Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Czas wszystko zmienił..

Autor: m_myszka_a
Odsłony: 1856
Data: 7-01-2008

Biały korytarz, w oddali słychać płacz dzieci, z oddali widać szare twarze dorosłych z nadzieją w oczach.. Innych z rozczarowaniem, rozpaczą. Sylwia dziś siedziała na krześle obok drzwi, za którymi działy się rzeczy, które mogą za kilka chwil zmienić całe jej życie. Jej 2 letni Kacperek walczy o życie a Ona siedzi sama na korytarzu i modli się o ratunek.. Modli się o nadzieje dla jej synka, o siłę dla Jej kruszynki. Po chwili drzwi się otwierają, wychodzi lekarz, spogląda na młodą dziewczynę - matkę. Przez moment milczy, patrzy jej w oczy i widzi strach.. milczenie to przerywa Ona.
- Co z Kacperkiem?
- Przykro mi..
Te słowa sprawiły, że świat jej się zawalił.. nie wierzyła, nie chciała wierzyć w to, co przyszło jej na myśl. Pchnęła lekarza, by wejść do pomieszczenia. W pokoju, który tak dobrze znała, w którym zawsze było dużo śmiechu dziś jest inny. Niby taki sam, lecz taki cichy, śmiech się stracił.. oczka, które spoglądały na nią tak radośnie, gdy wchodziła dziś były zamknięte. Podeszła do łóżeczka, jej synek był taki spokojny, odłączony od aparatury.. bez rurki z dojścia centralnego. Pielęgniarki i drugi lekarz milczeli.. w takich momentach jak ten nie potrafili nic powiedzieć. Z trudem patrzyli na rozpacz rodziców. Zawsze w takich momentach nienawidzili życia, mieli żal, że może nie zrobili wszystkiego. Jednak dla tego chłopca nie było ratunku.. chemioterapia nie pomogła, nowotwór wrócił, tym razem złośliwy.. przerzuty na inne organy nie dały szans dziecku. Dziecku, które dawało tyle radości na oddziale. Takie chore, ale oczka takie roześmiane, żywe.. to ten chłopczyk dawał iskierkę nadziei dziś jednak i ona wypaliła się. Dziecko zmarło a Jego matka trzymając malutką rączkę powtarzała
- Skarbie obudź się.. czas na zabawę. Ściśnij moją rękę.
Jednak chłopiec ani drgnął.. to w tym momencie Sylwie ogarnęła rozpacz.. Wzięła synka na ręce, usiadła na krześle i przytuliła po czym zalewając się łzami powiedziała
- Nie zostawiaj mnie.. proszę tylko nie Ty! Przeżyłam, gdy odeszli inni, proszę nie rób Ty mi tego!!
Pielęgniarki płakały.. lekarz próbował zabrać dziecko od Niej, zaś drugi chciał zabrać ją do gabinetu by porozmawiać, uspokoić. Jednak było to na marne.. dziewczyna wpadła w szał.. zaczęła krzyczeć
- Nie odbierzecie mi dziecka! Nic mu nie ma! Przecież On tylko śpi. Zamknijcie się wszyscy, bo Kacper się obudzi, a ja dziś zapomniałam książeczki by mu poczytać przed snem..
Personel szpitala codziennie stykał się z tego typu przypadkami.. lecz dla jednego z lekarzy był to pierwszy tak ważny moment. Był przyjacielem Sylwii, szczególną uwagę przywiązywał, jeśli chodziło o te dziecko. Dziś klęczy przed nią, głaszcze małego i mówi spokojnym tonem do Sylwii.
- Sylwia oddaj go pielęgniarce, Ona się nim zaopiekuje a Ty choć zemną..
- Ale ja nie mogę..
- Choć.. nie ufasz mi?
- Ufam..
- Więc daj go pani Ani.. a mi daj rękę i choć zemną.
Karola głos był tak spokojny, opanowany. Dziewczyna patrząc mu w oczy uspokoiła się troszkę. Oddała chłopca a sama poszła do gabinetu. Na miejscu..
- Karol On już do mnie nie wróci prawda?
- Przykro mi. Ale wiesz jak się męczył przez ostatnie dni. Widziałaś sama, nie było ratunku..
- Wiesz rano, gdy przyszłam leżał taki zmęczony, oczka miał mętne.. ale uśmiechały się do mnie. Bolało go, było mu źle, ale cieszył się, że mnie widzi..
- Tak wiem. On Cię bardzo kochał. Dawałaś mu radość i dzięki temu tak dzielnie walczył
- Dawałam.. nienawidzę czasu przeszłego!!
- Uspokój się..
- Jak mam się uspokoić, kiedy przed chwilą zmarł mój synek!!
Wykrzyczała mu prosto w twarz. Była w takim szoku, że momentami była spokojna jak baranek, chwilę potem napady złości. W każdym z tych stanów była taka nie obecna.. rozmawiała, lecz jej wzrok taki obłąkany. W momencie furii Karol przytulił ją mocno zaś tej złość minęła. Wtuliła się w niego i zaczęła płakać. Z chwili na chwilę dochodziło do niej bardziej, iż straciła wszystko. Dosłownie wszystko. Po chwili przyszła pani Zosia, zamożna kobieta, która przyjęła pod swój dach 3 lata temu 18 letnią Sylwie, która po śmierci matki wyprowadziła się z domu. Dlaczego to zrobiła? Nie z własnej woli. Ojciec bogaty, wpływowy człowiek wstydził się córki, która oznajmiła, że jest w ciąży. Nie chciał jej znać a wtedy prócz niego nie miała już nikogo. Był też ojciec Kacpra.. lecz w 5 tygodniu ciąży miał wypadek. Skutek amnezja.. niby chwilowa, lecz to skreśliło ich związek. Rodzice Tomka nie zgadzali się na jego związek z Sylwią, jeszcze wtedy nie wiedzieli o dziecku.. w dniu wypadku mieli się dowiedzieć. Tego dnia sam się dowiedział.. jechał od niej. Wypadek jednak uniemożliwił mu powiedzieć radosną nowinę, nie zdążył.. a tak bardzo się cieszył, tyle planów miał. Co było potem? Rodzice Tomka powiadomili ją o wypadku, o amnezji i zabronili spotkań. On nie pamiętał nic.. chciała walczyć, wierzyła, że jak się spotkają pozna ją. Lecz rodzice pilnowali Go. W końcu dała spokój, ciąża zagrożona sprawiła, iż nie walczyła o miłość. Jakiś czas później po porodzie 3 miesiące radości.. tylko po to by przygotować się na kolejny cios. Diagnoza.. Kacper ma białaczkę. Dziś kolejny rozdział życia się zaczyna, kolejny tym razem najgorszy. Po stracie matki, kłótni z ojcem i wypadku Tomka przy życiu trzymało ją dziecko. To wyczekiwanie Kacpra dawało jej wiarę. Wygrana z chorobą była jej największym celem.. dziś wie, że przegrała i że los zamknął okrutnie rozdział życia, który był pełen łez, lecz i drobnych radości. Dziś skazał ją na rozpacz, pustkę i poczucie samotności. Straciła wszystko.. została sama na świecie, na świecie, którego nienawidziła. Przytulana przez panią Zosie i Karola czuła się samotnie. Wiedziała, że może na nich liczyć, lecz nie to było dla niej ważne. Oddała by wszystko tylko po to by mieć synka przy sobie lecz życie okrutne jest.. jedni mają wszystko inni nic. Jej zabrano wszystko. Wieść o tym, co się stało wstrząsnęła całym oddziałem dziecięcym. Wszyscy znali ich, podziwiali za siłę, za radość z każdego dna. Większość rodziców płakało non stop nad dziecka łóżeczkiem Sylwia zaś, gdy tylko mały poczuł się lepiej brała go na ręce wariowała, łaskotała, przytulała, oprowadzała po oddziale pokazując wszystko, zmuszała do zabawy, mimo iż był zmęczony, robiła to tylko po to by całą noc miał spokojną. Nie pozwala mu w dzień za dużo spać, bo wiedziała, że nockę ma z głowy.. tym bardziej jak leżał pod kroplówką.. a dzięki jej metodzie, w nocy wiele rzeczy można było zrobić przy nim a i sen miał tak spokojny jak mało, które dziecko. Dziś jego sen jest także spokojny.. tyle, że z jedną różnica, dziś to sen wieczny. Sylwia teraz także śpi, podano jej leki.. Pani Zosia czuwa obok i płacze szczerymi łzami. Tak bardzo bolało ją to, co się stało. Kacper był dla niej jak wnuczek. Sylwia i ten mały byli jej rodziną. Dziewczyna pomagała jej w domu, ogrodzie w zamian ta dawała jej dach nad głową i fachową opiekę nad dzieckiem w czasie, gdy ta była w pracy. Teraz siedząc przy łóżku Sylwii próbowała sobie wyobrazić dom bez tego malucha. Fakt ostatnio to szpital był jego domem ale zabawki, zabezpieczenia w każdym z pomieszczeń przypominały o jego obecności. Dziś to tylko wspomnienie.

Kilka dni później deszczowy jesienny dzień.. kapliczka pod ołtarzem malutka biała trumna a w niej z ulubionym misiem Kacperek. Ślicznie uczesany, ubrany w eleganckie ubranko, lecz, żeby nie wyglądał zbyt poważnie czapka z daszkiem na główce bez której nie ruszał się nigdzie ubiegłego lata. Obok w ławce, jego matka, ubrana na biało, nie potrafiła ubrać się w coś czarnego. Od czasu śmierci widywano ją tylko na biało. Obok niej pani Zosia i Karol. Dziewczyna na środkach uspokajających patrzyła się na trumienkę a w oczach miała łzy, nie uroniła żadnej do czasu, gdy ksiądz powiedział „Dla człowieka żyjącego na ziemi, dla matki, osób najbliższych śmierci dziecka to coś niesprawiedliwego. Obwiniamy wtedy Boga, przemawia przez nas rozpacz, w głowie myśli, dlaczego te dziecko. Przecież one takie niewinne. Pytania te na zawsze pozostaną tajemnicą. Z żalem trzeba uświadomić sobie, iż owe dziecko cierpiało straszliwe męki na ziemi, lecz w niebie zazna szczęścia niewyobrażalnego dla nas..”. Słuchając tych słów Sylwii po policzkach spływały łzy, nie ocierała ich.. nie była w stanie. Dopiero na cmentarzu gdy zobaczyła zamkniętą trumnę wpuszczaną w dół zrozpaczona wyrwała się z ramion Karola podeszła do trumny po to by napadem płaczu, żalu pogłaskać trumnę i pożegnać się po raz ostatni. Gdy ciało małego było tak głęboko, że nie potrafiła dosięgnąć jej ręką.. zemdlała. Kolejne dni były najgorsze. W domu ciągle natykała się na rzeczy małego, do jego pokoju nie wchodziła, omijała go przez tyle miesięcy. Na cmentarz zaś chodziła codziennie, uwielbiała siedzieć tam mimo chłodu siedziała kilka godzin dziennie. Czytała bajki, wierzyła, że ją słyszy. Tylko tam momentami się uśmiechała. To na cmentarzu jej tęsknota była mniejsza.. lecz nie ból po stracie. Dalej w chwilach rozpaczy obwiniała siebie i całą resztę o jego śmierć jednak spotkania z psychologiem, i najbliżsi jej pomagali.
Kolejne miesiące mijały. Lato.. wakacje, Sylwia przyszła z prezentem dla małego. Dziś Kacperek miał rodzinki, skończyłby 3 latka. Wyciągnęła więc misia, którego kupiła i położyła obok wiązanki niebieskich kwiatków. Usiadła na ławeczce, wyciągnęła książeczkę i zaczęła czyta kolejną bajkę. Po chwili zza jej pleców jakiś głos..
- Trzy świnki.. uwielbiałaś tą bajkę..
Ten głos.. znała go bardzo dobrze, wiedziała, do kogo należy, lecz bała się odwrócić. Po chwili jednak owa postać..
- Kochanie przepraszam i bardzo mi przykro z powodu synka..
Dziewczyna wstała, spojrzała na niego smutnym wzrokiem, który w tym momencie przepełnił się także nienawiścią, żalem. Ojciec patrząc na nią przytulił się i powiedział
- Córeczko żałuje każdego dnia od chwili gdy opuściłaś nasz dom
- Twój dom..
Powiedziała oschle..
- Nasz. Proszę Cię wróć do domu, do starych znajomych. Wszystko się zmieni obiecuję Ci.
Dziewczyna wyrwała się z objęć, wpadła w szał i wykrzyczała mu prosto w twarz
- Odejdź stąd! Wyrzuciłeś mnie z domu, straciłeś mnie! Tak jak ja straciłam Kacpra na zawsze tak Ty straciłeś mnie!
- Nie mów tak wszystko naprawie..
- Nie chcę byś cokolwiek naprawiał. Odejdź, nigdy nie wracaj! Mam swoje życie. Gdzie byłeś kiedy Cię najbardziej potrzebowałam? Gdzie byłeś, gdy Tomek miał wypadek a ja leżałam w szpitalu modląc się bym nie straciła dziecka? Ile razy przytuliłeś mnie po śmierci mamy? Nawet na pogrzebie nie potrafiłeś tego zrobić! Gdyby nie Tomek nie dałabym rady. !!
- Przepraszam..
- Nie przepraszaj. Nie masz za co. Dla mnie nie istniejesz. Nie było Cię, gdy najbardziej Cię potrzebowałam.. dziś kiedy nie wołam o pomoc jesteś. Tyle, że nieproszony. Odejdź
- Mam tu coś dla małego..
- Mój syn nigdy nie potrzebował nic od dziadka nawet, gdy był umierający. Teraz tym bardziej nie potrzebujemy Ciebie..
- Łamiesz mi serce..
- Nie obchodzi mnie to! Moje połamało się po stracie Ciebie, mamy, Tomka i teraz Kacpra. Z tego serca nie ma już nic i nie proś mnie o nic! Dla mnie nie istniejesz! Nie proś o wyrozumiałość, bo ja nie znam tego uczucia. Żegnaj na zawsze.. Tato!
Powiedziała Sylwia i pobiegła przed siebie, zostawiając torebkę. Ojciec wziął ją do ręki, musi oddać ją, dokumenty są jej potrzebne. Zanim jednak pojedzie pod dany adres, usiał na ławce patrzył na mały grób na tablicę, napis na niej poruszył go bardzo. Dopiero teraz poczuł, że stracił dziecko, które było ważne. Stracił pierwszego wnuka.
Nie pogrążając się jednak w smutku przeżegnał się i odszedł. Na drugi dzień pojechał by oddać torebkę. Zapukał, otworzyła pani Zosia.
- Słucham?
- Dzień dobry. Czy tutaj mieszka Sylwia?
- Tak a o co chodzi?
- Bo widzi Pani ja jestem..
- Jej ojcem..
Przerwała mu..
- Skąd pani wie?
- Poznałam ze zdjęć.. natykając się na nie od 4 lat zapamiętuje się osoby..
- Sylwia trzyma moje zdjęcie na wierzchu?
- Tak, proszę wejść i zobaczyć..
Mężczyzna wszedł i zobaczył kominek, na którym było wiele ramek ze zdjęciami. Niektóre należały do starszej kobiety.. lecz reszta to bliscy Sylwii. Pan Krzysztof spoglądając na zdjęcie, na którym był z żoną i córką, która miała 17 lat nie potrafił powstrzymać łez. Tak dawno nie spoglądał na zdjęcia swojej żony i córki. Nie miał na to czasu, tak pochłonięty był pracą. Były też zdjęcia Sylwii wtulonej w Tomka „ale byli wtedy szczęśliwi”- pomyślał. Na koniec jednak spojrzał na zdjęcia, od których nie potrafił oderwać wzroku. Na zdjęciu była jego córka z Kacprem. Wziął je w dłonie i powiedział
- Czy to..
- Tak to jest Kacperek..
- Mój wnuczek..
- Tak pański wnuczek. Wie pan wiele pan stracił nie poznając tego chłopca
- Pewnie był tak samo wyjątkowy jak jego matka..
- Tak. To dziecko dawało radość innym. Nawet w dniu śmierci potrafił się cieszyć.
- A na co zmarł?
- Miał białaczkę..
- Mój Boże.. to straszne.
- Oj tak. A może napije się Pan ze mną kawy. Sylwia wróci później.
- A opowie mi pani o Kacperku?
- Oczywiście, że tak.
Chwilę potem siedzieli już przy stoliku, popijając kawę. Pani Zosia opowiadając o dziecku, o chorobie, ocierała łzy. W pewnym momencie do domu przyszła Sylwia. Weszła do salonu mówiąc
- Jeste..
I nie dokończyła, ponieważ zobaczyła ojca. Wtedy z oburzeniem powiedziała
- Co Ty tu robisz?
- Przyszedłem oddać Ci torebkę..
- Dziękuje. Teraz możesz już iść i zapomnieć o tym, że tu mieszkam.
- Dziecko porozmawiajmy. Wróć zemną.. to nie jest Twój dom
- Nigdzie się stąd nie ruszę. To mój dom! A panią Zosię kocham jak matkę. Nie zostawię jej dla Ciebie!!
- Proszę Cię..
- Ja prosiłam byś 4 lata temu mnie przytulił olałeś to dzisiaj ja olewam Ciebie. Żegnam.
- Daj mi szanse. Proszę córeczko..
- Odejdź i zostaw mnie w spokoju!
- Dobrze. Ale pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.. Kocham Cię
- Drzwi są prosto i później na lewo.
Powiedziała i wchodziła już po schodach, lecz zatrzymała się, gdy powiedział
- Miałaś ślicznego i mądrego syna..
Chwila milczenia z jej strony. Te słowa sprawiły, że łzy pojawiły się w oczach.. lecz nie patrząc na niego powiedziała oschle..
- Wiem i dziękuje Bogu, że nie skrzywdziłam go chcąc poznać Cię z nim..
Po tych słowach znikła. Ojciec usłyszał tylko huk zamykających się drzwi. Tego dnia już nie wyszła z pokoju. Nie odbierała telefonów, nie chciała nic.. miała dość życia. Tyle razy myślała o samobójstwie tym razem poważnie.. jednak nie na tyle by odważyć się zrobić ten krok, była tchórzem. W tym wypadku tchórz to coś dobrego, bo nie było obaw, że sama wtargnie na swoje życie. Kolejne miesiące mijały.. ojciec od czasu oddania torebki nie odezwał się. Życie Sylwii dalej było takie samo, szare, nudne. Karol był blisko, chciał być z nią. Ona nie chciała, dlaczego? Wciąż mimo wszystko kochała Tomka. Nigdy o nim nie mówiła, lecz Karol jak i Pani Zosia wiedzieli o tym.
Jest 1 listopad, bardzo ważny dzień dla Sylwii, za niedługo będzie jednak najważniejszy.. rocznica śmierci jej malutkiego synka. Tego dnia, poszła na mszę.. ksiądz w kazaniu mówił o śmierci jednak nie o takiej zwyczajnej. Mówił o śmierci tych najbardziej niewinnych, najmłodszych. Dziewczyna nie mogła tego słuchać, temat był zbyt wrażliwy dla niej. Wyszła z kościoła, oparła się o kolumnę i otarła łzy. Niedaleko stał chłopak, który od razu zauważył Sylwie. Jednak, gdy Ona spojrzała się na Niego spuścił głowę opierając ją na dłoni. Nie zauważyła wtedy nic niezwykłego, chłopak zaś poczuł przeraźliwy ból głowy. Wtedy jego matka..
- Tomek znowu głowa?
- Ajć.. nie martw się, zaraz minie..
Po chwili minęło, tak jak mówił a przed oczami pokazał mu się obraz wypadku. Przypomniały mu się sekundy zanim uderzył w drzewo, przypomniał sobie o czym myślał. Przypomniał sobie, że była to dziewczyna o imieniu Sylwia. Po chwili zapytał matki.
- Mamo, kim jest Sylwia?
Matka zrobiła minę choćby ducha zobaczyła, jednak zbyła go..
- Nie wiem. Może jakaś znajoma. Nie mówiłeś nigdy o żadnej Sylwii.
- Ok skoro tak mówisz..
Powiedział Tomek, lecz wyczuł, że coś jest nie tak. Po chwili jednak powiedział
- Zaraz wracam przejdę się tylko tak wokół..
- Dobrze.
Powiedziała matka nic nie podejrzewając, zaś On poszedł za dziewczyną, której to widok sprawił, że poczuł przeszywający ból. Idąc za nią wiedział, że musi z nią porozmawiać, nie wiedział tylko jak to zrobi, nie wiedział czy coś ich kiedyś łączyło, czy dziewczyna go pamięta. Idąc tak za nią w końcu doszedł do cmentarzu na miejsce gdzie leżały małe dzieci. Stając w bezpiecznej odległości, patrzył gdzie Ona idzie. Po chwili usiadła przy jednym z nagrobków. Pomyślał „to jest ten moment, muszę się dowiedzieć czegoś o niej”. Szedł powoli, nie wiedział jak zacznie rozmowę, bał się, że ośmieszy się, że z kimś ją pomylił. Gdy był tuż za nią, Ona nie zwróciła na to uwagi jednak On zwrócił na tablicę nagrobka.. „ Ś. P Kacperek Dziubek żył 18 miesięcy.. dziś jest wśród Aniołków..” Czytając to znów poczuł przeraźliwy ból, tak silny aż oparł się o nagrobek obok. Sylwia zauważyła co się dzieje zerwała się z miejsca, wzięła chłopaka za rękę i pomogła usiąść mówiąc
- Usiądź tutaj.
Nie patrzyła na Jego twarz.. po chwili jednak, gdy odsłonił ją dłonią.. dopiero, gdy spojrzała mu w oczy poznała i szepnęła..
- Tomek..
On zaś..
- Sylwia.. to naprawdę Ty??
Przed oczami kolejne wizje. Tego jak byli razem, tego jak powiedziała mu o dziecku i gdy wybierali imię. To te imię sprawiło, iż przypomniał sobie wszystko. Sylwia nie wierzyła, że go widzi, rozpłakała się i powiedziała
- Skąd się tu wziąłeś?
- Przyjechałem z rodzicami. Zobaczyłem Cię, gdy wyszłaś z kościoła.
Powiedział, a dziewczyna przytuliła się. Po chwili chłopak
- Dlaczego nie odzywałaś się..
- A Ty?
- Straciłem pamięć a rodzice dopilnowali bym nie natknął się na coś, co przypomni mi o Tobie. Co się działo z Tobą tyle lat?
- Nie ważne..
Powiedziała i odsunęła się. Po chwili Tomek złapał ja za rękę..
- Powiedz, dlaczego siedzisz tu przy tym dziecku? Dlaczego ten chłopczyk na imię ma tak jak chcieliśmy dać naszemu synowi. Gdzie nasze dziecko? Pewnie już duże jest..
Sylwia słuchając tego zakryła twarz dłońmi.. rozpłakała się. Tomek ze łzami w oczach i niepewnością w głosie powiedział
- Powiedz mi gdzie jest nasze dziecko.. powiedz mi, że nic mu nie jest..
Wtedy Sylwia powiedziała
- Był ciężko chory.. miał białaczkę..
Więcej nie potrafiła powiedzieć, zbyt bolało a Tomek spojrzał na tablicę. Podszedł bliżej dotknął napisów i zaczął płakać..
- Nasz synek.. malutki synek..
Po chwili przyszli rodzice Tomka i powiedzieli
- Tomek! Chodźmy. Dziecko, co Ty robisz?
- Mamo, tato. Przypomniałem sobie wypadek..
- Nie myśl o tym teraz. A co to za grób?
- Naszego syna!
Powiedziała Sylwia stając twarzą w twarz z rodzicami Tomka. Od razu ją poznali, byli w szoku, nie wiedzieli o dziecku, nie wiedzieli, co się działo z nią po wypadku. Po chwili Tomek
- Jadąc tamtego dnia, wiedziałem o ciąży. Amnezja sprawiła, że zapomniałem i zaprzepaściłem swoją możliwość poznania dziecka. Mamo mój syn umarł..
- Jak to? Sylwia, dlaczego nas nie powiadomiłaś?
- Nie chcieli państwo zemną rozmawiać.. pamiętacie?
- Jak to się stało?
- Był chory, ciężko chory.. miał raka..
Powiedziała Sylwia. W tym czasie przyszła pani Zosia.
- Sylwia, co się tu dzieje..
- Pani Zosiu to jest Tomek i Jego rodzice..
- Dzień dobry..
Powiedziała zaskoczona. Po chwili Sylwia..
- Powiem państwu tylko tyle. Kacperek to było cudowne dziecko, oczka Tomka miał..
- Masz jego zdjęcie?
- Mam..
Powiedziała Sylwia wyciągając z torebki.. wtedy Tomek..
- Mój malutki chłopczyk..
- Zabierz sobie je na pamiątkę..
- Dziękuje.
- Żegnaj Tomku..
Powiedziała biorąc pod pachę panią Zosie. Tomek złapał ją za rękę..
- Proszę Cię nie odchodź. Nie chcę Cię znowu stracić, dajmy sobie szansę.. proszę..
Sylwia pocałowała go. Przez te wszystkie lata, tysiące razy przypomniała sobie jego pocałunki. Dzisiaj to rzeczywistość.. lecz odsuwając się po chwili powiedziała..
- Już nie jestem tą dziewczyną co kochałeś. Nie możemy być razem, byłbyś nie szczęśliwy zemną, bo moje serce umarło wraz z Kacprem. Moje ciało żyje, dusza i serce umarło..
- A co z naszą miłością?
- Przelałam ją całą na naszego syna, dziś nie ma Go, nie ma miłości, nie ma nas. I proszę nie zatrzymuj mnie, a tym bardziej nie szukaj..
Powiedziała i odeszła wraz z Panią Zosią. Czy żałowała tego, co zrobiła? Nie, choć kochała nie potrafiła być z kimkolwiek. Bała się, że po raz kolejny straci kogoś. Wolała żyć sama w swym szarym świecie. Jednak, gdy przyszła do domu, tęskniła.. pragnęła znów go zobaczyć. Wiedziała jednak, że to nie możliwe. Wyprowadził się z poprzedniego miejsca zamieszkania, kontakt zerwany po raz kolejny. To wszystko sprawiło, iż zapragnęła poczuć obecność najważniejszych mężczyzn w jej życiu.. Tomka i Kacpra.

Po prawie roku odważyła się wejść do pokoju dziecka. Tam wszystko w nienaruszonym stanie, zdjęcia, zabawki łóżeczko pościelone, na półce pełno akcesorii, wózek w kącie. Do ręki wzięła chusteczki nawilżające, wyciągnęła jedną siadając na małym krzesełku. Włączyła zabawkę z melodią, która kiedyś usypiała Kacperka i wcierając twarz chusteczką przypominała sobie zapach dziecka. Po chwili jednak w dłoń wzięła ramkę z zdjęciem Kacperka.. z jego ostatnich wakacji, kiedy to w przerwie w chemioterapii robili babki na plaży, oboje tacy szczęśliwi. To był jeden z tych ostatnich najszczęśliwszych dni. Wtedy myśl „chcę by wróciły.. chcę zobaczyć moje dziecko” i kolejna myśl „zrobię to synku i za chwilę się spotkamy..”, mówiąc to nuciła melodię z zabawki, wyciągnęła tabletki psychotropowe i jedną za drugą zaczęła połykać.. gdy poczuła się senna, powiedziała szeptem.. „dobranoc kochanie..” i kładąc się na dywaniku zasnęła. Kilka godzin później do pokoiku wszedł Karol, który przyszedł w odwiedziny. Gdy zobaczył ją od razu wiedział, co się stało. Podbiegł.. już nie żyła. Za późno przyszedł.. nie wytrzymała, odeszła. Tuląc ją do siebie powiedział „Żegnaj kochanie na zawsze..”. Chwilę potem zawołano pogotowie, karawan. Gdy zabrano ją pani Zosia zadzwoniła do ojca, który wychodząc zostawił jej swój numer telefonu. Pan Krzysztof oczywiście czymś zajęty, nie odebrał. Postanowiła nie próbować więcej po prostu nagrała się na sekretarce. „Dzwonię, bo stało się coś strasznego. Pan taki zajęty pewnie nie myślał o córce a Ona w tym czasie umierała. Panie Krzysztofie Sylwia się zabiła..” I rozłączyła się. Łzy nie pozwoliły jej mówić dalej, straciła rodzinę.. tych, co byli jej najbliżsi. Czy ojciec Sylwii się odezwał? Nie, nie oddzwonił. Przyjechał jednak na pogrzeb, spóźnił się trochę, gdy wszedł do kościoła ksiądz ocierając łzy mówił „Kilka lat temu dziewczyna ta siedziała wśród was, opłakując matkę, rok temu opłakując małego synka dziś to my opłakujemy ją. Miała niecałe 22 lata, a doświadczyła tyle, że nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jednak ta śmierć pokazuje ile ludzkie życie może znieść. Jak się okazuje wiele, lecz wszystko ma swoje granice. Przeżyła śmierć ludzi, których najbardziej kochała. Nie przeżyła jednak zrezygnowania z miłości. Życie zniszczyło ją tak, iż kochała, lecz nie potrafiła tego okazać. Nie potrafiła zapanować nad tęsknotą za miłością życia, jak i tęsknotą za synem. Chciała mieć przynajmniej jednego z nich. Szkoda tylko, że wybrała te bardziej drastyczne wyjście. Nie miała tyle siły by odnaleźć ojca swego dziecka.. lecz miała wystarczająco siły by odejść do synka. Dziś oboje w niebie bawią się i są tak samo szczęśliwi jak rok temu w wakacje.. bawiąc się na plaży..”. Ojciec słuchając tego stał w drzwiach kościoła. Nie potrafił podejść bliżej, nie potrafił spojrzeć na córkę.. bał się widoku jej takiej sinej, zimnej, spokojnej. Gdy zaczęto wychodzić z kościoła, gdy orkiestra zaczęła grac oddalił się na bezpieczną odległość. W tłumie zobaczył panią Zosie.. zrozpaczoną, prowadzoną przez Karola. Gdy chowano ją także nie podszedł. Wolał odejść, dlaczego? Nie wiadomo, żal, jaki miał do siebie, rozpacz nie pozwalała mu tam podejść, obwiniał się o śmierć córki, o to wszystko, przez co przechodziła. Pani Zosia zaś przychodząc do domu, natknęła się na jej rzeczy. Nie chciała ich ruszać.. nie potrafiła przestawić rzeczy dziecka. Sylwii tym bardziej. Dlatego postanowiła wynieść się z tego domu, zanim to się jednak stało pozbierała zdjęcia z kominka i postanowiła odnaleźć Tomka. Spotkała go na Jego uczelni.. szedł z przyjaciółmi, w pewnej chwili przy bramie zobaczył kobietę na czarno, poznał ją. Myśl, która przeszła mu przez głowę sprawiła, iż dreszcze obiegły jego ciało. Podszedł niepewnie..
- Dzień dobry. Pani Zosia prawda?
- Tak.. jak dobrze, że Cię znalazłam..
- Coś się stało? Sylwia panią przysłała?
- Nie. Przyszłam Ci coś oddać. To są wasze zdjęcia, Sylwia i Kacperek..
- Dziękuję bardzo, ale czy Sylwia się zgodziła na to..
- Sylwia odeszła..
- Jak to?
- Po waszym spotkaniu, weszła do pokoju dziecka i tam..
Nie dokończyła, ponieważ zaczęła płakać. Tomek przytulił kobietę a łzy same popłynęły mu po policzkach. Po chwili kobieta..
- Uznałam, że powinieneś zabrać ten pamiętnik. Prowadziła go odkąd zamieszkała u mnie. Każdy dzień swojego życia opisała.. o tym, co czuje, co z Kacperkiem, jak tęskni. Na ostatniej kartce napisała jednak coś, czego nie potrafiła Ci powiedzieć..
Powiedziała kobieta i odeszła. Nikt nigdy więcej jej nie widział. Wyjechała, Karol, ojciec Sylwii i Tomek opiekowali się grobami jej jak i małego. Przychodził tam często, za każdym razem z białą różą, bo takie uwielbiała. Lecz któregoś dnia Tomek przyniósł ze sobą także pamiętnik. Pierwszy raz po kilku miesiącach otworzył go na ostatniej stronie. Ostatnie słowa Sylwii w dniu śmierci.

1 listopad „Dziś święto Twoje mój Aniołku. Budząc się rano poczułam, iż już nie długo te święto będziemy obchodzić razem. Dziś noc wyjątkowa, śnił mi się Tomek. Te pocałunki, byliśmy razem.. we trójkę. Skarbie właśnie wróciłam. Zaraz po raz pierwszy wejdę do Twojego pokoiku.. boję się lecz chcę, chce znów poczuć Twoją bliskość. A wiesz sen się spełnił spotkałam Tomka, tak Twojego tatusia. Pocałowałam Go, lecz odeszłam. Tak jak wszyscy odchodzili ode mnie tak i ja odeszłam. Kocham Go tak bardzo, ale nie potrafiłam oddać mu siebie. Nie widziałam sensu bycia z nim, gdy nie ma Ciebie. Ale w głębi serca żałuje, tyle, że już za późno.. straciłam Go na zawsze. Misiu tak mi źle ale już dobrze. Idę do Twojego pokoiku i spotkamy się za kilka chwil. Kocham Cię Kacperku tak bardzo jak Twojego tatusia..”

Średnia: 4.6/5 Oceniony 8 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
psycholoszkaaa30-04-2009 09:55
historia świetna, daje dużo do myślenia.. aczkolwiek fakt faktem korekta niezbędna ^^ ' choć zemną'
agh.. tego typu słowa gryzą na pierwszy rzut oka.. zamiast chodź ze mną.

Izonia14-06-2008 15:10
Piękne to chyba zbyt mało powiedziane... Ajććć... Popłakałam się jak nie wiem...

makcia15-01-2008 09:42
Czy korektorzy tu jeszcze pracują? Bo po powyższym tekście, niestety, tego nie widać.

Katarina8911-01-2008 22:26
...nawet nie wiem co napisać...pieknie:*

niunia89-01-2008 17:42
piękne..popłakałam się jak dziecko.. :(

vendeta9-01-2008 08:51
zadko dodaje komentaze ale ten tekst poprostu tak mnie wzroszyl... tak bardzo sie poplakalam za kazdym ciosem sylwi przezywalam to razem z ta postcia... chodziasz szczenscie ze osoba fikcyjna nie prawdziwa to przezyla...

ggoha7-01-2008 19:45
wymyślone czy nie ja popłakałam się ja dziecko ;( a zdaża mi się to bardzo rzadko...

LoveIsGone7-01-2008 18:42
pięknee...

Dobrawka7-01-2008 17:31
A istnieje nie wymyślone opowiadanie? ;-)

PoisonHeart7-01-2008 16:43
Noo fajne, tylko szkoda ze wymyślone :)

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...