Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Bóg pomógł, gdy straciłam nadzieję...

Autor: m_myszka_a
Odsłony: 558
Data: 27-11-2006


"Zostanę tu, gdzie Ty, bo chcę dla Ciebie żyć..."
Fragment piosenki, która jeszcze tak niedawno, bo kilka miesięcy temu, była najbliższa sercu. Była to piosenka, która swą melodią, słowami doprowadzała do łez. Doprowadzała do stanu, w jakim wszystko traciło sens, w jakim wspomnienia bolały bardziej niż cielesna rana. To wszystko sprawiło, że ostatnie 3 miesiące zostały wycięte z mojego życia... Byłam nikim.

Miesiąc wakacji spędziłam w domu, nie wychodząc z czterech ścian, nie patrząc przez okno, nie odpowiadając na sms-y znajomych. Byłam sama z własnymi słabościami, tęsknotą i miłością. Gdy zaczął się rok szkolny, potrafiłam grać jak nikt. Potrafiłam wyjść z domu wcześnie rano i śmiać się do łez w szkole, uczyć się, rozmawiać z ludźmi, jednak gdy wracałam do domu, wychodziłam z pociągu, im bliżej byłam domu wszystko wracało… Maska rzucona w kąt była zbędna, ponieważ siadałam przy komputerze, włączałam GG na niewidoczny i czekałam, aż Jego słoneczko zaświeci jasnym kolorem. Były momenty, kiedy doczekałam się… Były też takie, kiedy im dłużej czekałam, tym sprawiał większy ból, tym więcej łez wylewałam i pytałam "Dlaczego?". Zawsze odpowiadała cisza. I tak było codziennie. Jeśli w końcu rozmawialiśmy, było źle... Ja poświęcałam dla Niego coraz więcej, a On?.. On potrafił tylko napisać kilka słów. Tych słów, które najbardziej bolały i zaraz uciekał do innej. A ja, głupia, modliłam się, by był szczęśliwy, by tamta nie zrobiła mu krzywdy. Gdy było źle, gdy żalił mi się (swojej przyjaciółce) płakałam z Nim, gdy pocieszałam, uśmiechał się… ja także. Gdy był w szpitalu, ona Go nie odwiedziła… W przeciwieństwie do mnie, kiedy ja chciałam uciec z domu dla Niego, by być blisko, a nie mając możliwości wyjazdu do Niego, odchodziłam od zmysłów… Do tego stopnia, że i ja trafiłam na pogotowie.

Trwało to 3 miesiące. Niby niewiele, lecz dla mnie zbyt wiele. Za wiele było łez, za wiele przykrości, za wiele namieszał mi w życiu. Był dla mnie całym światem, a ja dla Niego? Ładną dziewczyną, z którą potrafił się dogadać, która była dopełnieniem Jego osobowości, ale mieszkającą za daleko... Zbyt daleko. Czyli po prostu byłam dziewczyną idealną, ale na chwilę. Bo przecież ideału kochać nie można, ideały nie są osiągalne. Prawdziwy związek wymaga wyrzeczeń, poświęceń, czasem walki, a nie tylko samych przyjemności. Ja to wiem. Wiedziałam zawsze, dlatego walczyłam, wierzyłam.. On nie chciał słuchać. Nie chciał walczyć i ja w końcu odpuściłam. Nastał wtedy okres, gdy życie do reszty posypało się, ostatnie nadzieje odeszły. Wszyscy widzieli mój stan psychiczny, wtedy zrozumieli, co się dzieje, ale nie pozwoliłam sobie pomóc. Nie dopuszczałam do siebie rodziny, przyjaciół, dopuściłam tylko Boga. W końcu na skraju załamania zaczęłam prosić o pomoc. I co?.. I dostałam to, o co prosiłam... Dał mi siłę, dzięki której zbudowałam barierę i ból, który z czasem coraz mniej mnie dotykał. Słuchając nutek tak, jak leciało w tle "Nie pozwól na to by ktoś trafił w moje serce..", prosiłam o to Boga, bałam się kolejnych rozczarowań, żalu i niepewności… Tym razem Bóg nie posłuchał. Chyba wiedział, co robi, bo otworzył mi oczy.

Sprawił, że zauważyłam chłopaka, który był blisko. W momencie kiedy wszyscy widzieli, że nie jest mi lekko w życiu, On się nie wystraszył. Niektórzy przyjaciele mówili po prostu "Będzie dobrze.." i odchodzili. Wiedziałam, że nie mają pojęcia, co robić. Wiedziałam, że są jednymi z tych, co boją się ludzi skrzywdzonych. Ale nie Mateusz. Widział, co się dzieje i stopniowo się zbliżał do mnie. Odrzuciłam go, wykrzyczałam, iż kocham tylko jednego, że wszyscy są tacy sami, że lecą na ładną buźkę i że chcę mieć z nim nic wspólnego. Ale on się nie wystraszył. Był przy mnie, nie pocieszał, po prostu zagadywał, rozśmieszał, dokuczał tak, bym nie myślała o czymś innym, bym nie udawała tylko po prostu śmiała się i by uśmiech na twarzy był szczery. Nie był nachalny, ale zdecydowany, wiedział, co robić. Jego uśmiech, nastawienie do życia, sprawiły, że coś we mnie pękło... Postanowiłam zapomnieć o tym, co było. Stwierdziłam, że skoro nie chciałam obok siebie nikogo, a Bóg tak z dnia na dzień skierował mój wzrok na Matiego, to musi coś znaczyć. Pomyślałam "muszę spróbować zapomnieć, nie mam nic do stracenia", jednak dziś wiem, że nie zrobię tego, nie zapomnę. Mateusz uczy mnie, bym nie zapominała na siłę, tylko po prostu zaakceptowała taką kolej rzeczy... Tak, że w końcu wszystkie uczucia odejdą albo schowają się gdzieś na dnie serducha i co najważniejsze nie będą bolały.

Nie wierzyłam, że potrafię zmienić coś w życiu. Nie wierzyłam, bo tego nie chciałam, ale znalazłam i doceniłam inne wartości życia i dziś mimo że dalej kocham, to już nie boli. Cierpliwie czekam, aż samo minie. Jestem pewna, że udało mi się wyleczyć z chorej miłości, wiem, że udało mi się zaakceptować to, jak jest. Ale los postanowił wystawić mnie na próbę. Łukasz napisał, że zrozumiał wiele rzeczy, że szuka w każdej dziewczynie mnie, że czeka na mnie do wakacji i chce odbudować wszystko od nowa. Ale ja już nie chce. Wiem, że mimo iż byłabym szczęśliwa, to nie jestem zabawką, którą można się pobawić tylko wtedy, gdy jest blisko... A gdy odchodzę, to zostaję odłożona na półkę ,by zrobić innej miejsce...
Oj nie, już nie taka głupia, nie taka naiwna, by nabierać się na te słodkie słowa "misiu, piękna, bąbelku", już nie wykorzysta wspomnień, by rozbudzić uczucia. To wszystko jest przeszłością. Dość mam cofania się, koniec z patrzeniem wstecz. Dziś najważniejsi są dla mnie przyjaciele i Mateusz, który w moim życiu zaczyna być coraz ważniejszy. Czy będzie tym najważniejszym? Czy będzie tym, który zmieni moje życie, by było jeszcze lepsze?

Bardzo możliwe. Na chwile obecną jesteśmy przyjaciółmi, ale wierzę, że kiedyś obudzę się i zrozumiem, że gotowa jestem, by zacząć wszystko od nowa u boku innego chłopaka. U boku szczerego uczucia, które być może z czasem zrodzi się między nami...

"Wybacz, proszę tak jest lepiej
Czas już zabrał tamte chwile
Nie ma sensu żyć wspomnieniem
Tego co za nami w tyle..."


Średnia: 3.7/5 Oceniony 3 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
ilonaz53-03-2007 15:04
Twój art. przypomina mi moją hitorie nawet chłopak który wciaz tkwi w mojem głowie ma imię Łukasz , tylko ja jeszcze nie potrafie wyleczyc sie z tej chorej miłości wciaż wierze ze cos sie zmieni ze znów bede z nim.|Najgorsze są wakacje kiedy znów go czesto widze ... Mam nadzieje ze mi tez kiedys uda sie tak jak tobie pokochac kogos innego pozdrawiam

lea0014-12-2006 10:37
Czytajac twoj art zastanawiam sie czy to przypadkiem nie napislam ja sama... czuje sie jakbym czytala moja chistorie do tego stopnia jest podobna do mojej ze nawet chlopak ma tak samo na imie... Łukasz...miedzy nami różni sie tylko jedno ty wierzysz ze jeszcze zaczniesz kogoś kochac, a ja juz nie wierze... wydaje mi sie ze nie ma juz we mnie uczuc wcale, potrafiłam wyleczyć się z chorej miłośći ale nie potrafie nikogo zacząć kochać, chociaż bardzo bardzo bym chciała... życze Ci powodzenia =)

Kapsel30-11-2006 22:23
Do ,,Andzia123'' ta piosenka to ,,Poparazzi - Czy zrozumiesz to''

Thom...28-11-2006 23:43
"zdiagnozowalem" u siebie pewna chorobe...najbardziej mnei przyciaga dziewczyna..która odpycha, odrzuca, nieodwzajemnia uczucia..

Vailett28-11-2006 20:24
Zbytnio nie wiem co napisać, bo nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji, ale myślę że chyba lepiej porzucić wiare, iż ta miłość może coś znaczyć. Jedyne co można zrobić to próbować żyć z tym i pozwolić temu odejść, powiedzieć BYe Bye i skończyć to, bo myśle że warto... Nie ma sensu życie w chorej miłości, szkoda czasu. Trzeba się podnieść, nawet z samego dna i powiedzieć dam rade żyć dalej, bo wiadomo że się o tym nie zapomni, miłość to nie jest rzeczy o której można zapomnieć, to uczucie które trwa w nas, lecz czasem przemija i tego życze Ci. By ta chora miłość odeszła a przyszła nowa i byś mogła zacząć żyć bez smutnych myśli, czekania i łez.

Kasiunia_180728-11-2006 18:15
Zdecydowanie nie mogę się zgodzić iż WSZYSTKIE UCZUCIA w końcu odejdą. To prawda, że hormony z młodymi ludźmi potrafią zrobić wiele, często odczuwamy pewnego rodzaju uczucie które są zauroczeniem (np.) a nazywamy je miłością. Takie odczucia niewątpliwie odejdą. Ale nie zawsze uczucia młodego wieku to jedynie przelotny stan. Czasem, oczywiście nie zbyt często właśnie gdy jesteśmy młodzi możemy poczuć coś co zostanie na zawsze...
Podziwiam Cię też, że mimo tego "zakochania" potrafisz powiedzieć "NIE" i za to dla Ciebie duży plus. Ja jednak myślę, że zawsze trzeba próbować jeśli tak naprawdę w głębi serca nam zależy... z pomocą Boga powinno się udać! Pozdrawiam:)

warkoczyk28-11-2006 16:45
Hmm .... jesteś mądrzejsza odemnie bo ja mojej miłości pozwoliłam wrócić i to dwa razy!!! teraz cierpie tak jak Ty wtedy i nie przechodzi ... staram sobie odpuścić, żyć normalnie ale kiedy wracam do domu znowu boli bo wszystko kojarzy mi się z nim ....
POZDRAWIAM I PODZIWIAM ;(

Andzia12328-11-2006 16:01
Dużo ludzi mi to mówi, ja w sumie nigdy nie lubiłam swojego imienia, ale teraz zauważyłam ze to imie pochodzi od aniołków. Jest takie anielskie.... (Angel). Teraz zazeło mi sie podobać....

MIchal.xx28-11-2006 15:28
Cos w tym jest Angelika jest pieknym imieniem :) moge powiedziec nawet egzotycznym bo nie znam wielu Angelik :P

Andzia12328-11-2006 15:13
jaki tytuł tej piosenki? ja ja chce mieć,błagam!

Andzia12328-11-2006 15:13
Angel16-------> dokładnie... mam tak sama sytuacje jak ty, chociaz nic nie wiem co było z NIM...
Masz na imie Angelika prawda? heeh tak samo jak ja... moze to nasze imie przyciaga tyle nieszczescie jesli chodzi o chłopaków?Pozdrawiam. P.S myszko dasz rade my 'KOBIETY' jesteśmy silne....

angel1628-11-2006 14:54
Mam podobną sytuację tylko ON jest blisko. Wszyscy mówią że będzie dobrze ale ja już prawie straciłam nadzieję i nie wierzę w lepsze jutro(chyba) ale wokół mnie są przyjaciele tacy prawdziwi i oni nie pocieszają oni są prze mnie gdy tego potrzebuję. I za to jestem im wdzięczna.
Pozdrawiam

MIchal.xx28-11-2006 11:16
Ja troche zobacze z tematu, apropo tych ideów w romantyzmie pisarze wlasnie wzdychali do takiego "ideau" zazwyczaj zakochiwali sie w kobiecie z ktora nie mogli byc i trwali w tej milosci do konca oczywiscie mieli wieloe kobiet ale kochali tylko te jedyna :P wiem troche popierdylone ale gdyby sie przyjzec jak by zaczeli byc z tym kims i by poznali wiecej zalet tej osoby alie i tez by poznali by wady i wtedy to juz by nie byla idealna miłosc przynajmniej dla nich ^^ ja tylko tyle od siebie a ty myszko masz bardzo ciekawa osobowosc :P pozdrawiam

Kapsel27-11-2006 21:54
czytałem wszystkie twoje teksty...mialaś duzo problemów i nie wiedziałaś co robić,no ale zawsze miałaś kogos kto mógł ci wspierać...! w moim oteczenu natknąć sie na taką osobe jest trudno:( dla moich rówieśników od przyjaźni ważniejsze są: imprezowanie,szpan,sex itd... słowa przyjaźni juz pewnie nie pamiętaja,jest dla nich obce,szkoda... uzywki nie pomogą nam w trudnych chwilach a przyjaciele tak...tylko czasem ci najbliźsi mogą stać się najbardziej odległymi wtedy kiedy bysmy ich najbardziej potrzebowali... a przypadkowe znjomości mogą okazać się cenniejsze... ja na takie przyjaźnie nie moge zabardzo liczyć:( mam gdzieś ich uzywki... problemy miłosne przeżywa każdy...ty akurat zamocno sie zaangarzowałaś...

The Crimson27-11-2006 19:47
ja nie czytac ale byc fajne co Ty napisac :D

baskas427-11-2006 18:23
czytając to czułam się jakbym to ja pisała 2 lata temu...
poznaliśmy się w wakacje od razu przypadliśmy sobie do gustu, ale musiałam bardzo sie postarać, by nie widzał w mnie "młodszej siostry jego najlepszej przyjaciólki". Robiłam wszystko by zainteresował się mną gdy wydawało mi się, że coś z tego będzie wszystko pryskało jak bańka i okazywało się, że z kimś jest albo zależy Mu na innej. Mimo wszystko byłam przy Nim... cierpiałam, gdy ktoś mu złamał serce, cieszyłam się jego szczęściem lecz w samotności płakałam lecz w końcu poznałam jego najlepszego przyjaciela... musze przyznać, że zapoznałam się tylko dlatego, by być bliżej Niego. Tak przetrwałam cały rok szkolny. Z początkiem wakacji zaczęły się ogniska w Jego towarzystwie spędzane na szczerych rozmowach przez całą noc... widział to wszystko jego przyjaciel to jak się męczę w tej miłości coraz bardziej się z nim zaprzyjaźniłam noc przed imprezą pogadałam szczerze z przyjaciółką i postanowiłam dać mu szansę, bo okazało się, że on od dawna do mnie wzdycha... I wiesz co? Cieszę się z tej decyzji, bo już rok jesteśmy ze sobą :) a On? Ten przez którego tak bardzo cierpiałam? stał się moim przyjacielem i zrozumiałam, że od zawsze tylko w ten sposób go kochałam... Nie widziałam siebie z nim w związku jak się trzymamy za ręce, całujemy...
Myślę,że Ty też niedługo znajdziesz kogoś takiego, który Cię wyciągnie z tego chorego "związku"

POWODZENIA!

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...