Zaczynając ten artykuł, zastanawiam się tylko nad tym, czy to ja jestem winna temu wszystkiemu czy nie... Ale zacznę od początku.
***
Był rok 2005. Poznałam wtedy dwie siostry bliźniaczki - P. i W. (imiona nie mają już znaczenia). Od razu się z nimi związałam. Zaprzyjaźniłyśmy się. Traktowałam je jak siostry. One mnie tak samo. Każdy mówił na nas „papużki nierozłączki”. Nie chodziłyśmy do tej samej klasy. Ja chodziłam do piątej, one do szóstej. Dopiero w klasie drugiej gimnazjum chodziłyśmy już razem, ponieważ one nie zdały. Czas mijał bardzo wolno. Cieszyłam się z tego, bo mogłyśmy jak najdłużej ze sobą przebywać.
Drugi semestr. Dokładnie pamiętam tę datę, gdy moja przyjaźń z P. się skończyła... Nie zapomnę tego dlatego, że były to walentynki... Gdy się spotkałyśmy po szkole, od razu zauważyłam, że jest coś nie tak. Rozmawiałyśmy dość długo. Nie powiedziała mi, dlaczego ma zły humor. Na drugi dzień w szkole nie przywitała się ze mną tak, jak zawsze to robiłyśmy. Posmutniałam. Nie byłam aktywna na lekcjach. Myślałam nad tym, dlaczego ona mnie odtrąca. Ale nie znalazłam żadnego wyjaśnienia. Na długiej przerwie rozpłakałam się. Można to nazwać tak, że „wyłam jak krowa”. W. nie mogła mnie uspokoić. Tłumaczyła mi, że to na pewno nic takiego. Ale jednak nie miała racji. P. napisała mi tylko na GG: „Przepraszam, że się nie przywitałam, ale jakoś nie mogłam. Nie mogłam spojrzeć Ci prosto w oczy i powiedzieć tego, co zaraz tu przeczytasz. Długo nad tym myślałam i doszłam do wniosku, że nie możemy się przyjaźnić. Oszukujemy się nawzajem. Nie mówimy sobie wszystkiego. Przepraszam. Cześć”. Zabolało mnie to. Prosiłam o rozmowę, ale jednak ona nie chciała. Tak po prostu odeszła. Mijały dni, tygodnie. Mijałyśmy się na holu bez słowa.
P. odezwała się do mnie, gdy minęło pół roku i to jeszcze przez W. W. napisała mi na GG, że musimy się spotkać. Zgodziłam się. Przywitałyśmy się i W. od razu przeszła do sedna: - „P. poprosiła mnie o to, żebym zapytała się Ciebie, czy dasz jej jeszcze jedną szansę, aby wznowić przyjaźń. Ja sama chcę, aby było tak jak dawniej. Trzymałyśmy się we trzy. Było super do czasu, gdy P. coś odbiło”. Nie pozwoliłam jej dokończyć. Przerwałam: - „Możesz jej tylko przekazać, że dam jej tę szansę, ale niech jej nie zaprzepaści. Oczywiście powiedz jej, że chcę się z nią spotkać i dowiedzieć się, jaki był powód, żeby urwać ze mną kontakt”. Skończyłyśmy naszą rozmowę. Wróciłam do domu i usiadłam na GG. Zauważyłam opis P.: „Tak bardzo chcę, żeby było tak jak dawniej”. Wyłączyłam komputer i poszłam spać.
Rano obudził mnie telefon. Dzwoniła P. Bez chwili wahania odebrałam. Umówiłyśmy się na spotkanie. Poszłam się z nią spotkać, chociaż nie miałam ochoty po tym, co mi zrobiła. Też bardzo długo rozmawiałyśmy. Wytłumaczyła mi wszystko. Wybaczyłam jej, bo za bardzo się do niej przywiązałam. Minął miesiąc i ona znowu zaczęła coś kombinować. Powiedziałam jej: „Albo wytłumaczysz mi to tu, teraz, przy W., dlaczego tak postępujesz, albo naprawdę między nami koniec!” Po prostu wrzeszczałam na nią. Znowu ta sama bajka. Nie dało się tego po raz drugi słuchać, chociaż dodała coś nowego. „Jesteś zakłamaną dziewuchą” - przyjęłam to tak, jakby ktoś uderzył mnie z całych sił w twarz. Powstrzymałam się od płaczu. Rozeszłyśmy się. Ja poszłam do domu. Ona z W. też poszły.
I znowu mijały te głupie tygodnie. Już nawet nie interesowało mnie to, co się dzieje z P., czy też to, co ona robi. Liczyło się dla mnie to, że mogłam nadal polegać na W. Dzięki niej zrozumiałam, że nie ważne, co mi leży na sercu, mogę jej to zawsze powiedzieć. Ufałam jej.
W. z P. nie zdały do trzeciej gimnazjum. Znowu kiblowały. Szkoda mi było, że W. nie będzie ze mną chodziła do klasy. Ale mogłyśmy oczywiście rozmawiać na przerwach.
Pewnego dnia umówiłyśmy się na dyskotekę. Bawiłyśmy się razem. Było super. Poznałam G. (tutaj imię też nie ma znaczenia). Chłopak od razu przypadł mi do gustu. Wysoki, niebieskie oczy, ładny uśmiech. Po prostu nogi się pode mną uginały, gdy na niego spoglądałam. Przegadałam z nim całą noc. Pobawiliśmy się i w ogóle. Tydzień później też się spotkaliśmy na baletach. Powiedział mi, że moja najlepsza przyjaciółka się do niego przykleiła, że nie daje mu spokoju. Wzięłam ją do łazienki na słówko. To, co usłyszałam, aż mnie zatkało. Powiedziała mi, że się w nim zadurzyła, że myśli cały czas o nim. Wyszłam i trzasnęłam drzwiami. Usłyszałam tylko, jak się śmieje. Poszłam do G. Zapytałam go, którą z nas woli, bo ja nie będę rywalizowała z przyjaciółką o chłopaka. Odpowiedział mi, że głupio mu jest odpowiedzieć na to pytanie, ale woli mnie, a nie ją. Powiedział tak dlatego, że nie lubi lasek, które są nachalne. A W. właśnie taka była. Pisałam z G. SMS-y i w ogóle. Chyba się w nim zakochałam, bo on jest taki słodki. Do końca baletów W. nie odezwała się do mnie. Podczas wolnych widziałam, jak stała pod ścianą i spoglądała na mnie i na G. Gdy był już koniec, G. pocałował mnie w policzek i pojechał do domu. W. podeszła do mnie i powiedziała, że nie wybaczy mi tego. Odpowiedziałam jej: „O co ci chodzi? To nie moja wina, że G. nie lubi takich nachalnych lasek jak ty. Jeżeli nasza przyjaźń ma się spieprzyć przez niego, to może ja mu powiem, żeby się ode mnie odczepił, co? Jeżeli nawet byś chciała, to mu tego nie powiem. Cześć”.
I właśnie tamtego dnia nasza przyjaźń się skończyła. W. nie odezwała się do mnie do dzisiaj. A to wszystko przez to, że G. wybrał mnie. Jakoś zwątpiłam w przyjaźń. Teraz wiem, że na przyjaźń trzeba zasłużyć, a P. i W. na moją nie zasłużyły.
Stracić przyjaciela to tak, jakby odebrano ci kawałek serca ;(.
|