„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”- słowa mądre, jakże prawdziwe. Ale czy każdy potrafi je docenić? Niestety nie.
Historia 18 letniego chłopaka. Tomek- fajny chłopak, zawsze uśmiechnięty. Był szczęśliwy, a przy nim najlepsza i jedyna przyjaciółka- Martyna. To Ona zawsze przy nim była, kiedy wszystko się sypało. Niejedna przyjaźń damsko-męska kończyła się związkiem, uczuciem jednej ze stron. Jednak nie tym razem. Oni byli inni, przyjaźnili się, jednak ich drogi nigdy się nie zeszły. Mimo, iż oboje podobali się sobie fizycznie, nie łączyło ich więcej, niż przyjacielski uścisk. Były momenty, kiedy byli na krawędzi przyjaźni ze związkiem, jednak wiedzieli, kiedy to urwać. Wiedzieli, kiedy i jak wrócić do tego, co było. „Tylko przyjaźń”- wciąż twierdzili.
Trwało to kilka lat, wydawało się, że to przyjaźń na zawsze. Przyjaźń zdarzająca się raz na sto, a jednak i ona nie przetrwała, ale od początku.
Wszystko toczyło się spokojnie. Oboje cieszyli się szczęściem tej drugiej osoby. Ona miała chłopaka, z którym spędzała bardzo dużo czasu, jednak kiedy Tomek dzwonił, pomagała mu. Wystarczyła jej chwila, by podnieść Go na duchu. Czasem nie musieli nic mówić, rozumieli się bez słów.
On także miał swoje życie, jednak zawsze służył jej pomocą. W jego życiu pojawiła się Kasia, Martyny przyjaciółka. Od tamtej chwili był najszczęśliwszym facetem na świecie. Z Kasią mijały mu dni, co dzień dziękował Martynie za poznanie Go z dziewczyną jego marzeń… Jednak nie trwało to długo. Na początku wyglądało to niewinnie. Pogorszenie się stanu zdrowia Tomka, diagnoza nie zagrażająca życiu. Nikt nie przypuszczał, iż to ten moment, kiedy wszystko się posypie. Jakiś czas później podejrzenie lekarzy, diagnoza… Najprawdopodobniej rak.
Ten moment, to zdanie, zburzyło wszystko. Tomka marzenia legły w gruzach. Kasia poczuła strach, strach przed tym, na co nie mamy wpływu. Jedno krótkie słowo, które we wszystkich wzbudzało grozę. Jednak to jeszcze nic pewnego…
Martyna, która była przy nim zawsze, wierzyła, iż dopóki nic nie wiadomo, nie wolno się zamartwiać. Znała ludzi, którzy mieli raka, wyszli z tego, wierzyła, że jeśli spełni się najgorszy scenariusz, Tomek da radę… Przecież ma ich- przyjaciółkę na dobre i na złe, a także Kasię- dziewczynę, którą pokochał ze wzajemnością.
Jednak…
Żadna z dziewczyn nie przewidziała jednego. Tomkowi mimo wszystko zaczęło brakować sił. Nie postawiono jeszcze diagnozy, a ten już załamał się, a co najgorsze- poddał. Wciąż powtarzał, że nie będzie walczył, on i tak wie, że umrze. Mijały kolejne dni, lekarze nie mówili nic, a On pogrążał się coraz bardziej. W końcu jeden dzień... Kolejna chwila i zburzył wszystko.
Jego słowa: „Nie potrzebuję nikogo. Wy nie rozumiecie, co to znaczy mieć raka!” - wykrzyczał w twarz. Kasia odpuściła. Bardziej niż możliwość jego choroby, bolały ją Jego słowa. Urwał kontakt- to, co było, nie miało dla Niego znaczenia.
Przyjaźń... Martyna próbowała otworzyć mu oczy. Zaczęły się kłótnie, ostre słowa tylko po to, by nie poddawał się, by nie użalał się nad sobą, by nie odrzucał pomocy bliskich… Jednak to wszystko na nic. Jego słowa: „Wiesz co? Ciebie także nie potrzebuję!”. To był szok. Tyle lat przyjaźni, tyle problemów, przez które przebrnęli, tyle chwil, kiedy to razem spędzali czas. Kiedyś każda drobna sprzeczka sprawiała, że przyjaźń stawała się silniejsza… Jednak, to także nie miało dla Niego żadnego znaczenia. Żal do wszystkich i wszystkiego przesłonił mu oczy.
Chciał zostać sam. Został… Czy przyjaciółka także Go opuściła? Nie. To On sam nie pozwalał na zbliżenie się. Nie odbierał telefonów, nie dopuszczał nikogo do siebie. Dlaczego tak robi i robił? Martyna nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Chciała dobrze, nie chciała, by się załamywał, póki nic nie wiadomo na temat choroby. Dlaczego już na samym początku skreślił wszystko i wszystkich? Dlaczego nie pozwala sobie pomóc?
Tyle dni, a On wciąż obwinia nas o to, jakbyśmy to my do tego doprowadziły. A przecież żadna z nas nie chciała, by tak się stało.
Kasia odpuściła. Zbyt boli. A ja? Ja nie zostawię przyjaciela w potrzebie. Na razie czekam, może telefon zadzwoni, może poprosi o pomoc, wsparcie, rozmowę.
Jednak czy ja nie poczuję kiedyś żalu, kiedy okaże się, że jest zdrowy i że jego depresja była niepotrzebna? Co, jeśli poczuję się urażona, że mnie odepchnął. A przecież miała to być przyjaźń na całe życie. Wiele pytań, trudne pytania… Brak odpowiedzi.
Dziś się odezwał, pierwsza myśl- potrzebuje mnie. A tu słowa: „Co Ty możesz wiedzieć o tym, co czuję, jak Ty możesz mi pomóc? Daj mi spokój. Ty nic nie wiesz o tej chorobie i życiu…”
Może i ma rację, może mieszam się niepotrzebnie, pcham się, gdzie mnie nie chcą. Może naprawdę nie wiem nic o życiu… Jednak wiem jedno. Wiem, że pomoc bliskich, wsparcie, potrafi zdziałać cuda…
|