Nie byłam przyzwyczajona do prawdy. Choć nie musicie mi przecież wierzyć. Do wiary też się nigdy nie dostosowałam. Choć nikt mi jej praktycznie nie pokazał. Patrzenie zresztą do moich mocnych stron nie należało. Może dlatego, że nie miałam oczu?
Urodziłam się głodna i brudna. Nie dostałam mleka ani ubrania. Rodzice zainwestowali dla mnie w puszkę po groszku i wysłali pod kościół z tabliczką: „Wierzę, że Chrystus da Wam wiarę. Wierzę, że uzbieram pieniądze na operację oczu”. Sam Chrystus był dla mnie aktorem ze sztuki, na którą co tydzień przychodzili fundatorzy wódki dla moich rodziców. Całe dnie siedziałam pod różnymi warszawskimi kościołami ze wzrokiem utkwionym nieruchomo w jeden punkt, odpowiadając: „dziękuję” za drobne datki, bo tylko bilon mogłam usłyszeć. Godzinę przed końcem żebraczki szłam do pobliskich sklepów po parę bułek i szybko je zjadałam, popijając sokiem w kartoniku. Potem przychodzili po mnie rodzice. Pewnego razu przyszli prędzej i zobaczyli, jak jem. Następnego dnia uzbierałam pięć razy więcej pieniędzy, bo starą tabliczkę zastąpiła nowa z napisem „Czekam na przeszczep szpiku kostnego”. Na całym ciele miałam siniaki - pamiątkę po karze za jedzenie.
Od tamtej pory byłam bita już regularnie. Zaczęłam też częściej zmieniać kościoły, bo niektórzy ludzie nieufnie podchodzili do okoliczności nabycia sińców. Jakaś starsza pani zadzwoniła nawet raz na policję, ale zaprzeczyłam, bym była maltretowana. Rodzice od zawsze mi powtarzali, że policja nic nie może im zrobić. Kiedy któregoś dnia nie mogłam z bólu wstać, postanowiłam uciec. Na początku żyłam jak dawniej. Żebrałam z tą tylko różnicą, że na własny koszt. Potem zaczęła się prostytucja, ale już po pierwszym razie przerażona zrezygnowałam. W międzyczasie były kradzieże i drobne rozboje. Pewnego dnia postanowiłam żyć normalnie. Największym problemem okazała się nieznajomość słowa „normalnie”. Próbowałam szukać pomocy wśród koleżanek z ulicy. Jedna z nich zapoznała mnie z terminem „fundacja” jako miejsce, w którym pomagają. Słyszała jednak tylko o „Fundacji Matki i Dziecka”. Miałam wtedy szesnaście lat, więc stwierdziłam, że łapię się jako dziecko. Po kilku dniach poszukiwań znalazłam się w dużym budynku, którego pracownicy postanowili pomóc mi w odszukaniu bardziej adekwatnego miejsca ratunku. „Fundacja Dzieci Ulicy” wydała się najodpowiedniejsza. Kupili mi mieszkanie, pożyczyli pieniądze i załatwili pracę w warzywniaku, zapewnili początkowe kształcenie. Byłam inteligentna, więc w cztery lata nadrobiłam zaległości do szkoły średniej. Dostałam się nawet do dosyć dobrego technikum. Najgorsze było jednak to, że potrafiłam kochać. Odwiedziłam pijaną matkę. Dowiedziałam się, że ojciec zmarł z przepicia rok wcześniej. Od niej usłyszałam, że wiedziała, że dawałam za forsę, że byłam kurwą i że się mnie wyrzeka. Załamałam się i sama zaczęłam pić. Moje życie było jedną wielką paranoją. Ludzie z fundacji próbowali znowu mi pomóc, lecz nie udało im się.
Spisuję to po kolejnym „ostatnim kieliszku”. Znowu chcę zacząć od nowa, ale jak już wcześniej pisałam - nie umiem wierzyć, a podobno tylko wiara czyni cuda. Jeśli wy potraficie, to gratuluję i radzę, żebyście nie zwątpili. Bo chociaż ja nie doznałam nigdy żadnego cudu, to chyba potrafię go docenić...
"Fundacja Dzieci Ulicy” wydała się najodpowiedniejsza. Kupili mi mieszkanie, pożyczyli pieniądze i załatwili pracę w warzywniaku, zapewnili początkowe kształcenie."
A dziecko które nie może liczyć na pomoc rodziców GDZIE MA SZUKAĆ POMOCY! To jest ta jebana niesprawiedliwosc. Tak owszem swoje przezylas ale dlaczedo dostalas mieszkanie prace itp od fundacij a ktos kogo rodzicow nie stac na mieszkanie i zapewnienie wyksztacenia gdzie ma isc? Do MOPRU?
Przez to ze masz pełna rodzine nic ci sie nie nalezy. Nawet jak nie masz gdzie mieszkac i co do gara wrzucic. Pierdolona sprawiedliwosc
Dodaj komentarz
Komentarze
fikcja...
A dziecko które nie może liczyć na pomoc rodziców GDZIE MA SZUKAĆ POMOCY! To jest ta jebana niesprawiedliwosc. Tak owszem swoje przezylas ale dlaczedo dostalas mieszkanie prace itp od fundacij a ktos kogo rodzicow nie stac na mieszkanie i zapewnienie wyksztacenia gdzie ma isc? Do MOPRU?
Przez to ze masz pełna rodzine nic ci sie nie nalezy. Nawet jak nie masz gdzie mieszkac i co do gara wrzucic. Pierdolona sprawiedliwosc