15-letnia Justyna, z bardzo dobrego domu, córka dyrektora poważnego przedsiębiorstwa, dobrze ucząca się w gimnazjum językowym. Miała wszystko: kochającą rodzinę, fajne ciuchy, przyjaciół, miała wszystko, co tylko chciała, o czym marzyła. Jej życie było normalne jak każdej nastolatki, rodzice krótko ją trzymali, bo nie chcieli, by wpadła w złe towarzystwo… Ale stało się inaczej.
Poznała Anię - biedną, której w głowie nie było chodzenie do szkoły, tylko umawianie się z facetami i to przynajmniej o 10 lat starszymi, bo tylko tacy mieli kasę, a to i dragi były dla niej najważniejsze. Dni mijały, dziewczyny coraz bardziej zaprzyjaźniały się. Na początku Ania udawała anioła, przychodziła do Justyny domu, udawała taką pokrzywdzoną przez los. Rodzice Justyny zabierali obie na zakupy, mieli dobre serce, wierzyli, że i przyjaciółka córki jest dobra. A tu co? Justyna, której nie przeszkadzało pilnowanie przez rodziców, za sprawą Anki zaczęła się buntować, pić, palić papierosy, jarać zioła. Pierwszy semestr w szkole ukończyła ze średnią 5.0, drugi 2.0. Nauczyciele nie potrafili się nadziwić. Ciągle powtarzali: „To nie ta sama Justynka”. Wzywali rodziców, jednak nic nie pomagało.
Justyna buntowała się coraz bardziej. Zrozpaczeni rodzice zakazali jej znajomości z Anką. To właśnie przez nią Justyna straciła przyjaciół, którzy byli z nią od zawsze. To właśnie przez nią zaczęła kraść, mimo że mogła mieć wszystko, co tylko zapragnęła. Zaczęło się od drobnych rzeczy…
W końcu zaczął się najgorszy koszmar dla rodziców. Justyna uciekła z domu, w jej pokoju znaleziono opakowanie po tabletkach, zużyte lufki… Rodzice byli w szoku. Po kilku dniach znaleźli córkę w poszarpanych ubraniach, posiniaczoną, brudną. Prosili, płakali, wręcz błagali, by powiedziała, co się stało. Nie zrobiła tego.
Wtedy Anka zrobiła najgorszą rzecz - oddała najlepszą przyjaciółkę w ręce 40-latka. Tylko mnie to powiedziała.. Co jej robił, nie wie nikt, nie chciała się przyznać, mimo to wszyscy spodziewali się najgorszego. Zabrano ją do lekarza na obdukcję, lecz jakiś cudem stamtąd uciekła. Wstydziła się, a może i bała. W domu prosiła rodziców, by zapomnieli o sprawie, że to koniec przyjaźni, koniec problemów z nią. Zaufali jej, uwierzyli. Jakiś czas był spokój. Naprawdę myśleli, że zrozumiała, co robiła źle. Ona zaś dla pozorów chciała odbudować stare znajomości - zrobiła to i w towarzystwo wkręciła Ankę… Tamta niby też się zmieniła.
Mijały dni i z czasem uwierzyli i jej. Jednak to było jedno wielkie kłamstwo. Fakt - nie umawiały się ze starszymi facetami, ale dalej ćpały. Na początku tylko lufki, potem jednak znudziła im się ta kapa -przerzuciły się na białe. Na kapie chodziła całymi dniami. Śmiała się z byle czego, rodzice do niej gadali, lecz ona miała własny świat… W końcu postanowili zabrać ją do lekarza, na badanie krwi. Wykryto narkotyki…
Rodzice znów przeżyli szok. Byli załamani, po raz kolejny jej zaufali, a ona znów zawiodła. Podjęli jednak najważniejszą w swoim życiu decyzję - postanowili oddać ją do ośrodka wychowawczego i tak też zrobili. Justyna zamiast zmienić swoje postępowanie, zamiast żałować tego, co robiła i tego, co straciła, myślała o zemście. Nie na Ance, za to, że w to ją wpakowała, tylko na rodzicach, że zamknęli ją w ośrodku. Moja kuzynka była już na dnie. Co chwilę cięła się, wdawała w bójki z innymi, nic nie pomagało. W końcu, po kilku miesiącach, gdy miała wyjść na święta na przepustkę ,diametralnie się uspokoiła. To była jej kolejna ściema, rodzice zaś cieszyli się, że wraca ich kochana córeczka. A ona w drugi dzień świąt, idąc z małym bratem na spacer, poszła nad rzekę. Na brzegu zostawiła małego brata z listem i telefonem, a sama poszła na most i na oczach kilkuletniego dziecka skoczyła do wody. Michał – 5-letni chłopczyk dziecko zadzwonił do rodziców. Pomoc nadeszła szybko, lecz ona nie miała żadnych szans na przeżycie. W liście napisała: "Przepraszam, ale nie potrafię być dobrym człowiekiem, żyć tak, jak kiedyś. Nie chcę takiego życia, dlatego wybrałam inne wyjście, być może życie. Ja do tego Waszego nie należę, nie potrafię się odnaleźć. Przepraszam za wszystko, ale musicie wiedzieć, że nie jest mi przykro, nie żałuje tego co robiłam. To jest chore, wiem, ale chciałam być z wami szczera. Mam prośbę, chciałabym, by mój grób był obok Łukasza. Na jego grobie jest napis: ‘Nie dostałeś synku szansy na poznanie, czym jest miłość, czym jest życie’. Na moim napiszcie: ‘Życie to dar, nie wart jest ten, co tak jak ja nie cieszy się nim’”.
Tymi słowami zakończyła list. Rodzice z bólem spełnili jej prośbę. Teraz Justyna - moja kuzynka leży obok mojego malutkiego brata. A co z jej rodzicami?… Oboje dziś nie potrafią odpowiedzieć sobie na pytania: dlaczego ich dziecko? Jaki błąd popełnili w wychowaniu jej? Niestety, te pytania już na zawsze pozostaną bez odpowiedzi.
|