - Ja nigdy nie rezygnuję, bo nigdy nie wiem czy zdarzy się coś drugi raz. - Nie chcę zrobić nikomu krzywdy. - Pamiętaj, że cokolwiek robisz i tak boli. - Przepraszam. - Daj sobie pomóc. - Komu jak komu, ale Tobie życia nie zmarnuję... Łzy...jedna, druga, trzecia. Łzy bezsilności. Po raz kolejny nie daje nam szansy. Po raz kolejny patrzy na innych twierdząc, że niby nie rani... Gdyby znał prawdę jak to boli.
Co robić, zapomnieć? Dać mu wolną rękę, spokój, by zniszczył się do reszty, by wpadł w problemy tak, że w końcu zabiją Go lub zamkną? Nie potrafię, nie wybaczę sobie, że po prostu odpuściłam. Tyle mi kiedyś dał, tyle razem przeszliśmy.. kiedyś wyszedł z kłopotów może uda się i tym razem. Może to naiwne i łatwo się mówi, jednak zawsze jest jakieś światełko, ze wszystkiego da się jakoś wyjść. Nie dochodziło to do Niego... Jego słowa: - Jesteś moim Aniołem... Serce pęka, jest tak blisko, widzę łzy w oczach, widzę jak się męczy... Ja nie daję rady, postanawiam odejść, tak jest łatwiej. Kolejny cios, prosi o pocałunek. Ten jeden moment i pragnienia mogą się spełnić. Tyle miesięcy czekałam na to, tyle razy marzyłam, by wspomniał o tym, a ja dziś mówię po prostu "Muszę już iść". Odchodzę, nie potrafiłam pocałować, choć chciałam. Mam kogoś, to byłoby nie fair, i tak już jestem nieuczciwa... Samo moje pragnienie jest złe, ale silniejsze ode mnie.
Ostatnie zdanie: - Proszę, nie zmarnuj sobie życia tak jak ja i dziękuje za wszystko. - Uważaj na siebie... Trzaskam drzwiami od samochodu, ostatnie spojrzenie, oddalam się, siadając na krawężniku chowam w dłonie twarz. Chcę umrzeć, znowu to samo, znów wszystko na nic. Mógł być tak blisko, kiedy przestanie patrzyć na innych, a zajmie się sobą. Przecież wiem, że chce, by wszystko wróciło. Wystarczy jedno jego zdanie... Prosił, bym nie zniszczyła sobie życia, tak się jednak stało. Rozsypana, wracam do domu. To co zostało tu dziś takie obce, część mnie po raz kolejny została tam. Właśnie marnuje moją szansę na uczucie, marnuje związek w który wierzyłam, a okazał się wmówioną sprawą. Tyle przez tą miłość popełniłam błędów, tyle razy płakałam i przeklinałam, a jednak wciąż jest najważniejsza. Co będzie dalej? Nie wiem sama... Boję się jutra. Póki co, chcę zostać sama, tak jak kiedyś swój świat, swoje zabawki, bo dziś mimo, iż przyjaciół tłum, czuję, że czegoś brak...samotna pośród tłumu. Samotność połączona z tęsknotą zapukały do drzwi a ja nawet nie wiem kiedy im otworzyłam...
|