Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Wstydzę się swojego ciała

Autor: Anna Lissewska
Odsłony: 35142
Data: 10-03-2008

„Wstydzę się”, a czasem nawet „brzydzę się swojego ciała”, „nienawidzę go”, „ nie byłabym wstanie rozebrać się przed żadnym mężczyzną”, „nie współżyłam do tej pory, bo nie wyobrażam sobie, abym przed kimś mogła się rozebrać”, „nie wierzę, że mogę się podobać, być atrakcyjną kobietą, mając figurę typowej gruszki w mega rozmiarach”…


Widzieliście kiedyś psa niezadowolonego ze swojego wyglądu? W ogóle zwierzę, które ma problem z powodu rozdźwięku, między tym, kim jest, a tym, kim chciałoby być? Rzeczywiście to domena człowieka - oglądanie się na innych, porównywanie, nie przyjmowanie siebie takim, jakim się jest, dokonywanie podziału na Ja i Ja idealne. To drugie, to takie Ja, do którego aspirujemy, ideał, na ogół nieistniejący w rzeczywistości (np. idealny wygląd topmodelek, który jest zasługą komputerowego retuszu), będący zbiorem naszych wyobrażeń, przypisywanych mu super cech. Im dalej nam do niego, tym bardziej się biczujemy. Krytyczny, karcący głos w nas samych, że nie spełniamy wymogów koniecznych do bycia idealnym, sprawia, że czujemy się mniej ważni i gorsi. Pamiętacie, gdy pisałam w "Psychika, czyli odkrywanie zaginionego lądu" o Superego? Takiej instancji w naszej psychice, która odpowiedzialna jest za system ideałów i wartości, zakazów i nakazów w naszej głowie, która obserwuje i ocenia, porównuje z ideałem i jeśli porównanie nie wypada dobrze - krytykuje, czyni wyrzuty i karze (wtedy czujemy się podle, mało warci), a jeśli ma za co - chwali i nagradza (wtedy samoocena się podnosi).Tak, to po części sprawka Superego, ale także normalnego w procesie rozwoju oglądania się na to, co na nasz temat myślą rodzice (zwłaszcza ojciec) i w ogóle otoczenie, ciągłego przyglądania się innym i badania, na ile jesteśmy podobni najpierw do rodziców i rodzeństwa, potem do rówieśników, oraz przyswajania krążących wokół nas opinii (a te lansowane na temat wyglądu i urody wiadomo, jakie są). Nasze Ja z początku rozwija się przez upodabnianie się do ludzi wokół nas. W dużej mierze polega na powtarzaniu i naśladowaniu, spełnianiu oczekiwań, i jak nietrudno się domyśleć, natrafia na przeszkody. Choćby dlatego, że każdy z nas jest inny, czasem na tyle, że dopasować się do wszystkich się nie da, a także dlatego, że wiele naszych potrzeb i impulsów (zwłaszcza tych płynących z ciała) jest sprzecznych z tymi, które "wypadałoby mieć". To może być jeden z powodów nieakceptacji własnego ciała. Skoro jest ono siedliskiem "zła", skoro stoi na drodze sięgnięcia ideału, a więc w przekonaniu dziecka i miłości, należy je odrzucić. Sposoby są dwa - można katować swoje ciało w imię kontroli nad nim, np. głodzić je, upiększać na siłę, modelować przy pomocy morderczych ćwiczeń, albo w ogóle odciąć się od niego, udawać, że nie istnieje, nie dbać o nie. A gdy się o nie dba, wiadomo, czym się to kończy - niechęcią do niego i wstydem. Czasem rzeczywiście ciało staje się przyczyną przykrych, traumatycznych doświadczeń i dlatego zostaje skazane "na wygnanie". Doświadczenie kar cielesnych, molestowania, gwałtu, kazirodztwa, zwłaszcza wówczas, gdy psychika jest jeszcze niedojrzała i nie jest w stanie poradzić sobie z takim wydarzeniem, sprawia, że ciało jest znienawidzone jako powód dramatycznych przeżyć, obwiniane za to, co się stało i w wyniku tego staje się czymś obcym, wrogim, nie należącym do naszego Ja. Niestety taki podział na Ja i moje ciało, jest częsty. A przecież ciało to my, jest ono naszą integralną częścią. Istnienie takiego podziału wskazuje na to, że doszło już do zanegowania cielesności, jako niewygodnej, kłopotliwej, niechcianej. A że cielesność często utożsamiana jest ze zmysłowością, seksualnością, powinno to skłonić do refleksji.

Brak akceptacji rodziców, uszczypliwe uwagi dotyczące ciała (wyglądu, zachowania…), lub w ogóle brak poświęcanej mu uwagi, to inne z możliwych scenariuszy. Także nieprzytomne omiatanie lub omijanie wzrokiem postaci dziecka, zwłaszcza gdy jednocześnie towarzyszy temu wyraźne zainteresowanie partnerem seksualnym, boleśnie na każdym kroku konfrontujące dziecko z faktem, że nie ma ono szans przy rodzicu tej samej płci, nie dające ani przez moment złudzeń, koniecznych, by mogło wejść w naturalną sytuację rywalizacji o rodzica płci przeciwnej i w zdrowy sposób przeżyć kompleks Edypa*. Po to, by stać się w pełni kobietą i nie mieć problemów w relacji z mężczyznami, dziewczynka musi przeżyć i wrogość do matki, za to, że jest jej rywalką w dążeniu o względy ojca, i zderzyć się z zamkniętymi drzwiami sypialni rodziców, a więc w pełni uświadomić sobie i przeboleć fakt, że to nie ona, lecz mama jest partnerką taty i wreszcie, dzięki temu, przekształcić niechęć do matki w podziw do niej jako kobiety, naśladować ją i w ten sposób zbudować swoją kobiecą tożsamość, a na koniec tego procesu zwrócić się z uczuciami, które miała do ojca, do rówieśników. Utknięcie na którymś z tych etapów rozwoju, zakłócenie (dotyczy to oczywiście również chłopców) ma swoje oczywiste konsekwencje, różne, w zależności od tego, w którym momencie nie wydarzyło się to, co powinno. Jeśli dziewczynka w ogóle nie widzi szans na podjęcie rywalizacji z mamą, a później jej zgody na to, by stała się równie atrakcyjna, zawsze będzie się czuła gorsza od innych kobiet, niewarta tego, by jakiś mężczyzna na nią spojrzał, a jak spojrzy na nią nagą, wyśmieje. Jako kobieta wciąż będzie się czuła jak mała dziewczynka na tle dojrzałej kobiety, będzie przekonana, że dorosły mężczyzna nie może się nią zainteresować.



Głównym jednak powodem nienawiści do swego ciała jest nasz narcyzm, czyli niezgoda na to, że możemy nie być idealni, lecz zwyczajni. Że mamy ograniczenia, a nasze ciało jest ułomne, ludzkie, nie tak gładkie, nie tak szczupłe, jak na zdjęciach w magazynach. Ulegamy powszechnemu złudzeniu, że wszystko jest możliwe - że można mieć wszystko, czego się pragnie, więc i perfekcyjne ciało. Kto go nie ma, coś z nim nie tak. Tym złudzeniem karmią nas hollywoodzkie filmy, błyszczące zdjęcia w czasopismach, reklamy, opisy na kosmetykach (ujędrniający balsam, wyszczuplające tabletki…, które, gdyby mówiły prawdę, dawno przemieniłyby wszystkie kobiety w wychudzone modelki). Powszechny mit, że normalne to idealne (jędrne, szczupłe, gładkie…), sprawia, że realny świat, w którym odkłada się tłuszcz, bo po to człowiek ma tkankę podskórną, w którym każda kobieta po trzydziestce, a i wiele nastolatek, ma pomarańczową skórkę, bo powodują ją powszechne zakłócenia hormonalne (z powodu stresu i toksyn w środowisku), w którym ciało wiotczeje, komórki obumierają, bo taka jest kolej rzeczy, a wszystko przemija i umiera, że to, co istnieje realnie, uważamy za coś nienormalnego, ohydnego, z czym trzeba walczyć, niczym z nowotworem. Niezgoda na to, że to nie my władamy światem, a więc i nie do końca mamy wpływ na swoje ciało, które rządzi się swoimi prawami (biologii, indywidualnej przemiany materii, genetycznych predyspozycji i przemijania), czyni nas nieszczęśliwymi niewolnikami idealnego, nierealistycznego Ja.

Do tego wszystkiego przekonanie, że tylko idealne zasługuje na miłość… Przypisujemy je innym, dlatego nie możemy sobie wyobrazić, że ktoś mógłby pokochać nas takimi, jakimi jesteśmy. Własną niechęć do swojego ciała wkładamy w drugiego człowieka, nie możemy więc zaryzykować i zbliżyć się do innej osoby, na tyle, by "groziło to" intymną sytuacją. Bo wtedy już tylko krok do rozebrania się, a w naszym przekonaniu, z którym trudno się rozstać, wtedy przecież ktoś uciekłby z krzykiem. To zjawisko projekcji, czyli mechanizm obronny, mający na celu powstrzymać nas przed zmianą. Nie dość, że uważamy za niemożliwe, by inni myśleli inaczej niż my, to jeszcze mamy skłonność do udowadniania sobie, że nasz obraz świata jest prawdziwy. Dlatego dziewczyna nie lubiąca swojego ciała, jeśli już zaryzykuje odsłonięcie się… to przed mężczyzną-narcyzem uznającym za wartościowe tylko to, co idealne. Nie przyjdzie jej na myśl, że zwyczajny facet, który nie jest misterem świata, który jak ona ma jakieś kompleksy, może docenić coś więcej, niż błyszczące opakowanie. No i ta dziewczyna, jak przystało na osobę narcystyczną, myli miłość z podziwem, ale o tym w artykule "Narcyzm".

Co musiałoby się stać, żeby przestała się wstydzić, że nie pasuje do idealnego wzorca? Żeby zaczęła lubić swoje ciało? Musiałaby pożegnać się z nierealną wizją siebie. Zmierzyć się ze swoim idealnym Ja - wziąć z niego to, co możliwe i rozstać z tym, co nieosiągalne. Zamiast obrażać się na los/Pana Boga, że jest zwyczajnym człowiekiem (ona, a nie Pan Bóg:)), może nawet dalekim od ideału, musiałaby przeżyć rozczarowanie, że ma takie ciało, jakie ma, a nie to z okładek, przeżyć też żałobę po takiej wizji siebie, w której jest bezbłędna, wyjątkowa, inna niż jest, opłakać i pogodzić się, jak ze śmiercią najbliższej osoby. Gdyby uznała fakt, że jest, kim jest i przeskoczyć siebie nie może, mogłaby cieszyć się z tego, co ma, zamiast rozpaczać, że czegoś nie ma. Powiecie "gadanie…", a w duchu dalej myślicie "niech sobie inni będą niezgrabni, z nadwagą, z małym biustem…inni, ale nie ja. Dlaczego padło na mnie, dlaczego wszyscy dookoła są piękni i zgrabni, tylko nie ja. To niesprawiedliwe! Nie zgadzam się" i w imię protestu nie zamierzacie pogodzić się ze swoją rzeczywistością ani zobaczyć, że jest całkiem niezła. Wolicie widzieć tych, którym natura dała więcej, przynajmniej w tym obszarze, na którym jesteście skupieni, nie dostrzegając, że w jakiejś innej sprawie macie do zaoferowania światu dużo więcej niż inni. Nie widzicie sobie podobnych, nie mówiąc o tych, którym naprawdę los coś ważnego odebrał, a mimo to żyją i umieją tym życiem się cieszyć. Owszem, są tacy, którzy w obliczu nieszczęścia, które ich spotyka, rezygnują, poddają się, wycofują z życia a nawet popełniają samobójstwo, ale są i tacy, którzy przeżywszy stratę czegoś w powszechnym pojęciu niezbędnego do życia, godzą się z brakiem i czerpią z życia więcej, niż wcześniej. Sparaliżowani, bez nóg, ze zdeformowaną twarzą… odnajdują sens istnienia, którego nie mogli zobaczyć, gdy w pełni zdrowia skupiali się na swoich niedoskonałościach. A ci zdrowi, w pełni sił, którzy nadmiernie zajmują się drobiazgami w swoim ciele (bo czyż nie są to drobiazgi, skoro są zdrowi i silni?), może robią to, by nie skupiać się na poważniejszych sprawach? W zastępstwie, by nie myśleć i nie czuć, by uciekać od swoich prawdziwych problemów emocjonalnych. Typowym przecież sposobem uciekania przed bliskością i seksem jest wynajdywanie przyczyn w ciele, zamiast w głowie. Tymczasem to nie cellulitis czy nadwaga nie pozwalają na intymny kontakt, lecz lęk przed nim.

Ale jeśli żyją w przekonaniu, że tylko idealne daje szczęście i miłość, nie przekonasz ich. Zostaje tylko patrzeć, jak nieszczęśnicy się męczą, zamiast żyć i cieszyć swoim życiem, tym, które im dane, w swoim ciele.




Napisałam o kobietach, choć problem nie tylko ich dotyczy. Na szczęście wśród mężczyzn heteroseksualnych (większość homoseksualistów cierpi z powodu narcystycznej wizji piękna) jest dużo większe pozwolenie na brzuszek, większe gabaryty, a przez to, że misiowaty wygląd ma wiele zwolenniczek, panowie z powodu wyglądu mają dużo mniej kompleksów i zahamowań, niż panie. Ale zdarza się, że cierpią z powodu nadmiernego owłosienia, za małego przyrodzenia, krost na plecach i z tego powodu zamykają się w czterech ścianach, by uchronić się przed spotkaniem dziewczyny, która mogłaby chcieć być bliżej, bez ubrania…




* o kompleksie Edypa, sytuacji edypalnej możesz przeczytać w innych artykułach: „Psychika, czyli odkrywanie zaginionego lądu”, „ Duża różnica wieku między partnerami”, „ Seks dziwny, seks bardzo dziwny” w części poświęconej kazirodztwu.

Średnia: 2.7/5 Oceniony 13 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Komentarze
Ciziuniaa252-06-2010 17:15
ja mam 170 cm wzrostu i waze 50 kg..
chcialabym przytyc.. ale nie moge..
probowalam juz chyba wszystkiego i nie dziala..
masakra..
do tego mam za male piersi
(miseczka B)...
moze nie jest tak najgorzej, ale jakos nie moge sama siebie zaakceptowac...


maggy1724-12-2008 12:31
mi rodzice ciągle mówią,że jestem za chuda i,że to mam niełądne to.. drażni mnie to

bobkaz30-08-2008 16:44
Meggie moim zdaniem powinnas se poruchac bo to pomaga na wszystko ale uwazaj zeby dydol sie nie zaplatal w twoj busz

Mona_lisa21-08-2008 20:22
Ja też nie cierpię swojego ciała. Mam sporą nadwagę. Ale ja nie czuję sie aż tak gruba. Akceptuje je, ale nienawidze go wtedy, gdy chcę kupić sobie fajny ciuszek. Mama na każdym kroku mi mówi żebym schudła.

ciapka9518-08-2008 18:33
Meggie moim zdaniem powinnaś udać się do lekarza bo to prawdopodobnie moze być choroba...gdzieś już o niej czytałam...ale nie zwlekaj z wizytą u doktora...

Meggie11-08-2008 16:55
a ja mam dosc nietypowy problem, jestem dziewczyna w wieku 16 lat ktorej rosna wlosy. nie martwilabym sie tym gdyby to byly male milimetrowe wloski ale one sa geste i czarne majace po 3 - 6 centymetrow rosna mi prawie wszedzie na brzuchu na piersiach a na rekach to moge warkoczyki zaplatac nie bede golic bo jeszcze bardziej odrosna i co mam zrobic? powie mi ktos???

Shiky199016-03-2008 20:07
Czytałem i czytałem i trafiłem. Na samym końcu dopiero o facecie , a dokładniej o takim jak ja :P Homoseksualnym. Mam nie raz dość swojego ciała, bo jestem zbyt chudy (172cm, a 50kg...) Pozatym czytając do końca akurat 3 cechy, których w sobie nie lubię były wymienione XD Jednak pomimo wszystko mówię sobię, że nie obchodzi mnie to co o mnie mówią inni, nie ważne jak wyglądam (no oczywiście trochę dbam o siebie. Raz czy 2 razy na tydzień postoję przed lustrem trochę dłużej by zrobić to, czy tamto).
Ważniejsze niż "opakowanie" jest mi wnętrze człowieka. Bo uroda przeminie z wiekiem, a osoba, którą się lubi i będzie lubiło pozostanie nam do końca życia.

Morfina13-03-2008 09:42
Kiedyś sie ogromnie wstydziłam swojego ciała z dość spora nadwagą. Dzisiaj kocham je i musze powiedzieć, że przez samą akceptacje tego jak wyglądam dużo lepiej idzie mi dieta, czuje sie bardziej seksowna, namiętna co oczywiście przekłada się równiez na kontakty intymne, większą pewnośc siebie. Ach, cudownie jest kochac swoje wszystkie kilogramy, ach ile to miłości :)!

Jesteśmy seksowni i ponętni TYLKO WTEDY kiedy sami tak o sobie myślimy. Nie jesteśmy w stanie pokazać naszego seksapilu, kobiecości jeśli samo nie wiemy, nie wierzymy w to, że on tam jest.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...