Jak to jest? Dorastamy, poznajemy ludzi i świat. Zawieramy przyjaźnie, spotykamy się z ludźmi, których wydaje nam się, że kochamy. Jednak z czasem okazuje się to pomyłką. Zdajemy sobie sprawę, że to tylko zauroczenie, krótka fascynacja drugą osobą, chęć bycia z kimś, przytulenia się... Jednak to mija, czegoś brak. Każdy nastolatek ma w życiu moment, kiedy zaczyna szukać miłości. Gdy spotyka, tą pasującą do obmyślonego w podświadomości rysopisu, chce dalej poznawać. Często wtedy towarzyszą te wszystkie cudowne, podniosłe emocje, uczucia. Jednak czar pryska. Myślimy, że to nie to... zbłądziliśmy. Ile razy każdy z nas kończył związek po tygodniu, miesiącu? Ilu z nas popełniło błędy, wykorzystując drugą osobę, bawiąc się kimś? Ile razy byliśmy rozdarci między dwiema osobami myśląc „Który będzie odpowiedni?” Ile razy tak było, zanim poznaliśmy smak pierwszej miłości?
Każdy ma inną historię. Każdy przechodził to inaczej, jedni szukają do dziś, inni spotkali tą pierwszą od razu i są z nią do dziś... Są też tacy, co w końcu trafili, oddali się całym sobą drugiej osobie, a wszystko minęło. Czas, odległość, osoby trzecie lub inne problemy poróżniły ich. Pozostał smutek, łzy, żal, a także wspomnienia, które bolą.
Tak było także ze mną. Wiele razy popełniłam błąd, wiele razy czułam, że to było chwilowe zauroczenie, był też moment niezdecydowania kiedy to wodziłam za przysłowiowy nos chłopaka... Prościej mówiąc - bawiłam się nim. Wiele się działo, zanim poznałam jak to jest, walczyć o coś, na czym mi zależy. Wiele problemów mnie kosztowało, by przez chwile poczuć się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Te wszystkie chwile, to bicie serca, kiedy widziałam Go już z daleka, czułe gesty, problemy, przez które przechodziliśmy. To wszystko sprawiało, że czułam, że kocham naprawdę po raz pierwszy. Trzy lata różnicy sprawiły, że uczyłam się nie być tą naiwną dziewczynką, jaką mnie poznał. Pokazał, że ludziom się nie wierzy, że muszą na to zasłużyć. Pokazał wiele fajnych rzeczy...
Był to sen, który trwał jakiś czas, jednak jak to jest ze snami, kończą się i trzeba wrócić do rzeczywistości. Moją rzeczywistością był dom. Nadszedł dzień kiedy miałam wracać, koniec wakacji się zbliżał... Jednak wierzyłam w coś. Ta obietnica, będziemy ze sobą mimo wszystko, mimo odległości. Niestety stało się inaczej. Nie wytrzymał presji moich rodziców. Nie potrafił udowodnić uczuć, bo może w ogóle ich nie było. Nie potrafił czekać i znieść odległości. Chciał mnie tylko dla siebie cały czas, nie na chwilę... A może chciał cały czas moje ciało, nie mnie. Nie mówiłby tego, gdyby kochał naprawdę. Twierdził, że kochał, jednak nie chciałam tego słuchać. Kiedy widziano go z inną, wszystko się skończyło. Moje pytania, których miałam tyle, pozostały bez odpowiedzi... Tak postanowiłam, nie chciałam by bolało. Mimo wszystko zależało mi, chciałam, by jakoś się ułożyło. Nie chciałam o nic pytać, wolałam poczekać. Myśląc a może...
Jednak stało się inaczej. Nadszedł moment kilkumiesięcznego milczenia. Czas, kiedy to zaczynałam wszystko od nowa. Przyzwyczajałam się, że nie ma już po nim nic. Zapominałam o wspomnieniach, marzeniach, o myślach „co by było gdybym była w ciąży?”. To wszystko poszło w niepamięć, kiedy poznałam Mateusza. On uczył mnie, że świat nie kończy się na jednej osobie, że trzeba wyciągać wnioski z tego co było, a nie rozpamiętywać to w nieskończoność. W ciągu trzech miesięcy dał mi siłę, by skasować czułe SMS-y Łukasza, nasze zdjęcia. To Mateusz pomógł mi zrozumieć, że niepotrzebne mi telefony lub SMS-y od Ł., by uśmiech pojawił się na ustach. Zrozumiałam, zaczęłam podchodzić do tego z dystansem. Zdałam sobie sprawę, że Mateusz to chłopak, o którym marzyłam w dzieciństwie. To taki chłopak, którego zawsze chciałam mieć, a wydawał mi się nieosiągalny. Zrozumiałam, że mam koło siebie kogoś wyjątkowego... Czułam, że nie mogę zmarnować szansy. Łukasz nie odzywał się, ja w ciągu dnia, kiedy był M. nie pamiętałam o Nim. Więc myśl ..dlaczego nie mogę zacząć wszystkiego od nowa, u boku kogoś innego? Nie znalazłam w głowie żadnego sprzeciwu, serce także nie protestowało, czuło, że Łukasz ma mnie gdzieś. W końcu między mną i M. Zaiskrzyło...iskrzy do dziś. W chwili spięcia, kiedy zobaczyłam, że inna się kręci obok, poczułam, że nie może, poczułam to, czego się nie spodziewałam. Zdałam sobie sprawę, że tyle razem przeszliśmy, że przy nim jestem szczęśliwa. Myśl...to chyba miłość. Tak, zakochałam się, nawet nie wiem kiedy zaczęło mi tak zależeć.
Jednak przyszedł czas na mój sprawdzian. Rozmowa z Łukaszem, po przeszło trzech miesiącach milczenia. Powiedział, że ma kogoś od jakiegoś czasu, że jest szczęśliwy... Ja powiedziałam to samo. Nie zrobiłam tego, tylko dlatego, by odgryźć się, tylko po to, by pochwalić się także swoim szczęściem. Jednak czy Go to poruszyło? Nie wiem, nie chcę wiedzieć... Ale mnie tak. Poczułam żal, nie potrafię tego wytłumaczyć, jednak poczułam, że źle mi z tym. Zabolało, że tyle kiedyś obiecywał, tyle słów rzucił na wiatr, a dziś to wszystko już dawno zapomniane. Uczył, że nie mam ufać ludziom. On był najlepszym przykładem bym nie ufała... O sobie jednak nie wspomniał. Strasznie jest czuć, że coś co było moje, dziś jest największym szczęściem innej dziewczyny. Samochód, który kiedyś oboje rejestrowaliśmy, wszystko, co pomagałam mu załatwiać...dziś Ona z tego korzysta. Czy to zazdrość? Nie chyba nie, uczucie ciężkie do opisania jednak zgodzę się z powiedzeniem Mateusza „Czego serce nie wie, tego duszy nie żal”. Coś w tym jest. Chyba wolałam nie wiedzieć co u Niego. Chyba wolałam myśleć sobie, że jakoś mu leci, niż wiedzieć, że jest szczęśliwy. Jednak dziś już wszystko wiem, a emocje opadły i cieszę się jego szczęściem. Zrozumiałam, że tak po prostu musi być. Potrzebowałam kilku miesięcy Jego milczenia by spojrzeć na innego, by wyrzucić z życia wszystko co Go dotyczyło, by dziś przyjąć wieść o dziewczynie, tak jak przyjęłam. Nie wyobrażam sobie siebie patrzącej na Jego zdjęcia, zarzucającą całemu światu dlaczego Ona a nie Ja... Dziś jednak, dzięki Mateuszowi i temu, że nie mam co pamiętać, tylko chwilowo mną ta informacja wstrząsnęła.
Po raz kolejny uświadamiam sobie, że Pierwsza Miłość jest ważna, to ją zapamiętujemy na całe życie, nawet jeśli zadawała więcej cierpień niż radości. To ona pierwsza pokazuje, że warto dla kogoś żyć i jakie to uczucie, poczuć się kochanym. Mnie, to co było, nauczyło wiele...
|